TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Listopada 2019, 08:56
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Poszli

Poszli

Abram był stary, Tobiasza przywiązali do siebie rodzice, Jonasza cechowało tchórzostwo, a Gedeon miał chyba najniższe poczucie własnej wartości spośród wszystkich biblijnych bohaterów.
Co łączy te postaci? Pan Bóg zmusił ich, by opuścili swoje miejsce. By porzucili swoją strefę komfortu, chociaż trudno w niektórych przypadkach pisać o prawdziwym komforcie. Ojciec Abrama wytwarzał posągi bożków. Rodzice Tobiasza powoli gorzknieli, próbując trzymać się boskich nakazów wśród ziomków, którzy już dawno zapomnieli o tym, co znaczy żyć po Bożemu. Gedeon chyba już z mlekiem matki wyssał prawdę, iż jego rodzina jest na samiuśkim końcu szarego końca w całym rodzie. Czy może wyjść coś dobrego z takich rodzin? Czy trzeba żyć według niekiedy nienajlepszych schematów? Okazuje się, że z Bożą pomocą można zacząć zupełnie nową historię. Możliwa staje się zmiana siebie i nowe spojrzenie na to, czego zostaliśmy nauczeni. Nie musimy od razu stać się idealni. By iść za Bożym marzeniem o nas, nie musimy mieć za sobą wzorcowej rodziny i nieskazitelnej historii. Pan Bóg nie wybiera jedynie przykładnych dzieci z dobrych domów, gdzie ściany obwieszone są dyplomami, a półki uginają się od pucharów. Nie tak patrzy Bóg, jak patrzy człowiek. Często trudno zrozumieć nam boską logikę, ale kiedy patrzymy na drogę biblijnych wybrańców czy świętych, okazuje się, że ma to sens. Że w tym szaleństwie jest metoda.
Rozpoczyna się nowy rok szkolny, za chwilę rozpocznie się także ten akademicki. Dla wielu naprawdę będzie nowy – w nowych okolicznościach, nowym miejscu, wśród innych ludzi. Z nową szansą na sukces. I pewnie wiele osób tak patrzy na początek nauki na nowym etapie edukacji. Widzą otwierające się możliwości, perspektywy rozciągające się po horyzont, czują wiatr w żaglach i już rozpościerają skrzydła do lotu. Świetnie. Tak należałoby zaczynać każdy nowy rozdział w swoim życiu. Cóż zrobić, jeśli jednak podjęcie nowego wyzwania kojarzy się nam bardziej z brutalnym wykopaniem z gniazda niż z lataniem nad granią? Wbrew pozorom to wszystko może przynieść dobre owoce. Wystarczy zaniechać ucieczki – nawet jeśli bardzo chce się podwinąć ogon i schować w najgłębszej norze. Jonasz tak zrobił. Ciemny kąt dolnego pokładu statku ma trochę wspólnego z jamą. Przez to nieco okrężną drogą dobrnął do celu. Musiał przy tym nieźle pobrudzić sobie ręce (i nie tylko). Ostatecznie, z ostentacyjnym obrażaniem się na Boga włącznie, zrealizował powierzoną mu misję i zaakceptował jej powodzenie. Bo Jonasza zasmuciło to, że odniósł sukces. Wydaje się to absurdalne? Kiedy ktoś długo namawia nas do spróbowania czegoś, niekiedy ulegamy dla świętego spokoju z pełną przekory myślą: udowodnię, że to nie dla mnie, że się nie nadaję. I nagle zaskoczyć może nas rezultat, który nie bywa aż tak fatalny, jak się spodziewaliśmy. Niektórzy się ucieszą, ale w innych odezwie się rozżalony Jonasz, zawiedziony osiągnięciem. Kolejną podpowiedź daje nam historia Gedeona. Mamy wszystko, by podjąć to, do czego zaprasza nas Pan Bóg. Gedeon słyszy od anioła: „Idź ze swą siłą, aby wyzwolić Izraela. Oto posyłam cię” (Sdz 6,14). Idź taki, jaki w tym momencie jesteś. Nie czekaj, aż będziesz lepszą wersją samego siebie. Ta zmiana dokona się dopiero w drodze. Tobiasz musiał przejść drogę, by przeciąć pępowinę wiążącą go z rodzicami. Ostatecznie wraca do domu, by rodzicom pomóc, a nie być ich podopiecznym. Droga Tobiasza była krótka, ale wystarczyła, by zmienić chłopaka w mężczyznę. Próba Abrama trwała nawet wtedy, gdy fizycznie przestał wędrować. Potrzebował kilkudziesięciu lat na to, aby przyjąć wolę Stwórcy. Bóg także czas mierzy inaczej.

Katarzyna Kolata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!