TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 27 Czerwca 2019, 06:10
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Polityka – mocno dęta sprawa

Polityka – mocno dęta sprawa


https://pl.wikipedia.org

Na poczatek taki cytat: „To mocno dęta sprawa. Prawdopodobnie śledczy dysponują jedynie nagraniami zatrzymanych biznesmenów, nie Niesiołowskiego. Nie ma dowodu, że kiedykolwiek został on nagrany. Są tylko jacyś ludzie, jedno lub dwuźródłowe źródła bez mocniejszych podstaw. Podkreślam: z tego, co mi wiadomo. Bo w tej irracjonalnej sytuacji nie mam na razie dostępu do akt sprawy”. I teraz państwu wyjaśnię, o co chodzi. Są to słowa pana adwokata, ponoć wziętego i bardzo skutecznego, Ryszarda Kalisza, którego wybrał na swego obrońcę pan poseł Stefan Niesiołowski. Ja wiem, nikt mi nie każe wchodzić w tę tematykę, ale co jakiś czas trzeba. No bo jeżeli pan poseł Stefan Niesiołowski, którego wiadome przygody obecne są na łamach wszystkich mediów, wybiera na swojego adwokata właśnie pana Ryszarda Kalisza, którego jeszcze kilka lat temu określał wdzięcznym mianem „pornogrubasa”, to wydaje mi się, że skołowanie tzw. normalnego obserwatora sceny politycznej sięga zenitu. Przypomnijmy jeszcze, że pan Stefan uważany był kiedyś za zoologicznego antykomunistę, podczas gdy pan Ryszard był komunistą par exellence.

Ale co dla nas jest szczególnie smutne, pan Stefan przez wiele lat przedstawiał się jako polityk konserwatywny, prawicowy, obrońca chrześcijańskich wartości i choć jego ostatnia działalność  być może skutecznie przesłoniła tamte wspomnienia, to jednak dzisiaj chcę o tym przypomnieć. Ku przestrodze. Ja osobiście już dawno mam za sobą ten etap, kiedy utożsamiałem się z jakimkolwiek politykiem czy linią polityczną. Wspominałem kiedyś na łamach „Opiekuna”, jak jako młody człowiek uczestniczyłem w pieszych pielgrzymkach na Jasną Górę, i skandowałem „uwolnić Frasyniuka” stojąc naprzeciw szpaleru wówczas jeszcze milicjantów dosłownie umierając ze strachu. Podobnie „walczyłem” wówczas o wolność Borusewicza, Lisa i innych działaczy internowanej opozycji. Wszyscy oni okazali się być ludźmi politycznie z zupełnie innej bajki i zdecydowanie mogłem się czuć zdradzony. Dlatego dzisiaj jestem bardzo ostrożny. A szczególnie ostrożny jestem wobec polityków, którzy zbyt instrumentalnie szafują wartościami chrześcijańskimi i konserwatywnymi. W 1992 roku Jarosław Kaczyński wsławił się stwierdzeniem, że Zjednoczenie Chrzescijańsko – Narodowe (do tej partii należał Stefan Niesiołowski) jest najkrótszą drogą do dechrytianizacji Polski. Partia rzeczywiście odeszła w niebyt, a Niesiołowski nie jest jedynym przypadkiem jej członków, których przywiązanie do wartości chrześcijańskich życie zweryfikowało nader dramatycznie. 

Cóż, politykiem nikt się nie rodzi i tak naprawdę w naszym parlamencie nie ma za wielu prawdziwych polityków. Większość to amatorzy, którzy przychodzą tutaj z innych obszarów aktywności. Wielu z nich, zwłaszcza początkujących, mających poczucie „wybrania przez naród” jest łatwym łupem dla prowokacji, czy też przejęcia przez grupy interesów. Pracuje się nad nimi wmawiając, że są wybrańcami, którym wolno więcej, czasami zaczynają w to wierzyć. A stąd już tylko krok od jakiegoś uwikłania, które potem sprawia, że można ich mieć w garści. Wykorzystywać. Nie wiem na jakim etapie uwikłał się pan Stefan, jego życie pełne jest dramatów. Nie wiem też, dlaczego akurat teraz „odpalono” jego sprawę i czy chodzi o to, by coś przykryć, czy postraszyć innych. Wiem, że to nie ma nic wspólnego z dobrem naszego kraju. Pokazuje też skandalicznie niski poziom tych, którzy powinni być elitami. Inny przykład to ostatnie enuncjacje byłej pani premier o ludziach, którzy kamieniami dobijali dinozaury... Ludzie tej karatury pełnią najważniejsze funkcje w naszym kraju. Nie jest to wesołe, chociaż chwilowo wszyscy mają wielki ubaw. 

Jednak moje całe dzisiejsze pisanie zmierza do postawienia kilku pytań: jak to jest, że ludzie tego pokroju jak pan Niesiołowski, pani Kopacz, dołączę tu jeszcze i byłych prezydentów, choćby pana Komorowskiego, przez wiele lat pełnią odpowiedzialne funkcje marszałków, premierów, prezydentów i ktoś czuwa nad tym, aby ich poziom wykształcenia, czy uwikłania nie wyszedł na jaw, w oczach wielu są wręcz uosobieniem autorytetu państwa i mądrości, politycznej sprawności, a potem kiedy się ich spuści z oka, zaczynają strzelać gafę za gafą, że człowiek czuje się zażenowany: nie powierzyłbym tej osobie psa na spacer, a ona rządziła krajem? Czy to nie sugeruje, że ich funkcjonowanie nie było samodzielne? A jeśli tak, to kto ich prowadził?

I jeszcze jedna obserwacja: proszę zauważyć, jak na tle tych skompromitowanych polityków, czy innych mniej skompromitowanych, ale skutecznie obrzydzanych, jawią się „nowe gwiazdy” sceny politycznej: pani Magda Ogórek z jednej strony (dość płynnie przeszła z innej), pani Monika Jaruzelska z drugiej, czy pan Robert Biedroń (chyba z trzeciej). Czyżby ktoś nam szykował nową polityczną, nomen omen, wiosnę? I czy to jest ten sam ktoś, kto wcześniej stał za tymi „spuszczonymi”?

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!