TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 22 Października 2020, 14:16
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Pielgrzymkowa miłość

Pielgrzymkowa miłość

Pielgrzymka

Może to brzmieć trochę jak „wakacyjna miłość”, nie ma jednak z nią nic wspólnego. Przeciwnie - najczęściej ma certyfikat jakości, bo kto razem przeżył piesze wędrowanie przez kilka dni i ponad 150 kilometrów, nie wystraszy się ani kryzysu, ani żadnych problemów.

Po raz kolejny dotarła na Jasną Górę najstarsza w Polsce - kaliska - i dużo młodsza - diecezjalna - piesza pielgrzymka do Matki Bożej Częstochowskiej od jej Oblubieńca w kaliskim obrazie. Po przejściu ponad 150 kilometrów mogli wreszcie upaść na twarz pod jasnogórskim szczytem witani przez ks. biskupa Łukasza Buzuna, ks. prałata Jacka Plotę z kaliskiego sanktuarium św. Józefa i reprezentację ojców paulinów - gospodarzy tego miejsca. Wszystkie niemal grupy, zarówno kaliskie, jak i promieniste realizowały hasło tegorocznej pielgrzymki – „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” - w praktyce. Na początku, zaraz przy krzyżu, a czasem z krzyżem, podążali niepełnosprawni lub małe dzieci w wózkach. Wszyscy wsłuchiwali się w konferencje ks. Sebastiana Łagódki, ojca duchownego całej pielgrzymki, który najpierw przypomniał pątnikom, że Jezus naprawdę oddał życie za wszystkich ludzi ocalając ich od otchłani śmierci, by potem przypomnieć, że choć żyjemy w grzechu, nie możemy się poddawać rozpaczy. Choć szatan tylko na to czeka, mamy obrońcę w Duchu Świętym, który nie pozwala zapomnieć, że nadzieja jest w Bogu i Jego miłosierdziu. Miejscem doświadczania tego miłosierdzia jest przede wszystkim Kościół, w którym Jezus chce się nam udzielać i który jest jednocześnie dla każdego wielkim zadaniem, bo w nim „uczymy się miłości na wzór Chrystusa, który nie przyszedł, aby Mu służono, lecz aby służyć. W Kościele uczymy się nieustannej postawy służby, bo tutaj zawsze są jacyś inni”. To niezbędne, żeby grzeszni, słabi ludzie, którzy tworzą Kościół i potrzebują miłosierdzia zbliżali się do Boga. Kolejne konferencje podczas powrotu z Jasnej Góry do Kalisza poświęcone były m. in. sakramentom: chrztu, Komunii Świętej; a także uczestnictwu w liturgii, w której obecny jest Jezus dotykający każdego swoją obecnością.
Jednak nawet najlepsza konferencja nie zastąpi świadczenia miłosierdzia w praktyce, a na pielgrzymce bez tego po prostu się nie da. Choćby pomoc w niesieniu plecaka, podzielenie się kanapką, czy wodą, opatrzenie bolących nóg drugiej osoby, użyczenie kawałka karimaty, czy podzielenie się swoimi problemami i doświadczeniami. W takich warunkach rodzą się znajomości i więzi, które trwają przez lata, nawet jeśli ktoś przestał już pielgrzymować (wiem z własnego doświadczenia). W takich okolicznościach rodzi się też miłość na całe życie, jak było w przypadku Marty i Jakuba, którzy w ślubnych strojach wchodzili na Jasną Górę 13 sierpnia z grupą promienistą z Ostrowa Wielkopolskiego (kolor zielony). - Tydzień temu wzięliśmy ślub, a poznaliśmy się właśnie na pielgrzymce - mówi Marta. - Każde z nas szło z intencją znalezienia dobrego męża i dobrej żony. Potem pielgrzymowaliśmy już razem - dodaje. Ktoś mi powiedział, że to najlepsza „reklama” dla pielgrzymki. Pytałam tę młodą parę, czy oświadczyny również miały miejsce na pątniczym szlaku, ale przyznali się, że nie. Jednak chwilę potem pielgrzymi z grupy pomarańczowej, tuż przed wejściem pod jasnogórski szczyt byli świadkami takiej właśnie chwili. Adam z kwiatami i pierścionkiem zapytał Ewelinę (mam nadzieję, że dobrze zapamiętałam imię), czy zostanie jego żoną. Dziewczyna była w takim szoku, że nie była w stanie nic powiedzieć, wzruszyła się do łez, których nie chciała nawet ukrywać. - Poznaliśmy się właśnie na pielgrzymce, idziemy już szósty raz, a razem trzeci - powiedział Adam, od kilku chwil narzeczony.
Dlaczego mąż lub żona poznani na pielgrzymce to najlepszy wybór? W pewnym sensie wyjaśnili mi to, choć nie bezpośrednio, pielgrzymi z grupy jarocińsko-pleszewskiej (biało-zielonej). - Pielgrzymujemy na Jasną Górę dwunasty raz, głównie dlatego, że chcemy pokazać dzieciom piękno tego doświadczenia - mówią Małgorzata i Ryszard, którzy są rodzicami siedmiorga dzieci. - Jeśli w tych wygodnickich czasach doświadczą trochę trudu na pielgrzymce, będzie im potem w życiu łatwiej - mówi Małgorzata. - Te najmłodsze jeszcze dobrze nie będą pamiętać, czym jest pielgrzymka, dlatego musimy jeszcze iść kilka razy - śmieje się kobieta wyjaśniając, jak bardzo chcą przekazać dzieciom sens tego czasu, wartości, które rodzą się w drodze, atmosferę, a przede wszystkim cel wędrówki. Zaskakują mnie bardzo młode dziewczyny z grupy żółtej z Giżyc (niedaleko Grabowa nad Prosną). Mimo bardzo młodego wieku przyznają, że już piąty czy szósty raz idą do Matki Bożej, najbardziej zaskakuje mnie Faustynka, która może nawet nie ma 10 lat. - Na pielgrzymce jest niepowtarzalna atmosfera, wspaniali ludzie, dużo radości, więc polecam każdemu - mówi Daria, co potwierdza Kinga. - Warto się wybrać, żeby doświadczyć tej radości i odnowić swoją wiarę - dodaje.
Nic, co wartościowe nie przychodzi łatwo, jednym ze sposobów, żeby się o tym przekonać jest właśnie piesze pielgrzymowanie, a uczucie, kiedy po czterech, sześciu, ośmiu dniach drogi pada się na twarz przed Maryją i jej sanktuarium, które jest sercem naszego narodu - bezcenne.

Tekst i zdjęcia Anika Djoniziak

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!