TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Sierpnia 2019, 14:49
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Opowiedzmy to wszystkim

Opowiedzmy to wszystkim

Wiem, że wchodzę tym tekstem na pole minowe, ale nie chcę popełnić błędu zaniechania mówienia wtedy, kiedy głęboko jestem przekonany, że trzeba powiedzieć to, co się myśli. Nie trzeba chyba precyzować, że chcę dzisiaj ponownie dotknąć tematu pedofilii, ale ponieważ jesteśmy tutaj w rubryce medialnej, a więc chcę się zająć filmem dokumentalnym braci Sekielskich „Tylko nie mów nikomu”. 

Muszę zacząć od przypomnienia tego, co już wielokrotnie na tych łamach pisałem, a mianowicie, że jestem absolutnym zwolennikiem podejścia „zero tolerancji” dla przestępstwa i grzechu pedofilii. Żaden Oscar, żaden Nobel, żadna purpura, czy sutanna nie powinny chronić winnych tego obrzydliwego przestępstwa. A wszystkim ofiarom należy się wszelka możliwa pomoc. I należy zrobić wszystko, aby zapewnić bezpieczeństwo dzieciom powierzonym naszej opiece. Dodam jeszcze, że nie potrzebowałem filmu braci Sekielskich, aby mieć absolutną pewność powyższych przekonań i aby wyobrazić sobie jak straszne są przeżycia ofiar. Wstrząsające było dla mnie choćby świadectwo Benedykta XVI, który napisał: „W rozmowach z ofiarami pedofilii (…) młoda kobieta, która (wcześniej) usługiwała przy ołtarzu, opowiedziała mi, że kapelan, jej zwierzchnik w służbie ołtarza, zawsze inicjował molestowanie seksualne, jakiego dopuszczał się wobec niej, słowami: „To jest ciało moje, które będzie za ciebie wydane”. To oczywiste, że ta kobieta nie może już słuchać tych słów konsekracji bez doświadczania ponownie tego całego straszliwego cierpienia molestowania. Tak, musimy natarczywie błagać Pana o przebaczenie (…) 

Wczoraj, jako wierny kapłan mojego Kościoła odczytałem w kościele podczas Mszy Słowo Księży Biskupów na temat grzechu pedofilii. Dobrze, że wybrzmiał jasno ból i wstyd z powodu tych, którzy w naszym Kościele dopuścili się tego strasznego czynu, dobrze, że wybrzmiała gotowość wszelkiej pomocy pokrzywdzonym i wreszcie bardzo dobrze, że wybrzmiała zachęta do zgłaszania takich przypadków zarówno przełożonym kościelnym, jak i odpowiednim służbom państwowym.

Natomiast muszę się przyznać, że nie mogę się zgodzić z opinią Prymasa Polski, który nie widzi w filmie Sekielskich ataku na Kościół. Księże Prymasie, ten film jest nie tylko atakiem na Kościół, jest nie tylko narzędziem politycznym „odpalonym” przed wyborami, aby pogrążyć jedną z partii politycznych powszechnie uważaną za „najbliższą Kościołowi”, ale jest też atakiem na Świętego Jana Pawła II. A ponieważ św. Jan Paweł II przez lata był symbolem wszystkiego co najlepsze w polskim Kościele, oraz wszystkiego co mają najlepszego Polska i Polacy (tutaj za ojcem Wincentym Polkiem) to jest też ten film ukierunkowany na złamanie ducha polskiego Kościoła i narodu. Przykro mi, że Ksiądz Prymas tego nie widzi.

A teraz jeszcze słów kilka już o samym filmie, który obejrzałem od początku do końca. Przede wszystkim mam pytanie o rzetelność dziennikarską. Skoro twórca sam przyznał, że wiedział iż główni negatywni bohaterowie jego filmu, księża oskarżeni o pedofilię byli tajnymi współpracownikami SB, to dlaczego taka informacja nie została podana? Czyżby chodziło o ochronę źródeł, z których były informacje? Gdzie jest dziennikarska dociekliwość, aby sprawdzić, czy to pedofilia była powodem, dla którego zmuszono ich do współpracy? A może byli śpiochami umieszczonymi w seminarium i prowadzonymi od samego początku? Skąd wiadomo, czy to bardziej biskupi zapewniali im bezkarność, czy prowadzący oficerowie? A jeszcze odnośnie zgłoszeń, rozumiem że tych prowadzących oficerów też oskarżymy o zaniechanie powiadomienia prokuratury? I oczywiście kolejny film, panowie Sekielscy, ludzie chętnie się zrzucą, o służbach, które zapewniały bezkarność pedofilom donosicielom? Rozumiem, że troska o ofiary jest autentyczna i nie ma względu na drapieżników, wszystkich będziemy ścigać i piętnować, prawda?

Zresztą temat jest bardzo rozwojowy: czekają reżyserzy, trenerzy, politycy...

I na koniec. Manipulacja niczym z anegdoty. Przebitka z konferencji biskupów. Abp Gądecki zapewnia, że musimy bardziej wsłuchiwać się w głos ofiar. Kolejna scena: dwóch panów, z których jeden jest ofiarą pedofilii (szczerze mu współczuję), dzwonią domofonem do kard. Dziwisza. I pytają czy jest pan Dziwisz. Nie mówią kim są. Kobiecy głos, zapewne siostra zakonna, odpowiada, że nie ma księdza kardynała. Aha. Panowie kiwają głowami, nie ma go, przyjdziemy później. Nic nie mówią, ani kim są, ani o co im chodzi... Wracają wieczorem. Dzwonią ponownie. Znowu pytanie o kardynała, bez wyjaśnienia kim są. Nie ma? Znowu nie ma. Kiwają głowami. Nie ma go. Nie chce wysłuchać ofiar. Odchodzą smutni. Biskupi mieli słuchać ofiar, a proszę, kardynał nie chce.

To jakaś paranoja. Przepraszam, ale mi się przypomina ta anegdota, jak się pokłócili ze sobą dwaj Żydzi Katz z Rosenkrantzem. Sąd po rozprawie wydał werdykt i Katz miał przeprosić publicznie Rosenkrantza. Publiczne przeprosiny miały odbyć się w mieszkaniu tego drugiego. Rozlega się pukanie do drzwi, otwiera je Rosenkrantz, za drzwiami stoi Katz i tak oto mówi: - Dzień dobry szanownemu panu. Czy tutaj mieszka krawiec Goldberg? - Nie! Goldberg mieszka piętro wyżej.
- Aaaaa, to ja pana w takim razie bardzo przepraszam!

Proszę mi wybaczyć porównanie, ale to miał być film dokumentalny. 

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!