TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Czerwca 2019, 21:28
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Marana tha

Marana tha

Nawet jeśli na co dzień nie myślimy o końcu świata, to rzecz jasna w rozpoczętym właśnie okresie liturgicznym, czy chcemy, czy nie, prawda ta towarzyszyć nam będzie, przynajmniej w czytaniach mszalnych, aż do dnia 16 grudnia. Śpiewana w Adwencie pieśń o Archaniele, który posłany był z ważną misją, przypomniała mi o przeczytanym artykule z „Naszego Dziennika” (a ten w postaci kserokopii udostępniony został przez kogoś w kruchcie kościoła).

Mowa w nim była o podobnym wysłanniku z nieba, a był nim Anioł Stróż Polski. W sumie nasz Anioł powiedzieć miał to samo, co dla Polski przepowiadało już tylu świętych i mistyków. I problem nie leży w tym, czy my wierzymy w takie rzeczy, ale czy dociera do nas, że wszyscy potrzebujemy nawrócenia? Na 100-lecie odzyskania przez Polskę niepodległości, orędzie niebiańskiego Stróża naszej Ojczyzny ukazało się w wersji dźwiękowej, więc polecam to jako ciekawostkę. Dobrze, że za nami są już wybory, bo inaczej nie mógłbym zacytować jednego zdania z owego przesłania: „Nie wierzcie w żadne obietnice rządzących, ani przygotowujących się do władzy, ponieważ oni wszyscy i tak będą zmuszeni do wprowadzenia praw przeciwko życiu narodu”. Coś takiego zdecydowanie możemy skomentować: „pojechał po bandzie”!
Wołamy teraz „Marana tha”, ale czuwajmy, by nie popaść w skrajności. Z jednej strony nie możemy zakładać, że skoro Chrystus nie przyszedł do tej pory, to zapewne długo jeszcze nie przyjdzie, a z drugiej - nie wolno nam narzucać gotowych schematów, jak będzie ten koniec wyglądał (i kiedy on nastąpi). Pewne jest tylko to, co Chrystus sam zechciał nam objawić: «Strzeżcie się, żeby was nie zwiedziono. Wielu bowiem przyjdzie pod moim imieniem i będą mówić: „Ja jestem” oraz: „Nadszedł czas”. Nie chodźcie za nimi! I nie trwóżcie się, gdy posłyszycie o wojnach i przewrotach. To najpierw musi się stać, ale nie zaraz nastąpi koniec» (Łk 21, 8-9). Trzymając się tego, pewnie nie do nas rozstrzygać, czy zapowiedziana przez św. Faustynę iskra, już z Polski wyszła, czy dopiero wyjdzie (a takie orzeczenia prywatne już padały). Lepszym podejściem do sprawy, byłoby adwentowe postanowienie, by taką iskrą stać się samemu i to jak najszybciej. Bycie iskrą dla świata winno być traktowane jako nowa forma patriotyzmu dla nas wierzących Polaków. Póki co jednak nie współbrzmi to z całą litanią przewinień i naszych osobistych i narodowych. Możemy mówić, że żyjemy w czasach ostatecznych i że na naszych oczach dokonują się apokaliptyczne proroctwa. Gdy kardynała Ratzingera zapytano, którą pieczęcią naznaczone są nasze czasy, odpowiedzieć miał, że piątą. Prognozowane terminy zakończenia świata nigdy się nie sprawdziły, dlatego warto brać pod uwagę to, że ten koniec może nastąpić nie globalnie, ale (dla nas) indywidualnie. Ktoś mądrze więc doradzał: „Jak długo człowiek nie liczy się z tym, że może umrzeć tej nocy - tak długo nie jest wolny”. Przed nami najdłuższe w całym kalendarzu wieczory. Możemy damy się namówić, by sięgnąć do tekstów owianych tajemniczością jak proroctwa legendarnego wieszcza Wernyhory? Pamiętamy z lektur szkolnych, że on przewidzieć miał (w roku 1767) rozbiory, ale i późniejsze wskrzeszenie Rzeczpospolitej. Raz po raz już nawiązywałem do różnych przepowiedni, więc, przywołam coś, co jakoś nurtuje mnie z objawień przekazanych siostrze Łucji, a co słyszałem zapewne jako nastolatek. Mianowicie pojawił się gdzieś wątek o napaści Chin na Rosję (?). Co prawda papież Franciszek już sugerował (tu jedynie powołać się mogę na cytowany wywiad z tygodnika „Tertio”), że III wojna światowa na swój sposób dawno się rozpoczęła. Na internetowym portalu katolickim prześledziłem artykuł, który opatrzony był wieloma krytycznymi komentarzami typu: „A Frondzie to chyba zaczyna brakować materiału, żeby takie brednie publikować... Chyba ze pisze to szamaństwo pod publiczkę?”. Fronda.pl nawiązując do książki Stephena Lassare’a „Odkryte sekrety przyszłości”, przedstawił wizje dotyczące czekającej nas wojny światowej, zaburzeń w przyrodzie i przyszłości Polski. Cytuję: „Zjawiska atmosferyczne, które ukażą się na niebie już na początku wojny, będą ostatecznym ostrzeżeniem zapowiedzianym przez Maryję, Królową Świata, w wielu objawieniach. Będą potwierdzeniem, że nadchodzi zapowiedziany okres wojen i kataklizmów w przyrodzie. Będą też znakiem, że nie udało się pobudzić w ludziach żalu za grzechy i skruchy oraz chęci poprawy życia, aby móc powstrzymać zło wiszące nad światem, które dotąd trzymała Ręka Pana. Sprawiedliwość Boża nie może dłużej znosić tryumfowania nikczemności i pogardy Jego świętych praw”. Mój znajomy z Ostrowa Wielkopolskiego przesłał mi apel Macieja Bodasińskiego - znanego producenta filmów, będących narzędziem nawrócenia. Tytuł filmiku może wzburzyć twierdzących, że z wiernością Polaków nie jest wcale źle - „Los Polski wisi na włosku”. Powołał się tu na proroctwo o. Enrique z Brazylii, które brzmi zastraszająco: „Nawet nie wiecie, ilu ludzi ginie na wieki w Polsce. Nawet nie wiecie, ilu młodych ludzi ginie na zawsze. Musimy walczyć o Polskę”. Narzędzia do walki mamy na wyciągnięcie ręki: Roraty, rekolekcje i przedświąteczne spowiedzi. Czy jednak tegoroczny Adwent stanie się czasem narodowego nawrócenia?

ks. Piotr Szkudlarek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!