TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 16 Czerwca 2019, 23:51
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Jak sędzia poszedł na emeryturę, a prezydent wskazał następcę

Jak sędzia poszedł na emeryturę, a prezydent wskazał następcę

Podobno w naszym kraju nie ustaje naprawa sądownictwa z jednej strony i obrona przed łamaniem konstytucji i praworządności z drugiej, ale przyznam się, że nieszczególnie się tym procesem interesuję, choć chciałbym, aby cały ustrój prawny naszej Ojczyzny był wolny od wszelkich patologii. I kibicuję reformom sądownictwa. Jednak obserwowanie tego, co pokazują media, jest ponad moje siły. Czasami jednak lubię zajrzeć gdzie indziej, albo innymi słowy, zobaczyć, jak to się robi w Ameryce. To może być bardzo ożywcze. A tam działo się, oj działo!
Chodziło również tam o wybór sędziego do Sądu Najwyższego. Po burzliwej debacie w komisji i w senacie ostatecznie na wysuniętego przez prezydenta kandydata Bretta Kavanaugha zagłosowało 49 Republikanów i jeden Demokrata. Przeciwna zatwierdzeniu Bretta Kavanaugha na sędziego SN była natomiast republikańska senator Lisa Murkowski z Alaski, która jednak nie zagłosowała przeciw, ale po prostu wstrzymała się od głosu. Może trudno w to uwierzyć, ale był to akt kurtuazji wobec jej partyjnego kolegi, Steve’a Dainesa, Republikanina ze stanu Montana, który nie mógł być na głosowaniu z powodu ślubu córki i dzięki jej gestowi nie musiał wracać z odległej Montany, aby oddać głos za zatwierdzeniem nominacji. Prawda, że niesamowite? 48 Demokratów zagłosowało przeciw kandydatowi Trumpa. Niemal natychmiast po głosowaniu Kavanaugh został zaprzysiężony przez Prezesa SN Johna Robertsa, a jako pierwszy pogratulował mu emerytowany sędzia Anthony M. Kennedy, którego Kavanaugh zastępuje.
I to jest kolejny element, który może u nas budzić zdziwienie, że chociaż w USA sędziowie SN sprawują funkcje dożywotnio, to jeden z nich przeszedł na emeryturę. W ogóle patrząc z perspektywy polskich obrońców praworządności i niezależności sądów, to pewnie nie mogą się posiąść ze zdziwienia, że w najstarszej demokracji to prezydent, czyli polityk przedstawia kandydaturę na sędziego SN, potem senatorzy, czyli politycy to zatwierdzają w komisji, no i na koniec głosują też politycy w Senacie.
Ale żeby nie było, że tam wszystko idzie jak po maśle, to przypomnijmy dlaczego kandydatura Kavanaugha wywołała taką histerię po stronie Demokratów. Oddam na chwilę głos publicyście „Polityki” Adamowi Szostkiewiczowi, który powiedzmy, ma tę samą wrażliwość ideową, co Demokraci w USA: „W systemie amerykańskim Sąd Najwyższy ma ostatnie słowo w sprawach o fundamentalnym znaczeniu dla całego państwa i społeczeństwa. Podejmuje decyzje odnoszące się do prawa federalnego, np. w kwestii aborcji czy małżeństw homoseksualnych. Wejście kandydata popieranego przez ultrakonserwatywnego prezydenta dałoby w dziewięcioosobowym Sądzie przewagę prawniczym konserwatystom. To z kolei mogłoby politycznie i propagandowo pomóc republikańskiej prawicy. Dlatego wokół kandydatury Bretta Kavanaugha rozgorzał spór elektryzujący nie tylko klasę polityczną, ale i zwykłych zjadaczy hamburgerów”. I nie dziwmy się temu, bo Kavanaugh jest przeciwnikiem aborcji.
Wytoczono więc najcięższe działa. Niemal na ostatnim etapie procedury powołania Kavanaugha dwie kobiety wystąpiły pod nazwiskiem z publicznym oskarżeniem kandydata o niedopuszczalne zachowania seksualne. Najgłośniejsza była dr Christine Blasey Ford, psycholog (z powodu molestowania miała korzystać z usług psychiatry), która po 30 latach, tuż przed wyborami, przypomniała sobie dokładnie, co się wydarzyło na licealnej imprezie, chociaż była wówczas pod wpływem alkoholu. Przed zaprezentowaniem się pani doktor dokładnie wyczyściła swoje dane na społecznościowych portalach. Media pomijają fakt, że jest ona aktywistką ruchu aborcyjnego i przeciwniczką prezydenta Trumpa. Po tych oskarżeniach, pomimo że 53-letni Kavanaugh w związku ze swoimi obowiązkami sprawdzany był już 6 razy przez FBI, Demokraci wymogli jeszcze jedno dochodzenie w tej sprawie. Ale nie udało im się powstrzymać wyboru konserwatywnego sędziego, który odrzucał wszelkie oskarżenia, a i FBI nie zdołało mu nic udowodnić.
Zacytuję raz jeszcze publicystę „Polityki”, który napisał jeszcze przed ostatecznym głosowaniem: „Kobiety gotowe są zeznawać na ten temat przed Senatem, który ma zatwierdzić kandydaturę Kavanugha. Ten zaprzecza zarzutom, ale poszedł wraz z żoną do telewizji, by dać im odpór, co jest rzeczą bez precedensu w przypadku kandydata na sędziego SN. Odebrano to jako sygnał, że tonący Kavanugh chwyta się brzytwy”. Tak mi się skojarzyło, ilu to u nas sędziów w różnych mediach chwyta się brzytwy i prasa lewicowa im tego nie wytyka, a wręcz kibicuje.
Podsumowując. Osobiście cieszę się, że pojawił się kolejny sygnał na świecie, że czasami można powstrzymać ten ideologiczny, lewicowy walec, który przewala się przez prawodawstwa coraz większej liczby państw. Z drugiej strony, akcja #metoo może być coraz groźniejszym narzędziem w walce z niewygodnymi przeciwnikami. I jest to broń obosieczna.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!