TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Lutego 2020, 09:11
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

I żyli długo i szczęśliwie

I żyli długo i szczęśliwie

Jest jedno takie święto w roku, nieco niedoceniane, bo obchodzimy je w cieniu Bożego Narodzenia i Nowego Roku. Jeszcze cieszą nasze oczy szopki, choinki, bombki i światełka. Jeszcze cieszą nas prezenty, niekiedy dojadamy świąteczne łakocie i szykujemy się na sylwestrową imprezę.
Między tym wszystkim pojawia się niedziela, ale jest to niedziela szczególna. Nie dlatego, że czasami przedłuża świąteczne leniuchowanie. Jest wyjątkowa, ponieważ to Niedziela Świętej Rodziny. Rodziny, która po ludzku patrząc, od samego początku miała „pod górkę”.
Byli młodzi, zakochani i ufali Bogu. Mieli więc wszystko, by marzyć o normalnej, szczęśliwej rodzinie z gromadką dzieci, a w starości cieszyć się wspólnie wnukami, żyjąc wśród sąsiadów, których znali od lat. Pan Bóg wszedł w tę miłość, ale miał dla nich inny plan. Nie rozwiedli się, nie toczyli bitew o majątek i wojen o dzieci. Nie skakali sobie do gardeł, nie sączyli jadu i nie przypisywali sobie nawzajem winy za wszystko. Takie atrakcje ludzie fundują sobie sami i nie potrzebują do tego Boga. Boże plany bywają trudne, nawet bardzo, ale nie niszczą miłości. Za to odpowiadamy sami. Gdy zatem Maryja usłyszała głos anioła, dowiedziała się, że doświadczy takiej mocy Bożej, która stanie się dla niej ciemnością. Nie będą mieć wspólnych dzieci z Józefem. Będą wychowywać Syna Bożego. Pierwsze plany legły więc w gruzach jeszcze zanim stworzyli rodzinę. Potem było już tylko gorzej. Po ludzku oczywiście. Doświadczyli biedy, życia w Egipcie, w którym obowiązywała zupełnie inna kultura, lęku o dziecko, gdy Jezus zaginął - to tylko nieliczne fakty, które znamy z Ewangelii. Z czym musieli się mierzyć w Egipcie - nie wiemy. Jakich trudności doświadczali w Nazarecie? Nie było to przecież zupełnie sielskie życie.
Gdy Jezus rozpoczyna swoją działalność, słyszymy o Jego Matce, ale o św. Józefie Ewangelie milczą. Najprawdopodobniej już w tym czasie nie żył. Niektóre źródła, opierające się na apokryfach, podają, że Józef zmarł, gdy Jezus miał 30 lat, ale jeszcze przed rozpoczęciem przez Niego działalności. Umiera więc dość wcześnie, raczej nie przekraczając 50. roku życia. Maryja ma wtedy niewiele ponad 40 lat i zostaje sama - Józef, z którym dzieliła życie, wszystkie dobre i trudne momenty, a także tę niesłychaną i cudowną tajemnicę, umiera, a Jezus na zawsze opuszcza dom, by przemierzać miasta i wioski, nauczając i uzdrawiając. Wysłuchuje potem różnych dziwnych historii na temat swojego Syna, niektórzy mówią, że postradał zmysły, martwi się o Niego. Ale wiemy dobrze, że to nie koniec. Jest podczas drogi krzyżowej, widzi cierpienie i ból, a następnie śmierć własnego dziecka. Józef i Maryja nie doczekali wspólnej starości z dziećmi i wnukami. Pan Bóg wszystko inaczej poukładał. Czy było to bez sensu? Wiemy, że dla nas stało się to źródłem ocalenia, chociaż dla nich było ciemnością i cierpieniem. Na pewno też nie pogrzebało miłości, jaka ich łączyła.
Może nam się wydawać, że Święta Rodzina jest oddalona o lata świetlne od problemów naszych rodzin. Przecież mieszkali pod jednym dachem z Jezusem, to już w ogóle był pełen wypas i szczęście bez granic. Przecież byli święci, a to też wszystko załatwia. Po pierwsze - nie załatwia. Nie chroni przed cierpieniem. Chociaż zapewne przeżywali wiele szczęśliwych i radosnych dni. Po drugie - czy my nie możemy żyć pod jednym dachem z Jezusem, nieustannie czerpiąc z sakramentów i wspólnej modlitwy? Czy mamy w takich momentach „mniej” Jego obecności niż Maryja i Józef, jakąś namiastkę, jeśli rzeczywiście otworzymy dla Niego nasze drzwi i nasze życie? Co do świętości – to również jesteśmy do niej wezwani.

Katarzyna Kołata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!