TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 17 Listopada 2019, 13:50
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Che i Biko, czyli o kulturze popularnej

Che i Biko, czyli o kulturze popularnej

Do napisania niniejszego felietonu sprowokowały mnie dwie rzeczy. Najpierw ukazujące się w mediach fotografie z wizyty papieża Franciszka na Kubie, a zwłaszcza z Mszy papieskiej na Placu Rewolucji z nieodłącznymi wizerunkami Che Guevary w tle. Pewnie dla jednych było to zestawienie dwóch wielkich rewolucjonistów, a dla innych jednak pokazanie prawdziwej kontrrewolucji miłości, która zwycięży, a którą uosabia tutaj papież, jak tłumaczą choćby publicyści „Gościa Niedzielnego” na tle rewolucji, która dogorywa. 

Drugim zaś natchnieniem była rozmowa z moją przyjaciółką z Japonii, która opowiadała mi, jak bardzo spodobał się jej pokazywany właśnie u nich w telewizji film „Dzienniki motocyklowe”, który opowiada historię podróży młodego Ernesta Guevary, oraz jego przyjaciela Alberta Granady, z południa na północ kontynentu, od ich rodzinnej Argentyny, przez Chile, Peru, Kolumbię do Wenezueli. Ten film z 2006 roku to klasyczny film drogi, oczywiście bardzo fajnie się go ogląda, no i nie można nie poczuć sympatii do Guevary, który ma w sobie tyle empatii dla napotykanej po drodze biedy i ciężkiego życia. W sposób oczywisty podsyca on legendę Che Guevary. Jakby nie dość było dostępnych na całym świecie koszulek i gadżetów z jego podobizną, książek i biografii oraz potężnych sponsorów, jak choćby najsłynniejszy piłkarz wszech czasów Diego Maradona, czy całkiem jeszcze niedawno prezydent Wenezueli Hugo Chavez. Ale ten film właśnie po raz kolejny uzmysławia nam, jak wielką rolę w kreowaniu bohaterów, w podtrzymywaniu pewnych mitów, tworzeniu nowych, kreowaniu i korygowaniu obowiązujących narracji ma kultura popularna. I o tym chciałbym przypomnieć w dzisiejszym felietonie.

Che Guevara bynajmniej nie był sympatycznym i romantycznym rewolucjonistą, za jakiego uważają go miliony ludzi na całym świecie. Cechowała go absolutna bezwzględność wobec słabości innych. Po zwycięstwie rewolucji Castro wybrał go do wykonania wyroków na swoich przeciwnikach, ponieważ wiedział, że Che nie żywił żadnych skrupułów w kwestii stosowania kary śmierci i osobiście nadzorował egzekucje kilkuset osób, które zostały skazane na śmierć bez sprawiedliwego procesu. To właśnie Che założył pierwszy kubański obóz pracy, w którym więziono dysydentów, homoseksualistów, a później chorych na AIDS. Czy jego dzisiejsi wielbiciele o tym wiedzą? Nie sądzę. A z filmu „Dzienniki motocyklowe” też się nie dowiedzą i bynajmniej nie dlatego, że opowiada on inny okres życia Guevary.  

Innym przykładem, jak działa pop kultura może być historia Stephena Biko. Pewnie Czytelnicy zdziwią się, kto to taki? Otóż Biko, - jak wyczytałem u Krzysztofa Osiejuka - był przez wiele lat czołowym południowoafrykańskim terrorystą i wezwał młodzież do walki o „czarną świadomość”, uruchomiając tym samym potężną falę przemocy, w efekcie czego został aresztowany i zamęczony na śmierć. I tak się złożyło, że wielki Peter Gabriel trzy lata po śmierci Biko, w roku 1980, napisał świetny przebój zatytułowany „Biko” ze słynną frazą „Biko - because”, i po dziś dzień wykonuje go na każdym swoim koncercie jako absolutnie ostatni bis. To trzeba zobaczyć i usłyszeć. Apoteoza.

I tak oto mamy Guevarę i Biko, których piękna legenda porusza wyobraźnię milionów - dzięki pop kulturze. Kultura popularna jest bodaj najważniejszym polem walki o wartości, którą niestety przegrywamy.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!