TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 25 Października 2020, 22:45
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Z ludzi brany, dla ludzi ustanawiany

26.07.10

Z ludzi brany, dla ludzi ustanawiany

Rok  Kapłański oraz przeżyty Tydzień Modlitw o Powołania do Kapłaństwa (25.IV- 1.V) stanowią okazję do refleksji nad znaczeniem takiego powołania. Kapłaństwo jest niepodzielnie złączone z rodzinnym domem, ze szkolnym wychowaniem, z seminarium duchownym i z ołtarzem ofiarnym.

Medytacja nad kapłańskim powołaniem nakazuje cofnąć się do rodzinnego domu. Tam na pierwszy plan wysuwają się rodzice: ojciec budujący rodzinny dom i matka, troszcząca się o ciepło duchowe życia rodzinnego. To oni tworzą atmosferę domowej codzienności. Swoją postawą wpływają na kształtowanie się osobowości dzieci. Czasami pomagają odkryć swojemu dziecku drogę życia i powołania. Nie mogą jednak ingerować w wolność ich wyboru.
Rodzice towarzyszą swoim dzieciom na drodze ich powołania. Przeżywają czasem kryzys, kiedy ich dziecko wybiera drogę powołania kapłańskiego czy zakonnego. Jezusowe powołanie jest przebywaniem w drodze. Apostoł Paweł pozostawał w drodze apostolskiej całe życie. Święty Wojciech zginął w Prusach. Powołani do służby Bożej nie mają stałego zadomowienia jak ich rówieśnicy, którzy budują domy. Syn Człowieczy nie miał domu. Życie Jezusa nieustannie przypomina nam rzeczywistość powołania, które jest radykalnym wezwaniem. Kto tego nie chce zrozumieć, nie może być powołany. Chyba tak musi być, żeby to powołanie miało sens i nadawało sens życiu. Wybierając drogę powołania kapłańskiego człowiek przyjmuje i realizuje paradoks chrześcijaństwa: osiągnąć wielkość stając się małym; zyskiwać wszystko, tracąc; panować, służąc; zwyciężać, przegrywając. To wielka tajemnica chrześcijaństwa, której świat nigdy nie zrozumie.
W końcu lipca 1941 roku stanęli naprzeciwko siebie - oprawca z obozu oświęcimskiego i Maksymilian Kolbe. Ten pierwszy miał za sobą siłę całej zbrodniczej struktury. Był okrutnym mordercą. Kiedy ojciec Kolbe, ten wyniszczony obozowym życiem człowiek, stanął naprzeciwko niego i powiedział, że chce iść zamiast drugiego więźnia na śmierć, esesman zdziwił się niepomiernie: „Kim jesteś?”- zapytał. „Kapłanem katolickim” – padła spokojna odpowiedź. To on w więziennym pasiaku, z ogoloną głową pokazał swoją godność chrześcijańską i wierność kapłańską.
Kościół ciągle potrzebuje świadków. Tych heroicznych, ale i tych, którzy na co dzień fascynują ludzi wielkością opartą na pokorze i uniżeniu. Kościołowi potrzeba duszpasterzy, którym wierni wystawią najwyższe noty: „to był dobry człowiek, pracował z nami i dla nas”. Potrzeba sióstr, które służą w zakrystiach, w szpitalach, w szkołach.
Świat mówi: ,,Nie dasz rady. Nie ma sensu marnować życia”. Boimy się zmarnować życie. Często marnuje się je dzień po dniu, godzina po godzinie coś tracimy. Chyba, że to życie stanie się ofiarą.
Ponad 40 lat temu wstępował do seminarium chłopak z Suchowoli - Jerzy Popiełuszko, w atmosferze trudnej dla Kościoła i kapłanów. Środkami przekazu nie rządziły tak bardzo pieniądze, ale ideologia. Codzienne gazety pełne były zjadliwych słów pod adresem Kościoła. W każdym wystąpieniu ludzie, którzy rządzili ówczesną Polską odnosili się z pogardą i nienawiścią do polskich biskupów, którzy zdecydowali się na gest pojednania z Niemcami. Jednak to nie ludzie powoływali, nie środki przekazu, ale Pan powołał młodego Jurka. Zwykłego, słabego człowieka, który postanowił zmarnować życie dla Jezusa. Ale nie zmarnował go, ale wygrał wierny w posłudze, w śmierci męczeńskiej. Życie
ks. Jerzego i jego śmierć przypominają nam wszystkim, że kapłaństwo to nie skuteczna poradnia od usuwania z życia bolesnych spraw. Jezus ostrzegał, że życie Ewangelią może wyciskać łzy. Kapłaństwo może wyciskać łzy.
My kapłani doświadczamy też tego, że niekiedy brak szacunku, zrozumienia ze strony otoczenia kryje w sobie, trudno to wyrazić, taką iskrę, taki promyk, taki powiew życia, którego nie oddalibyśmy za nic. Jako uczniowie Jezusa jesteśmy odrzucani, a jednocześnie noszeni jak owieczki na ramionach Najlepszego Pasterza. Jesteśmy może tak mało ważni dla wielu ludzi, a włosy na naszych głowach są policzone. Doświadczamy samotności i pustki, a równocześnie bliskości Kogoś Kto jest dla nas ŻYCIEM.

Ks. Piotr Staszak 

Świadectwo budzi powołanie

Bóg dla każdego człowieka przygotował niezwykłą drogę. W moim przypadku zadziałał w przedziwny sposób. W szóstej klasie podstawówki - pamiętam to jak dziś - jeden z księży zaczął mnie pewnego razu wypytywać: dokąd pójdziesz dalej się uczyć? Ja odpowiedziałem: do gimnazjum. A ksiądz dalej: a po gimnazjum? A po zdaniu matury, kim chciałbyś zostać?  Nie mam pojęcia - zabrzmiała moja odpowiedź. Wtedy ksiądz powiedział do mnie: ty zostaniesz księdzem! Zaśmiałem się i stwierdziłem, że nie! Na pewno nie! W 2002 r. Jan Paweł II konsekrował bazylikę Miłosierdzia Bożego w Krakowie - Łagiewnikach. Towarzyszyła mu piękna pieśń „Barka”. Słuchając jej zrodziły się we mnie pytania: Jezu, czy Ty na mnie spojrzałeś? ; czy Ty dziś wypowiadasz me imię? Powróciły myśli o kapłaństwie, jednak stłumiłem to w sobie. Rok później  zorganizowaliśmy klasową wycieczkę do Zakopanego. Po drodze wstąpiliśmy do Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie. Będąc w tej świątyni natchnęło mnie coś, abym wszedł na chór. Gdy już tam wszedłem okazało się, że byłem sam, a na przeciwko mnie Miłosierny Jezus Chrystus w swoim przecudownym obrazie. W tym samym momencie pod obraz podeszła grupka dzieci pierwszokomunijnych i zaczęła śpiewać: „Ofiaruję Tobie Panie mój całe życie me, cały jestem Twój, aż na wieki”. Wróciło pytanie: czy Ty żądasz ofiary z całego mojego życia? czy Ty chcesz, abym poszedł za Tobą? Ja to odczytuję jako wielką łaskę od Pana, usłyszałem w głębi mej duszy: TAK, CHCĘ, PÓJDŹ ZA MNĄ!
 Byłem bezradny, oszołomiony, ale szczęśliwy. Od tego momentu myśli o seminarium towarzyszyły mi codziennie.
W  czasie licealnym diabeł jednak nie spał. Koniecznie chciał wyrwać powołanie z mego serca. Bóg do tego nie dopuścił. Działaniem Bożej Opatrzności był mój wyjazd na XX Światowe Dni Młodzieży do Kolonii. Tam także Jezus dotknął mego serca. Podczas trwania na wieczornej adoracji na placu Marienfeld pod Kolonią pokazał mi, jak wielkim jestem grzesznikiem. To także odczytuję jako wielką łaskę od Pana. Jednak znów w sercu usłyszałem: Pokój tobie, pójdź za Mną! Rozłożyłem ręce i odpowiedziałem: dobrze Jezu, jeżeli taka Twoja wola to pójdę za Tobą. W klasie maturalnej zacząłem jeździć na dyskoteki. O mały krok nie straciłem tam powołania. Tutaj sprawdza się przysłowie, że kto z kim przystaje takim się staje. Nadszedł czas matur i po otrzymaniu wyników musiałem opowiedzieć się za podjętym wyborem. Pojawiły się pytania: dlaczego ja? Są przecież lepsi. Trwało to dość krótko i postanowiłem zawieść potrzebne dokumenty do WSD w Kaliszu.

kl. Tomasz, rok IV

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!