TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 19 Czerwca 2019, 21:24
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

W drogę za krzyżem

W drogę za krzyżem

„Kłaniamy się Tobie, Chryste, i błogosławimy Ciebie, żeś przez krzyż swój święty, świat odkupić raczył” - z tymi słowami na ustach w pierwszą niedzielę Wielkiego Postu ulicami Kalisza jego mieszkańcy udali się w drogę za krzyżem. Towarzyszyli Jezusowi w Jego cierpieniu za nas. Była to już 30 Via Dolorosa w tym mieście.
Nabożeństwu przewodniczył bp Stanisław Napierała. A tematem tegorocznego rozważania był jakże ważny problem, z którym boryka się wiele krajów, temat aborcji. Jak zawsze rozpoczęcie miało miejsce w ogrójcu ojców jezuitów przy sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego. Nie mogło więc zabraknąć słów wspomnień o zmarłym w lutym wielkim orędowniku Miłosierdzia o. Zdzisławie Pałubickim. To właśnie ojciec Pałubicki opracował nabożeństwo Drogi krzyżowej o obronie dzieci poczętych, a nienarodzonych, które wybrzmiewały podczas poszczególnych stacji.
„Nazywam się milion...”, bo tyle wynosiła liczba corocznie mordowanych w łonach matek - w katolickiej Polsce... Przyjrzyjmy się jak wygląda droga krzyżowa... małych, bezbronnych istot, których liczba jest tak wielka... Miejmy odwagę towarzyszyć Jezusowi umierającemu w nich za nasze grzechy - napisał śp. ojciec Pałubicki we wstępie do rozważań poszczególnych stacji Drogi krzyżowej, w której narratorem właśnie jest dziecko nienarodzone.
Przy pierwszej stacji zatem usłyszeliśmy, że mama tegoż dziecka właśnie się dowiedziała, że jest w ciąży, że przeszło dwa miesiące pod jej sercem żyje mały człowiek. Jednak ona wcale się nie ucieszyła, lecz wypowiedziała te straszne słowa: „nie chcę tego dziecka, trzeba je usunąć, zabieg jest konieczny”.
- Słyszysz Jezu? Ja również jestem skazane na śmierć. Uważają rodzice i lekarze, że wolno im mnie zabić. Umywają swoje ręce w niewinności, jak gdyby można było przez obmycie wodą unieważnić Boskie prawo. Skazują mnie na fizyczną śmierć, ale czy uwolnią siebie samych od wiecznej śmierci? Jezu, Ty pierwszy wysłuchałeś takiego wyroku, wysłuchałeś go w milczeniu... Ja jeszcze nie umiem mówić nawet mamo, ja teraz milczę, słuchając wyroku śmierci – wołało dziecko.
Przy drugiej stacji głos nienarodzonego ubolewał, że jego winą jest jedynie to, że jest niepożądane, jakby się swoim rodzicom narzucało. W rzeczywistości jednak sami je powołali do życia. - Nie chcą wziąć na siebie mego „Ciężaru”. Jakże może wówczas Twój krzyż stać się dla nich błogosławieństwem? Jak trudno jest żyć po wyroku. Wszystko co piękne we mnie, co „krzyczy”, że chce żyć, że chce się rozwijać - to wszystko i tak nie ma szansy - usłyszeliśmy.
Kolejne słowa płynące z ust kaliskiego aktora, który użyczył głosu nienarodzonemu wbijały się w serce niczym cierń. Otóż dziecko pod sercem matki miało świadomość, że idzie na śmierć. Zadawało pytanie mamie, czy jest świadoma, że ten krzyż, który mu dała - jest za ciężki, niesprawiedliwy!?


Przy kolejnej stacji mała istota pod sercem matki stawiała pytanie, czy w ogóle ją ma. - Ona spotyka się ze mną, bo przecież nosi mnie w sobie, jej krew dopływa do mnie, odżywia mnie. Mamo - dlaczego odżywiasz mnie dymem z papierosów, alkoholem? Dlaczego spotkania z tobą są takie bolesne? Ja nie mam matki, która by z powodu mnie płakała; jestem zamknięte w łonie kobiety, która każe mnie zabić – wołało z rozpaczy małe bezbronne życie, które jeszcze nie widziało i nie mogło wzrokiem zwrócić się z prośbą do kogoś, by mu pomógł. - Ty jesteś, Panie, jedyny, na którego mogę patrzeć. Nie odrzuć mnie, gdy będę musiało iść do Ciebie nieochrzczone. Podaruj mi wtedy także Twoje boskie spojrzenie – usłyszeliśmy przy stacji V. Przez kolejne stacje dziecko walczyło po cichu ze złem tego świata, ubolewało, że właśnie jemu przypadła taka, a nie inna matka, która nie chce kolejnego dziecka, która wstydzi się mieć dzieci, która skazuje dziecko na śmierć. Jej łono stało się krzyżem dla dziecka. - Stoisz - jak Matka Bolesna - bo i ty cierpisz, ale nie ma w tobie ani trochę miłości – mówi głos nienarodzonego. Pod krzyżem Jezusa stała Jego Matka - tylko, że ona kochała i współcierpiała.
Przy ostatniej stacji, przy której rozważamy złożenie Jezusa do grobu nasz mały narrator zauważa, że Jezus, też nie miał własnego grobu, jednak nie był on ostatnim miejscem spoczynku. Jezus wyszedł z niego zmartwychwstały z uwielbionym ciałem do wiecznego życia. - Dla mnie grobem jest kosz na śmieci i odpadki. Jest to nasz, dzieci nienarodzonych, wspólny grób... Czy to będzie moja ostatnia stacja? Czy na zawsze zostanę zapomnianą istotą? Nie, moja dusza żyje nadal i ta dusza połączy się na sądzie ostatecznym z moim ciałem. Wówczas zmartwychwstanę i spotkam się z moimi rodzicami. Czy będą wówczas potrafili mi w oczy popatrzeć? Modlę się za ciebie mamo i za „lekarza”. Bóg mnie rozumie bez słów - mówił głos nienarodzonego. - Mocne to były słowa. Na pewno wszystkich poruszyły. Te słowa powinny mówić całej naszej ojczyźnie. Trzeba poruszenia sumień, to jest ważna sprawa – zauważył ks. bp Stanisław Napierała, który zabrał głos na zakończenie nabożeństwa. W tym roku zakończyło się ono przy kościele ojców jezuitów. Ksiądz Biskup przywołując słowa: „Kto chce iść za Mną, niech weźmie swój krzyż” zaznaczył, że któż z mieszkających w tym mieście nie ma swojego krzyża. - Każdy ma swój krzyż i nieraz upada pod nim, nie może sobie poradzić, nawet życie sobie odbiera – zauważył biskup Napierała.
Trzymetrowy drewniany krzyż nieśli wierni kaliskich parafii, podopieczni Schroniska św. Brata Alberta i strażacy.


Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!