TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 20 Października 2020, 10:14
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Śmierć pana Leona Kacprzaka,

01.10.10

Śmierć pana Leona Kacprzaka

kościelnego i stróża sanktuarium św. Józefa w Kaliszu,
zaskoczyła wszystkich, którzy go znali.

I
Drobnej postury, niepozorny, ruchliwy, uśmiechnięty, promieniujący dobrocią. Była w nim głębia ducha, jakiś urok człowieczeństwa, pokój wnętrza, radość, moc. Był człowiekiem na wskroś prawym i zrównoważonym. Mimo posuniętego wieku (89 l.) cieszył się znakomitym zdrowiem.
Skąd u pana Leona pochodziła rzucająca się w oczy dojrzałość, mądrość, wielkość? Jego tajemnicą była wiara w Boga: wiara żywa, kształtująca jego postępowanie i relacje z ludźmi. „Trwał w Bogu, a Bóg trwał w nim”. Służył Mu codziennie podczas Mszy św., przyjmował Go w Komunii św. Tym otwierał sobie ludzi, a oni obdarowywali go zaufaniem. Oczywiście, tak mocna, jednoznaczna wiara
w Boga, mogła też komuś się nie podobać, a nawet go razić.
Pan Leon kochał św. Józefa. Całymi dniami krzątał się w kaliskim sanktuarium Świętego Patriarchy. Radował się rosnącym Jego kultem. Był jednym z kościelnych
i jakby stróżem w bazylice – sanktuarium św. Józefa. Wszyscy rozpoznawali go po uniformie, jaki mu przysługiwał. Należał do Bractwa św. Józefa.

II
Jaką była śmierć pana Leona? Jakie jej ślady zastali pierwsi świadkowie po wejściu do jego mieszkania?
Pierwszym, który przybył i wszedł do mieszkania był Zięć Zmarłego. Potem przybyli: Siostra Przełożona Służebniczek z bazyliki św.  Józefa, Kościelny, jeden
z członków Bractwa św. Józefa oraz jedna z pracownic w sanktuarium. Później zjawiła się Policja, wezwana przez Zięcia. W dalszej kolejności przybyli pracownicy Wydziału dochodzeniowo-śledczego, których powiadomiła Policja.

III
Fakty, jakie zastali pierwsi świadkowie są niepodważalne i pierwszorzędne
w dochodzeniu do rozpoznania, jaką śmiercią zginął pan Leon.
Ciało pana Leona leżało w kuchni na podłodze. Głowa zaś znajdowała się
w progu drzwi między kuchnią i pokojem. Zmarły był ubrany w ciemne spodnie z bordowymi lampasami i w oliwkową koszulę. Marynarka wisiała na wieszaku nad Zmarłym.
Ciało było ułożone płasko na brzuchu, twarzą do podłogi. Nogi, ubrane w buty, pozostawały razem. Ręce wyprostowane pod ciałem. „Moje pierwsze wrażenie było takie – stwierdza pierwszy naoczny świadek – że ciało zostało ułożone w ten sposób po śmierci”. Podobnie wyrażają się inni świadkowie.
Z tyłu głowy widniał duży wylew podskórny, a na podłodze, przy głowie, rozlana „kałuża krwi”.
Wokół szyi Zmarłego znajdował się ciasno owinięty pasek skórzany od spodni. Klamra paska była z „tyłu szyi”, a koniec paska pod ciałem. Drzwi do mieszkania pana Leona były podwójne: pierwsze z dwoma zamkami, drugie wyposażone w trzy zamki, w tym jeden patentowy.
Zięć pana Leona, który przybył jako pierwszy, i przybył z kluczami zapasowymi, stwierdza: „Pierwsze drzwi zamknięte były tylko na jeden górny zamek zatrzaskowy. Drugie drzwi do mieszkania otworzyłem zupełnie swobodnie, gdyż były zamknięte na klamkę lub uchylone (tego nie jestem pewny)”. (Należy nadmienić, że klucze pana Leona były wewnątrz mieszkania).
IV
Przytoczone fakty stanowią dowody i stawiają pytanie o prawdziwą przyczynę śmierci. Razem wzięte są niewytłumaczalne w przypadku tezy o samobójstwie.
Dalszą warstwę dochodzeniową i dowodową tworzą okoliczności śmierci, inne jeszcze niż przytoczone wyżej wrażenia i wypowiedzi pierwszych świadków, pobrane odciski śladów, sekcja zwłok.

Przedstawiciele sanktuarium św. Józefa
i Kurii Diecezjalnej

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!