Miłość o numerze 24544 
Od 2005 r., na mocy decyzji Konferencji Episkopatu Polski, w miejsce pielgrzymek byłych więźniów KL Dachau w Kaliszu odbywają się ogólnopolskie obchody Dnia Męczeństwa Duchowieństwa Polskiego. Tegoroczne uroczystości, przypadające w 85. rocznicę pozbawienia polskich duchownych prawa wstępu do Kaplicy obozowej i 81. rocznicę cudownego wyzwolenia obozu za przyczyną Świętego Józefa, zorganizowane zostały w dniach 18, 28 i 29 kwietnia 2026 r.
Pierwszym przystankiem obchodów była Msza św. koncelebrowana w intencji Kościoła, Ojczyzny, diecezji kaliskiej oraz za kapłanów - więźniów niemieckich obozów koncentracyjnych, której przewodniczył ks. kan. Piotr Kuświk, proboszcz parafii bł. Michała Kozala w Kaliszu. Słowo Boże wygłosił ks. Sławomir Kęszka, delegat biskupa kaliskiego ds. upamiętniania męczeństwa duchowieństwa polskiego, który przybliżył postać błogosławionego biskupa, który był więźniem obozu Dachau, gdzie jego życie dobiegło końca. – Michał Kozal urodził się w 1893 r. w Nowym Folwarku koło Krotoszyna. Był kapłanem archidiecezji gnieźnieńskiej. Pełnił m.in. funkcję ojca duchownego i rektora seminarium. W 1939 r. został biskupem pomocniczym w diecezji włocławskiej. Po wybuchu II wojny światowej nie opuścił diecezji. 7 listopada 1939 r. został aresztowany przez Niemców i był więziony w kilku miejscach: we Włocławku, w Lądzie Inowrocławiu, Poznaniu, Halle i Berlinie – przypomniał ks. Sławomir Kęszka. Dalej zaakcentował, że biskup Kozal był człowiekiem, który odpowiedział na wezwanie Chrystusa, by mimo różnych sytuacji być otwartym na miłowanie i przebaczenie. - Bóg nie kocha ludzi, dlatego że zasłużyli na miłość, ale dlatego, że On sam jest miłością – zaznaczył kaznodzieja akcentując, że Chrystus zmartwychwstał, zwyciężając w ten sposób nienawiść i śmierć.
– Przykładem takiej miłości do końca, było heroiczne życie i śmierć w obozie koncentracyjnym biskupa męczennika. Całe jego życie było darem dla Boga, dla innych,. Troszczył się przede wszystkim o dobro tych, za których był odpowiedzialny. W jego surowym sposobie bycia, stanowczości i wymaganiach podopieczni dostrzegali ojcowską miłość i troskę – przypomniał kapłan podkreślając, że jako wychowawca kładł bardzo duży nacisk na przestrzeganie regulaminów i w ogóle na porządek.
– Często powtarzał łacińskie przysłowie: serva ordinem et ordo te sevabit (zachowuj porządek, a porządek będzie strzegł ciebie) – dodał ks. Kęszka.
Kontynuując dalej historię życia biskupa Kozala, kaznodzieja zaznaczył, że gdy wybuchła wojna osobiście udzielał duchowej pomocy rannym, pełnił posługę duszpasterską w szpitalu, spowiadał, interweniował w sprawach księży zatrzymywanych przez Gestapo. A gdy sytuacja się pogarszała, w tajemnicy ofiarował Bogu swoje życie za Kościół i Ojczyznę. – Wkrótce dopełnił ofiary. Nie chcąc opuścić aresztowanych księży i kleryków towarzyszył im aż do Dachau – zaakcentował ks. Kęszka. Dalej podkreślił, że spokój i wiara, z jaką przyjmował cierpienie, udzielały się innym. Z chwilą wciągnięcia do obozowej ewidencji biskup Kozal stracił swoje nazwisko a stał się numerem 24544. Jego biskupią szatą stał się obozowy pasiak, na którym widniał czerwony trójkąt, co oznaczało, że jest więźniem politycznym.
Biskup Kozal wśród więźniów był jedyną osobą, którą znali wszyscy. Wyróżniał się od wszystkich powagą, niezmąconym spokojem i opanowaniem, z którego nie zdołały go wytrącić nawet najdotkliwsze urazy. Cieszył się także szacunkiem wszystkich współwięźniów, dla których nadal pozostał biskupem. Był to zresztą jedyny biskup katolicki w obozie, który z księży katolickich różnych narodowości stworzył jedną wspólnotę – mówił kaznodzieja podkreślając, że mimo iż był wielokrotnie dręczony i szykanowany, bity bez wyraźnego powodu nigdy nie skarżył się na swój ciężki los, zawsze zachowywał spokój i milczenie. Swoim współwięźniom niósł pomoc duchową i pociechę, choć sam bardzo cierpiał. I jak zaznaczył dalej ks. Kęszka, cały czas pełnił powierzone obowiązki, a w chwilach trudnych nie zawahał się złożyć swego życia w ofierze. - Jego tlące się życie zostało przerwane śmiercionośnym zastrzykiem 26 stycznia 1943 r., a jego śmierć odczuli wszyscy. Wieść o niej rozchodziła się od bloku do bloku, mówili o niej księża i świeccy, Polacy i cudzoziemcy – podkreślił kaznodzieja wskazując, by ten niezłomny biskup stał się jeszcze jednym patronem naszych trudnych czasów, pełnych napięcia, nieprzyjaźni i konfliktów.
- Niech będzie wobec współczesnych i przyszłych pokoleń świadkiem tego, jak wielka jest moc łaski Pana naszego Jezusa Chrystusa. Tego, który do końca umiłował. Módlmy się dzisiaj, żebyśmy potrafili naśladować Chrystusa w Jego miłości nieprzyjaciół. Modlimy się i rozważmy wyryte na ścianie jednej z cel więziennych słowa: „Łatwo jest mówić o Polsce, trudniej dla niej żyć, jeszcze trudniej umrzeć, a najtrudniej cierpieć!” - wołał ks. Sławomir Kęszka.
Arleta Wecnwel-Plata
Komentarze
Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!