TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 26 Września 2020, 16:40
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Miłość cię znajdzie

Miłość cię znajdzie

lednica

No i znalazła, nie tylko mnie, ale kilkadziesiąt tysięcy chłopców i dziewcząt (także tych po trzydziestce czy czterdziestce). Czy wielu odpowiedziało tej Miłości? Nie wiem, ale mam nadzieję, że nikt nie został obojętny. XVI Spotkanie Młodych na Polach Lednickich upłynęło pod znakami Bożego Miłosierdzia: obrazu Jezusa Miłosiernego, obrazu św. siostry Faustyny i jej relikwii oraz Dzienniczka Świętej i książki o niej, które każdy dostał przy wejściu razem z piernikiem w kształcie serca. Żebyśmy mogli spróbować, jak słodka jest ta największa Miłość. 

Było tak, jak powiedział w homilii podczas lednickiej Eucharystii ks. bp Edward Dajczak, jeśli nawet ktoś nie był w stanie już teraz powiedzieć za św. Faustyną Kowalską, że całkowicie zawierza Jezusowi, jego najmędrszym wyrokom, Jemu całkowicie się oddaje i z utęsknieniem czeka na spotkanie z Nim, to mógł przecież podziękować za miłość w swoim życiu, szczególnie za tę Jezusową Miłość, która nas zebrała pod Bramą Rybą.

Marek na ostatnią chwilę

Zanim jednak znaleźliśmy się na Lednickich Polach, był piątkowy wieczór. Z rozmowy z Markiem dowiedziałam się, że egzamin, który miał mieć, został zaledwie kilka godzin temu odwołany, a on bardzo chciał jechać, i to po raz pierwszy, na to Spotkanie Młodych. Myślałam początkowo, że egzamin to tylko wymówka, on jednak nawet na kilkanaście godzin przed wyjazdem nie poddał się i szukał wolnego miejsca. Wspólnymi siłami udało nam się zdobyć numer telefonu do księdza, który w sąsiedniej parafii organizował taki wyjazd. Kiedy staliśmy w długiej kolejce przed wejściem na pola zapytałam smsowo: ,,Udało się?” i dostałam radosną wiadomość: ,,Tak! Dziękuję ;-)”. Potem Marek z kolegą znalazł naszą grupę już w sektorach. Żałowałam, że na pierwszy przyjazd trafiła mu się taka fatalna pogoda, ale okazało się, że deszcz (który zmoczył nas solidnie ze cztery razy), nie zgasił jego entuzjazmu.

Weronika sentymentalnie

Dla znajomej wyjazd na Lednicę był powrotem do dawnych spotkań pod Bramą Rybą. Weronika (dziś już mama kilkuletniej dziewczynki) zaczęła swoją przygodę z tymi spotkaniami ponad dziesięć lat temu i zawsze powtarzała, że te pieśni lednickie z tańcami, że tutejsza śpiewana Koronka do miłosierdzia Bożego, adoracja czy spowiedź są niepowtarzalne. Mimo prawie 40 lat ona też, razem z młodzieżą, skakała i tańczyła, razem z nimi na całe gardło śpiewała ,,Tak, tak Panie, Ty wiesz, że Cię kocham”. Zresztą, choć co roku na Spotkaniu Młodych Siewcy uczą nowych piosenek, to są one tak melodyjne i proste, że po kilku próbach już wszyscy razem śpiewają. Poza nowymi są stare, sprawdzone, przez wszystkich kochane pieśni lednickie, którymi można modlić się na okrągło. Weronika może zawsze. Biorąc pod uwagę jej entuzjazm, przyglądałam się innym osobom po czterdziestce, które było widać na spotkaniu także, i to one najpiękniej odwzajemniały mój uśmiech w niczym nie ustępując młodym.

Dziennikarsko i osobiście

Dane mi było przeżywać to spotkanie na Polach Lednickich na dwa sposoby. Jeden był służbowy, po odebraniu akredytacji, mogłam robić zdjęcia tam, gdzie uczestnicy spotkania nie mieli wstępu. Wy możecie zobaczyć zdjęcia, ale jeszcze lepiej wygląda to na żywo. Kiedy stoi się pod Bramą Rybą twarzą do sektorów i widzi się dziesiątki tysięcy skaczących w jednym (no mniej więcej ;-) rytmie głów, wyciągniętych w górę rąk to naprawdę jest to widok budujący, a nawet wzruszający, jeśli jeszcze ktoś jako dziennikarz nie popadł w rutynę. Bo kiedy siedzi się tylko we własnym sektorze, na jednym miejscu, to można tylko widzieć, że kolega leży beztrosko podczas Koronki do miłosierdzia Bożego, albo że koleżanka przysypia pytając drugą: ,,Skończył już?” (niektórzy uznali tegoroczną konferencję ojca Jacka Salija o spowiedzi i przebaczeniu za zbyt długą), ale kiedy można się swobodnie przechadzać między ludźmi, to nietrudno dostrzec młodych na kolanach z różańcem w ręku, zaczytanych w Dzienniczku św. siostry Faustyny (pięknie wydany specjalnie na to spotkanie z zaznaczonymi najpiękniejszymi fragmentami), albo w skupieniu słuchających ojca Jana Góry, czy bpa Wojciecha Polaka podczas adoracji. I to jest jeszcze bardziej budujące.

Drugi mój sposób przeżywania Lednicy 2012 był bardzo osobisty. Kiedy nie robiłam zdjęć przy Drodze Trzeciego Tysiąclecia (a wiele się tam działo) razem z grupą z mojego rodzinnego miasta mogłam też pośpiewać, potańczyć, poskakać, albo pomilczeć przed Niepojętym. Tym razem nie zabrakło mi czasu na wizytę w namiocie adoracji, gdzie Chrystus skromnie, na końcu pola czuwał nad wszystkimi, po drodze kapłani służyli spowiedzią i rozmową. W tej adoracji, w Koronce i we Mszy św. niosłam wszystkie intencje wielu ludzi, których bardzo chciałabym mieć tam obok siebie, ale z różnych względów ich na spotkaniu nie było, ale jak nigdy dotąd czułam ich obecność (popartą czasem smsami). 

Faustyna w sektorach

Oczywiście głównym bohaterem spotkania był Jezus, którego po raz kolejny wybraliśmy na swojego Pana. Obok Niego byli św. Faustyna Kowalska (w swoich relikwiach przyniesionych przez siostry Matki Bożej Miłosierdzia, w swoim pierścieniu-obrączce z wyrytym imieniem Jezusa, w konfesjonale, w którym się spowiadała, w słowach zapisanych w Dzienniczku, w świadectwach ,,swoich” sióstr)  i błogosławiony Jan Paweł II (w Litanii ,,Szukałem was, teraz wy do mnie przychodzicie”, w chrzcielnicy, w której został ochrzczony w Wadowicach, w obrazie i w swoich słowach o Bożym Miłosierdziu). Padło wiele słów tego wieczoru, jednak w homilii ks. bp Edward Dajczak ostrzegał, byśmy nie przegadali kwestii Bożego Miłosierdzia, żebyśmy o nim nie tylko gadali, bo ,,Jezus zamknął usta takiej wierze, która gada i mędrkuje”. Biskup prosił, byśmy będąc jak miłosierny Samarytanin stali się uczniami Jezusa z tej lednickiej szkoły.

Siostra Faustyna w znaku swoich relikwii, a potem ,,jej” siostry z chlebem rozeszły się po sektorach, by każdy mógł dotknąć tajemnicy Miłosierdzia i podzielić się nią z innymi, jak tym chlebem. 

Znak krzyża na czole

Od kilku lat mam z dwoma przyjaciółmi (jeden z nich jest księdzem) taki zwyczaj, że kiedy się rozchodzimy kreślimy sobie wzajemnie znak krzyża na czole w geście błogosławieństwa. Do tego zachęcał w tym roku szczególnie ojciec Jan Góra, tłumacząc, że ten znak błogosławieństwa nie jest zarezerwowany tylko dla księży, że nawet jego bardzo wzrusza, kiedy błogosławi go młoda dziewczyna. Organizator spotkania poprosił, byśmy tam, zaraz, nakreślili ten znak krzyża na czołach naszych sąsiadów błogosławiąc im w imię Ojca i Syna i Ducha Świętego. 

***

To spotkanie było tak pełne treści, że trudno wszystko opowiedzieć. Nie przyćmiła tego fatalna pogoda, przejmujące zimno, wiatr i deszcz. Bo tak, jak po deszczu wyszło słońce i pojawiła się ogromna tęcza, tak po burzach w naszym życiu może odnaleźć nas miłosierna Miłość, uzdrowić, dać światło i ubarwić życie. 

Tekst i foto Anika Djoniziak

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!