TELEFON DO REDAKCJI: 62 766 07 07
Augustyna, Ingi, Jaromira 04 Sierpnia 2026, 21:19
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Fenomen życia i kapłaństwa

Fenomen życia i kapłaństwa  

 

– Mamy w niebie wielki skarb w postaci życia tylu wspaniałych osób, męczenników świętych. W ich życiu znajdujemy drogowskazy i przyjaciół, którzy pokazują, że można zwyciężyć siebie – podkreślał dr Robert Zadura, który gościł 5 lipca w Narodowym Sanktuarium św. Józefa.

Ks. prałat Jacek Plota, kustosz sanktuarium przedstawiając zaproszonego gościa zaznaczył, że dr Robert Zadura to historyk, który od lat bada życie świętych i błogosławionych, m.in. o. Bocheńskiego, o. Maksymiliana Kolbego, Prymasa Wyszyńskiego, ks. Jerzego Popiełuszki i bł. ks. Frelichowskiego. - Temu ostatniemu poświęcił pracę magisterską i właśnie głoszone konferencje podczas Mszy św. przez całą niedzielę związane będą z fenomenem życia i kapłaństwa ks. Stefana Wincentego Frelichowskiego, błogosławionego, męczennika z Dachau, patrona polskiego harcerstwa – podkreślił ks. kustosz dodając, że w kaliskiej świątyni znajduje się kaplica upamiętniająca tych męczenników, którzy ofiarowali swoje życie i męczeńską śmierć, stając się wzorem postawy miłości do Boga, Kościoła i Ojczyzny.

Natomiast dr Zadura witając się ze zgromadzonymi zaznaczył, że przybył do sanktuarium, aby podzielić się nie tylko kawałkiem swojej pracy, którą wykonuje od 20 lat, ale także by dać kawałek swojego serca i przedstawić niezwykłego kapłana, któremu nie dane było dotrwać do wyzwolenia obozu w Dachau. I jak zaznaczył, to co powie będzie tylko wielkim fotograficznym skrótem. 

Na początku dr Zadura cofnął się do dnia, w którym wszystko się zaczęło, czyli do roku 1913, w którym to na świat przyszedł mały Wincenty. - Przyszedł na świat w rodzinie Ludwika i Marty, w rodzinie, w której ważne miejsce pełnił obraz Serca Pana Jezusa. Państwo Frelichowscy mieli sześcioro dzieci, ale niestety za swego życia aż czworo dzieci pochowali i to w bardzo dramatycznych okolicznościach – mówił prelegent. A jeśli chodzi o Wincentego to dr Zadura zaznaczył, że był on dzieckiem niezwykle żywym i aktywnym. – W 1922 r. przystąpił do Pierwszej Komunii Świętej i w tym samym roku został ministrantem. Jego beztroskie życie zmieniło się, a w kształtowaniu charakteru pomagała mu m. in. Sodalicja Mariańska – stowarzyszenie maryjne, które pielęgnowało kult Najświętszej Maryi Panny – zauważył prelegent dodając, że drugą organizacją, z którą się związał, było harcerstwo. – Po maturze, którą zdał w 1931 r., postanowił poświęcić swoje życie Panu Bogu. Zostawił marzenia o studiowaniu, o założeniu rodziny i poszedł za głosem, który słyszał od najmłodszych lat. Wszedł w przestrzeń formacji duchowej i intelektualnej w Pelplinie. Marzył o tym, aby wyjechać na misje, nie przypuszczając, że Pan Bóg skieruje go w przestrzeń o wiele trudniejszą. Wraz z wybuchem II wojny światowej wszystko się zmieniło, zaczęły się aresztowania, przesłuchiwania, bicie itd. A nasz Wicek wychodził do tych najbardziej przygnębionych, pocieszał, podnosił na duchu, organizował nielegalną spowiedź, która w tamtym czasie dla wielu Polaków stawała się ostatnią spowiedzią w życiu - przywoływał tamte lata dr Zadura. 

I jak zaznaczył dalej, w udzielaniu pomocy nie ustawał także jako więzień obozu koncentracyjnego. – Wicek należał do tych nielicznych osób, które potrafiły podzielić się swoją małą kromką chleba z bardziej głodnym człowiekiem. Odprawiał nielegalne Msze św. i umacniał więźniów Eucharystią, największą miłością, miłością, która daje życie wieczne – wskazywał prelegent podkreślając, że dawał on współwięźniom nie tylko wodę i chleb, ale dawał przede wszystkim swoją posługę kapłańską, o którą ci ludzie błagali.
– Kładł się przy drugiej osobie, trzymał za rękę, pocieszał, spowiadał i po prostu był – akcentował prelegent przypominając, że i jego choroba nie oszczędziła, zaraził się tyfusem i już wiedział, że z obozu nie wyjdzie, że już nigdy nie spotka swoich rodziców, że zostanie tam na zawsze. - Zmarł w wieku 32 lat, na dwa miesiące przed wyzwoleniem obozu, 23 lutego 1945 r. i po ludzku wydawać by się mogło, że przegrał życie, że nikt nie będzie o nim pamiętał, że nie zostanie po nim nawet proch – mówił dr Zadura zauważając, że rzeczywiście po ludzku możemy tak sądzić, ale z Bogiem zawsze wyjdzie dobro. I tutaj prelegent przywołał pewne niezwykłe wydarzenie, jeden ze współwięźniów naszkicował portret skatowanej twarzy Frelichowskiego, dwóch innych napisało o nim nielegalne wspomnienie, za co groziła kara śmierci, a jeszcze inny wykonał coś niezwykłego, stworzył maskę pośmiertną Frelichowskiego. – Więzień ten przed wojną studiował medycynę, do zrobionej z gipsu maski włożył odciętą końcówkę z palca kapłana – wspominał dr Zadura dodając, że więźniowie zakopali te artefakty i po wojnie, kiedy cudem przeżyli, przekazali rodzicom te bezcenne pamiątki. – Tym samym więzień ten stworzył niezwykłą relikwię, jak dotąd jedyną taką relikwię z obozu – podkreślił prelegent dodając, że dzięki dobroci rodziny on ma kopię maski Wicka, który dziś jest błogosławionym i za wstawiennictwem którego dzieją się cuda. 

Dr Zadura jest autorem siedmiu książek, także w językach angielskim i niemieckim. Obecnie, jak sam zaznaczył, podjął się dwóch projektów. Jednym z nich jest przygotowywanie filmu o bł. ks. Jerzym Popiełuszce. – Od wielu lat zbieram materiały. To będzie film inny niż wszystkie, tłumaczony także na język rosyjski. Pragnę bowiem, aby ks. Jerzy wszedł dzisiaj na tę trudną ziemię jako błogosławiony, jako ten, który nie bał się zła, ale zło dobrem zwyciężał - wyjaśnił dr Zadura dodając, że do realizacji tego wielkiego projektu potrzebuje pomocy tej modlitewnej jak i materialnej. Dlatego też po Mszy św. prelegent czekał ze swoimi publikacjami, które wierni mogli zakupić, by wspomóc rodzące się dzieła. Autor miał także małą niespodziankę –  mały obrazek z modlitwą za wstawiennictwem błogosławionego kapłana. 

Arleta Wencwel-Plata

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!