TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Augustyna, Ingi, Jaromira 23 Września 2019, 09:42
Dziś 19°C
Jutro 13°C
Szukaj w serwisie

Bezinteresownie w imię Jezusa

20.08.10

Bezinteresownie w imię Jezusa

Od kilku tygodni cała Polska, a szczególnie mieszkańcy jej południowych terenów, walczą z powodzią. Kolejne fale, nie tylko na największych rzekach, ale także na małych strumieniach, zalewają ulice, domy, pola. W wielu miejscach naszego kraju wielka woda zabrała ludziom dorobek całego życia, domy, samochody, gospodarstwa. Wielu nie ma do czego wracać. Powódź dotarła także do Kalisza i terenów położonych nad Prosną. Tutaj także wyrządziła wiele szkód w różnych częściach miasta. Choć wielu mieszkańców naszej diecezji poniosło wielkie straty, można śmiało powiedzieć, że tylko dzięki wstawiennictwu św. Józefa po raz kolejny żywioł nie wyrządził w okolicach Kalisza tak wielkich szkód jak w innych częściach kraju. Tylko dzięki naszemu wielkiemu Patronowi sytuacja na naszych terenach nie jest tragiczna. Kaliszanie nie zostali w potrzebie sami. Z pomocą ruszyli m. in. klerycy z kaliskiego seminarium, które było wyspą na zalanym terenie.

W czasie powodzi, która nawiedziła Kalisz - Jezus „opuścił” seminarium i powędrował do ludzi, którzy pogrążeni byli w rozpaczy, a także w walce o swój dobytek. Jak słusznie stwierdził nasz Ksiądz Rektor mieliśmy dwie możliwości, albo pozostać w murach i oczekiwać powrotu Pana, bądź pójść za Nim do potrzebujących. Nikt nie został, każdy z nas poszedł do naszych sąsiadów, aby dostrzec w ludzkich tragediach Boga, który jest zawsze wierny człowiekowi, szczególnie cierpiącym. Doświadczyliśmy dzięki temu międzyludzkiej solidarności i dostrzegliśmy, gdzie powinno być miejsce kapłana: pośród ludzi, którzy oczekują zrozumienia i współczucia.
Walka z żywiołem zaczęła się w czwartek, 20 maja. Gwałtownie zaczął podnosić się stan wody w Prośnie, za mostem Bernardyńskim rzeka wylała na pola, studzienki nie przyjmowały wody, rzeka wystąpiła z koryta i zaczęła zatapiać naszych sąsiadów z ulicy Złotej, było to równoznaczne z tym, że także sąsiedzi z ulicy Bażanciej byli zagrożeni. Zapoczątkowało to rozpaczliwą walkę z wodą, która jak powietrze zdawała się być wszędzie. Ludzkie ręce przerzucały tony piasku i przenosiły tysiące worków. Strach o dobytek całego życia mieszał się z resztkami nadziei, że ktoś w końcu, w jakiś cudowny sposób „wyciągnie korek” i ten kataklizm spłynie w głębiny ziemi. Woda jednak przybierała, pokazując jak człowiek ciągle jest mały wobec siły przyrody. Coraz większe obszary tonęły, woda zalewała piwnice, namakały fundamenty domów, drogi przestawały być przejezdne, brak było prądu elektrycznego. Na pierwszy rzut oka woda wygrała, lecz jednego nie zdołała zatopić, naszego ducha.
Namacalnie poczuliśmy na sobie słowa św. Pawła z Listu do Galatów: „Jeden drugiego brzemiona noście i tak wypełniajcie prawo Chrystusowe”. Zostaliśmy przez Ks. Rektora podzieleni na grupy i wydelegowani do pracy, chodziliśmy od domu do domu wyrażając gotowość pomocy. Furta, jak i kaplica seminaryjna były otwarte całą dobę dla wszystkich. W jakimś stopniu podzieliliśmy smutną dolę naszych współmieszkańców z tej samej ulicy. Mokliśmy jak oni, czując tylko w niewielkim stopniu to, co ci ludzie, którym tragedia podmywała życiowy dorobek. Broczyliśmy po pas w wodzie nosząc worki z piaskiem, uszczelniając wały, mając świadomość, że my zaraz pójdziemy do naszych suchych mieszkań, a ci ludzie będą dalej z tą wszechogarniającą wilgocią. Wyciskając mokrą ciecz z naszych ubrań byliśmy przeświadczeni, że ci ludzie długo jeszcze zostaną ze skutkami tego dramatu. Czuliśmy ból wodnych odparzeń, wiedząc iż jutro ten ból minie, a ból tych ludzi, którzy niejako muszą zacząć od nowa, będzie o wiele dłuższy.
Nasze bycie z tymi ludźmi pomogło nam jednak zrozumieć ich ciężki los, a także poczuć się z nimi jak rodzina. Wiedzieliśmy bowiem, że seminarium jako tako zalane nie było, gdyż poza piwnicami i niedrożnymi studzienkami kanalizacyjnymi, które chyba najbardziej utrudniały życie, chodziliśmy suchą nogą, to jednak czuliśmy jak toniemy razem z tymi, których połączyło zmaganie, wspólny trud, praca, pot oraz zmęczenie. To była niezwykła formacja, drastyczna codzienność, pokazująca na czym polegać ma nasze duszpasterstwo. Szczególny wykład teologii pośród człowieczej biedy. Profesorami stali się ludzie z naszego podwórka, a kiedy przyszli z pięknym obrazem Serca Jezusowego, kwiatami w darze dziękując za pomoc, nikt nie krył wzruszenia. To był symboliczny gest, niejako powrót Jezusa, który wreszcie cofnął wody, sam dzieląc znój powodzi.
Nauczyłem się dzięki temu smutnemu wydarzeniu jednego, że jeżeli kiedykolwiek Chrystus wchodzi w historię człowieka to nie objawia się pośród tłumu szukającego złudnej sensacji, ale zawsze ujawnia się w potrzebie pomocy, wyciągniętej ręki, łez niewinnych, jak w pewną betlejemską noc 2 tys. lat temu.

Adam Kraska

Powódź bardzo nas zaskoczyła. W tej chwili, a minęło już sporo dni od najgorszej fali, jesteśmy bardzo zmęczeni. Musimy z tym żyć, bo nie mamy innego wyjścia. Cieszymy się i dziękujemy Bogu, że nas całkowicie nie zalało. Najbardziej ucierpiał dół domu, gdzie mamy kuchnię, suszarnię i kotłownię. W dużej mierze został zalany ogród i całe obejście. Do dziś stoi tam woda. Pompy pracują non stop wypompowując wodę z dolnej części domu.
Uratowaliśmy większość domu i całego dobytku dzięki księżom klerykom. Ich ofiarna praca pozwoliła nam przetrwać najgorsze. Powiem szczerze, że wiele mówi się o dzisiejszej młodzieży, ale ja oczy otworzyłam ze zdziwienia, patrząc jak ci młodzi ludzie z seminarium bezinteresownie pomagali. Niespotykane. Nie potrzebowałam nawet prosić, a przybiegli w pięciu, pomagali wynosić wszystko na górną część domu. Sami pytali, co jeszcze wynieść. Do późnych godzin nocnych sypali piasek do worków i obstawiali nimi dom.
Powódź to straszne przeżycie. Cały czas tylko spoglądałam przez okno jak wody przybywa. W pewnym momencie popadłam w kryzys, nie miałam już siły. Woda tak szybko przybierała, że po prostu za gardło ściskało. Nie wiedziałam co robić. Modliłam się, by jakoś to przetrwać. Ze łzami w oczach wynosiłam wszystko, co się dało. To były trzy noce i dwa dni. W domu panował straszny fetor, nie mogliśmy spać ze względu na zapach i strach.
Ludzie mieszkają tu po 50 lat i nigdy jeszcze takiej wody nie widzieli. Były podtopienia, ale nie na taką skalę jak teraz. Żyjemy z tą wodą już ponad tydzień i cieszy nas fakt, że ona powoli spływa. Cieszy nas każdy centymetr, który ubywa. Chcę jeszcze podziękować Księdzu Rektorowi naszego seminarium, księdzu Genderze. W niedzielę po tym upiornym czwartku zaprosił nas, mieszkańców, swoich sąsiadów na Mszę św. do seminarium, a po niej na wspólne śniadanie. Tyle doznaliśmy życzliwości i serdeczności ze strony księży i kleryków. Naprawdę słów brakuje, by podziękować. Bez ich wsparcia i pomocy nie dalibyśmy sobie rady. W tym najgorszym momencie to tylko ich mieliśmy pod ręką. Nie było tu nikogo, kto choćby koordynował całą pracą. A oni pomagali jak mogli i ponad swoje siły. Mamy im wszystkim za co dziękować, a przede wszystkim Bogu.

Maria Bartczak, mieszkanka
ul. Bażanciej w Kaliszu

 

Bardzo trudno wyrazić słowami to, czego doświadczyłem w czasie trwania powodzi. Chyba najważniejszą rzeczą jaka w tym czasie do mnie dotarła jest fakt, jak wiele dobra można zrobić, kiedy ludzie się zjednoczą i wspólnie działają w danej sprawie. Przez prawie cztery lata formacji w seminarium, nigdy wcześniej nie byłem uczestnikiem z jednej strony tak wielkiej ludzkiej tragedii, a z drugiej solidarności i wzajemnej pomocy tych osób. W tych dniach Pan Jezus pokazał mi po raz kolejny, ile szczęścia i radości przynosi pomoc drugiemu człowiekowi. Trudno opisać, co działo się w sercu, kiedy po godzinie pierwszej w nocy w strugach ulewnego deszczu napełnialiśmy kolejne worki piaskiem i próbowaliśmy ochronić przed wodą dom naszych sąsiadów. Nikt nie narzekał i nie mówił, że jest ciężko, co więcej chyba z każdym następnym workiem cieszyliśmy się z tego, że nie śpimy wygodnie w łóżkach, ale jesteśmy z tymi ludźmi i możemy im pomagać. Osobiście na żadnym wspólnym wyjeździe, praktyce czy posłudze nie odczuwałem takiej jedności nas, kleryków jak w czasie tego tygodnia. Czas powodzi pomógł mi zrozumieć jeszcze jedną rzecz. Tak naprawdę piękne słowa, mówienie o miłości Boga i bliźniego byłoby niczym, gdybyśmy zostali zamknięci w seminarium, a nie byli z ludźmi, którzy potrzebowali wtedy pomocy.

kl. Rafał Grzęda

 Myślałem, że po 10 kwietnia i żałobie narodowej limit nieszczęść jakie dotknęły nasz kraj się wyczerpał. Jednak powódź, która w ostatnich dniach dotknęła tysiące ludzi, jeszcze bardziej zwiększyła tragedię Polaków. Śledziłem nie tylko w prasie, ale też w innych mediach informacje o rozmiarach kataklizmu, dopóty woda nie wdarła się na przedmieścia Kalisza i okolic. Od tej pory to, co wcześniej oglądałem w postaci migawek informacyjnych, w jednej chwili stało się moją rzeczywistością.
Obraz ludzkiego nieszczęścia po stracie dorobku całego życia. Widok człowieka z opuszczonymi bezradnie rękoma w obliczu wody, która przedziera się oknami jego nowego domu, mam wciąż przed oczami. Żywioł w jednej chwili zabrał mieszkańcom miasta ich piękne ogrody, domy i marzenia o beztroskich wakacjach; pozostawiając w zamian łzy, żal oraz ogrom zniszczeń.
Lecz w tych chwilach wielkiego doświadczenia widziałem wspaniale zdany egzamin z człowieczeństwa. Wielu ludzi bezinteresownie oddawało swoje dłonie do pracy przy umacnianiu wałów przeciwpowodziowych. Tak wielu sąsiadów, często anonimowych dla siebie nawzajem, potrafiło połączyć swoje siły, by ratować dobytek. Czasem jednym gestem, pomocnym czynem ludzie potrafili burzyć nawarstwione stereotypy o mieszkańcach tej samej ulicy.
 Te kilka dni, gdy rozpacz i wzruszenie przeszywały ludzkie serca, zaryzykuję stwierdzenie, że tak mocne tąpnięcia, smutne wydarzenia, jakie dotknęły nasz kraj może mają na celu obudzić nas z letargu, obojętności wobec drugiego człowieka... Miejmy nadzieję, że kolejne akty wzajemnej solidarności będziemy odkrywać w innych sytuacjach, niż w tych z pierwszej połowy tego roku.

kl. Łukasz

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!