TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 15:06
Dziś 3°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Z wizytą w Świebodzinie

Króluj nam Chryste

Od ośmiu lat na Świebodzin, sanktuarium Miłosierdzia Bożego i przybywających tam pielgrzymów spogląda Chrystus Król. Jego figura porównywana jest do Zbawiciela ustawionego na górze Corcovado w Rio de Janeiro.

Jak wszyscy dobrze wiecie jestem szczęściarzem, a owo szczęście przejawia się właściwie we wszystkich aspektach mojego życia. Nie jestem aż takim ekstrawertykiem (ekshibicjonistą?), żeby wszystkie je opisywać, ale ich też nie ukrywam, a najczęściej chyba uwidacznia się moje szczęście w realizacji pasji do podróżowania.

Warto zaryzykować dla wielkich projektów
Miałem choćby okazję zobaczyć z bliska niesamowity budynek Opery w Sydney. I wtedy właśnie dowiedziałem się, że początki realizacji tego niesamowitego projektu delikatnie mówiąc nie należały do najłatwiejszych. Nie dość, że wybrano projekt Jorna Utzona, nikomu wówczas nieznanego duńskiego architekta, to jeszcze był to projekt najbardziej skomplikowany ze wszystkich 230 prac nadesłanych na konkurs. Jeszcze większe trudności i kontrowersje spowodowały koszty budowy, początkowo oszacowane na siedem milionów dolarów, a na koniec okazało się, że budowa kosztowała niemal sto milionów. No i jeszcze terminy: koniec budowy przewidziany był na 1963 rok, a udało się ją zakończyć dopiero dziesięć lat później. Nie wiem czy jest prawdą, że cały projekt wpędził miasto na długie lata w długi, ale sądząc po różnicy między kosztorysem a rzeczywistą ceną ostateczną wcale bym się nie zdziwił, gdyby tak było. No ale, proszę państwa, chyba warto było, prawda?
Ja na przykład marzę, żeby w Kaliszu doszedł do władzy ktoś, kto wpędzi miasto w długi na całe lata, ale wybuduje na Zawodziu multimedialny kompleks ukazujący prastary gród Calisia, tak by z całej Polski obowiązkowo przyjeżdżały tu wszystkie wycieczki szkolne, a ja miałbym gdzie z przyjemnością i dumą zaprowadzić odwiedzających mnie przyjaciół z zagranicy. Myślę, że św. Józef wcale by się przez to nie obraził. Dobrze, że pojawił się Święty w tym moim wywodzie, bo zaraz przejdę z profanum do sacrum, a ten przydługi wstęp był mi potrzebny po to, aby pokazać, że pewne projekty kosztowne i kontrowersyjne mogą się okazać przysłowiowym strzałem w dziesiątkę. A to, że często są też solą w oku niektórych zatroskanych, czasami może być wręcz dodatkowym atutem wskazującym na konieczność ich realizacji.

Chrystus Król w Świebodzinie
Od kilku lat planowałem wyprawę do Świebodzina. Już widzę teraz niektóre twarze wykrzywione w grymasie niedowierzania, że jak ja mogę w jednym tekście zestawić budynek opery w Sydney i figurę Chrystusa Króla w Świebodzinie? Że nie odróżniam prawdziwej sztuki od kiczu w sosie megalomanii. No więc, jeśli osoby wstrząśnięte moim „świętokradztwem” a rebours jednak nie odrzuciły ze wstrętem gazety i dalej czytają, to przyznam im rację, że rzeczywiście na sztuce się nie znam, ale też i uspokoję ich, bo nie mam zamiaru porównywać obu budowli. Natomiast pozostanę przy swoim przekonaniu, że czasami trzeba przeć do przodu i nie zważać na kontrowersje. Bo może nam się przytrafić coś naprawdę wielkiego. A nawet proroczego. Wracam teraz do mojej decyzji o wyprawie do Świebodzina. Wiadomo, że figura Chrystusa Króla stoi tam już od ośmiu lat i choć obiecywałem sobie już kilka razy, że muszę przy okazji, czy też po drodze tam wstąpić, to jakoś nie było okazji, albo może nie dość uważnie jej wypatrywałem. Bo muszę się też przyznać, że nie jestem jakimś szczególnym fanem olbrzymich form, figur czy świątyń. No i do jeszcze jednej rzeczy muszę się przyznać: jako szczęściarz miałem też okazję być w Rio de Janeiro i widzieć Chrystusa Zbawiciela na górze Corcovado. Wiedziałem, że porównania (w których tak się lubują krytycy inicjatywy proboszcza ze Świebodzina) będą się narzucać samoistnie.

Komu On przeszkadza?
Dlaczego więc w końcu wybrałem się do Świebodzina? I to nie po drodze, ale specjalnie? Ano przyczynił się do tego film, którego nie oglądałem. Pewnie się znowu uśmiejecie, że po raz kolejny odnoszę się do filmu, którego nie widziałem, ale ja na to nic nie poradzę, że nie chcę mieć po prostu kontaktu z pewnymi treściami, a pamiętajcie, że już Lenin uznał film za najważniejszą ze sztuk! Film nosi tytuł „Twarz”, reżyserem jest pani, która podobnie jak reżyser „Kleru” używa zdrobnienia swojego imienia (moda jakaś, czy co?). I teraz zacytuję jak film jest streszczany w jednej z lewicowych gazet, bo to nam od razu dobrze ukaże kontekst: „Wszystko dzieje się tu w cieniu budowy przypominającej wielkie, propagandowe budowle socjalizmu. W szczerym polu ma stanąć największy na świecie pomnik Chrystusa Króla. Przy budowie pracuje pochodzący z sąsiedniej wsi długowłosy heavymetalowiec Jacek. Wskutek wypadku spowodowanego czyimś zaniedbaniem, jego twarz ulega zniszczeniu. I następuje medyczny cud. Z nową, przeszczepioną twarzą Jacek wraca do rodzinnej wsi”. No i spotyka się z niechęcią i już wiadomo, że film pokazuje „prawdę” o zacofanej, katolickiej, ksenofobicznej i strasznej Polsce. Czemu ona jest taka straszna ta Polska? Ano dlatego, że Kościół katolicki, aby utrzymać rząd dusz musi schlebiać najgorszym instynktom i gustom. Film oczywiście znalazł uznanie zachodniej krytyki, a ja sobie pomyślałem, że jednak ten Chrystus Król ze Świebodzina jest solą w oku dla tych, których katolicka Polska zmusza do „artystycznego krzyku protestu” i ja tam muszę pojechać.

Ksiądz budowniczy i cudze pomysły
Wybrałem się na kilka tygodni przed uroczystością Chrystusa Króla, aby ten materiał mógł się znaleźć w „Opiekunie” na czas. Trochę poczytałem na temat ks. prałata Sylwestra Zawadzkiego, który był pomysłodawcą i inicjatorem budowy figury. Chociaż nie, on nie był pomysłodawcą, bo jak sam zwykł mawiać: „Pomysł miał Pan Jezus. Ja ten pomnik miałem zbudować”. Ks. Zawadzki zwany był „księdzem budowniczym”, bo miał już na swoim koncie wiele innych dokonań na tej niwie w postaci budynków parafialnych, kościołów filialnych, a przede wszystkim kościoła Miłosierdzia Bożego, który wybudował w Świebodzinie zanim jeszcze zabrał się za wykonanie pomysłu Pana Jezusa. To jest dla mnie ważna informacja, bo ta kolejność coś nam mówi: najpierw sanktuarium Miłosierdzia Bożego, a potem Chrystus Król. Moja kolejność zwiedzania będzie odwrotna, ale warto o tym pamiętać.
Kiedy docieram do figury, rzeczywiście widocznej z daleka, zauważam pewną ubogość otoczenia. Widać, że poza figurą powoli zagospodarowuje się teren, są stacje Drogi krzyżowej, Tajemnic różańcowych, alejki i jest Dom Pielgrzyma, ale w dalszym ciągu to teren budowy. Na miejscu nie można nabyć żadnych materiałów ani pamiątek. Jest bardzo spokojnie. Spędziłem tam nieco ponad godzinę i w tym czasie przybyło siedem samochodów osobowych. Co ciekawe, głównie ludzie młodzi. Ale co jeszcze ciekawsze, kiedy wchodziłem sobie alejką pod figurę, podszedł do mnie mężczyzna, który w towarzystwie kilku innych osób właśnie zakończył wizytę i zapytał mnie, czy jestem ze Strzelina, ponieważ jego małżonka mnie rozpoznała. Ucieszyłem się z widoku rodaków i pomyślałem, że niby nie ma tu dużo ludzi, ale w jednym dniu trafiło się kilka osób z tej samej dość odległej miejscowości...
Po pożegnaniu się z ziomkami kontynuuję mój spacer, a przez słuchawki towarzyszy mi homilia, którą wygłosił arcybiskup Andrzej Dzięga w dniu poświęcenia figury Chrystusa Króla 21 listopada 2010 roku, dziesięć lat po intronizacji Chrystusa Króla w Świebodzinie. Długo szukałem tej homilii w Sieci, ale nigdzie nie znalazłem jej transkrypcji, dziwne prawda? Ale mogłem ją odsłuchać i powiem Wam, że to było wyjątkowe doświadczenie. I teraz zostawię Was z jej długim fragmentem, który mówi wszystko co jeszcze chciałbym powiedzieć, tylko że znacznie ładniej niż ja bym to ujął. A więc posłuchajmy arcybiskupa Andrzeja Dzięgi.

Pobożność, która narasta w sercach
„Wiele się mówi i o tej uroczystości i o tym nurcie pobożności. On ostatnio narasta w dyskusjach, narasta w modlitwach, narasta w tęsknocie. Tęsknota za Chrystusem Królem niesie się przez wiele wspólnot na polskiej ziemi i przez wiele serc i umysłów na polskiej ziemi. Ten nurt pobożności i uczczenia Chrystusa jako Króla wyrasta w sposób naturalny z wcześniejszego uczczenia Najświętszego Serca Pana Jezusa, bo to Serce Chrystusa, które jest źródłem i początkiem miłości, jest sercem królewskim. Poznając tę miłość i ucząc się tej miłości, poznajemy królewską moc, królewską miłość samego Boga, Jezusa Chrystusa. To uczczenie Jezusa Chrystusa jako Króla wzięło też swój początek, a właściwie jakby dojrzewaliśmy do tego uczczenia Chrystusa jako Króla także poprzez kult Najświętszego Sakramentu, poprzez kult Eucharystii. Jezus Chrystus żywy, obecny pośród nas ludzi, obecny w całym swoim majestacie, a przecież tak pokorny pod każdą cząstką swej postaci Chleba Eucharystycznego, a przecież przed Nim się klęka, Jego się adoruje, bo On jest Panem i Królem serc. On obecny, żywy pośrodku nas, uczący nas prawdy o życiu, uczący nas życia, prowadzący nas po tych meandrach człowieczych problemów i człowieczych nadziei. I to święto, ta uroczystość Chrystusa Króla, w przedziwny sposób łączy to wielkie życie miłością, która swe źródło ma w sercu i łączy też ten wielki zachwyt adoracyjny wobec obecnego Chrystusa i tę wdzięczność za Jego obecność.
Szczególny rozwój kultu Serca Bożego był odpowiedzią na wielkie wołanie świata o miłość. Rozwój kultu Najświętszego Sakramentu był odpowiedzią na wielkie wołanie o tę troskę o życie człowiecze, o godność człowieka. I to doprowadza nas do królewskości Chrystusa, a rozpoznajemy to w sposób szczególnie silny, dlatego że Chrystusowi tego prawa, od kilku pokoleń, odmawia się w świecie. I im bardziej się odmawia Chrystusowi prawa do panowania w ludzkich sercach i myślach, i w ludzkich decyzjach, i w ludzkich czynach, tym bardziej właśnie za Chrystusem jako Królem tęsknimy i uświadamiamy sobie, że tylko wtedy gdy On jest Panem myśli, gdy On jest Panem uczuć, gdy On jest Panem ludzkiej woli i gdy On prowadzi ludzkie działania, że tylko wtedy jesteśmy do końca bezpieczni. Świat dzisiejszy pokazuje znowu swoje oblicze, ten świat wielkich polityków, świat inżynierów społecznych pokazuje, że chce zagospodarowywać przestrzenie ludzkich serc i ludzkiego myślenia, ale nie po Bożemu. To dlatego z taką tęsknotą patrzymy w tę uroczystość i z taką nadzieją patrzymy w tę figurę.

A cóż ta figura zmieni? - pytasz
Figura staje się znakiem. Odkąd Jezus Chrystus pod sercem Maryi zaczął żyć jako człowiek, odkąd przyjął nasze ciało i stał się do nas podobnym we wszystkim oprócz grzechu, mamy prawo, jako jednego z nas, jako brata podobnego do nas we wszystkim, mamy prawo Go przywoływać w znakach materialnej obecności poprzez figury, obrazy. I ta figura szczególna, w której Chrystus patrzy na Świebodzin, patrzy na sanktuarium, w którym jest źródło Jego miłosierdzia i swoimi dłońmi wyciągniętymi, chce wszystkich ogarnąć, chce wszystkich uczynić rodziną, chce wszystkim dać poczucie bezpieczeństwa, chce wszystkich na nowo uczynić swoim ludem. Figura ta może stać się znakiem nadziei dla wszystkich, którzy takiego znaku poszukują, a tutaj na skrzyżowaniu dróg, prowadzących ze wschodu na zachód i z północy na południe, ma szansę stać się znakiem szczególnie rozpoznawalnym i akceptowalnym. Niech góruje na tym miejscu i niech patrzy na to miasto, które dziesięć lat temu uznało Jezusa Chrystusa jako swego Pana i Króla. Jak powiedział ówczesny Pasterz, stało się miastem królewskim, miastem Chrystusa Króla. Niech patrzy na wszystkich pielgrzymów, niech przypomina wszystkim, że Jezus Chrystus jest żyjącym Panem, że Jezus Chrystus Król chce i może poprowadzić ludzkie myśli i uczucia, że Jezus Chrystus Król jest Panem, który nadejdzie. I wtedy Go wszyscy zobaczą, ci którzy są Mu wierni z radością będą się z Nim spotykać, ale ci co z Niego drwili, ci co Go odrzucali, poczują wielki lęk, a nawet trwogę.

Polsko, nie lękaj się! Narody świata, nie lękajcie się!
Niesie się to słowo wizjonerki, że jeśli Polska podda się pod panowanie Jezusa Chrystusa jako Króla, stanie się bezpieczna. Dlatego też można powiedzieć: Polsko, nie lękaj się patrzeć w stronę Chrystusa Króla! Nie lękaj się przyjąć Jego panowania! Polska to Naród. Polska to całe ogromne, duchowe dziedzictwo wieków. Polska to Ojczyzna. Polska to nie są biskupi, to nie jest rząd, Polska to nie jest jedna czy druga wspólnota, to nie jest jedna czy druga nazwa czy imię. Polska to jest całość duchowych dziejów Narodu pielgrzymującego poprzez te dzieje z imieniem Chrystusa na ustach i z imieniem Chrystusa w sercu. Polska, którą Chrystus prowadzi poprzez dzieje, chce być dalej przez Niego prowadzona. 
Polsko! Nie tylko nie lękaj się, ale miej odwagę przyjąć to królowanie! Polsko, miej odwagę uznać, że Jezus Chrystus może poprowadzić nasze myśli i serce, i wolę, i czyny! (…)
Siostro i bracie, teraz do ciebie mam prośbę ostatnią: popatrz sam w swoje serce, bo to naprawdę zależy od ciebie, czy Polska będzie na tyle odważna, to zależy od ciebie, również od ciebie! I ode mnie. To musi każdy z nas rozstrzygnąć w swoim sercu. To musi każdy z nas przyjąć, to musi każdy z nas przeżyć i to musi każdy z nas podjąć. Wtedy okaże się, że to Polska podjęła i uznała. I że Polska jest bezpieczna. Dlatego: Chryste! Króluj! Dlatego: Chryste! Zwyciężaj! Dlatego: Chryste! Swoją miłość odnów w nas! Amen.”

Tekst i zdjęcia ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!