TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Ernesta, Jana, Marka 27 Marca 2019, 04:15
Dziś -4°C
Jutro 8°C
Szukaj w serwisie

Z Jezusem na poligonie

Z Jezusem na poligonie

W tym roku Biskupstwo Polowe obchodzi stulecie. Jakie miało i ma znaczenie?

– Po odzyskaniu przez Polskę niepodległości zaczęło się formowanie Wojska Polskiego, a wraz z nim jego struktur duszpasterskich – mówi ks. płk Zbigniew Kępa, rzecznik Ordynariatu Polowego. – Wynikało to z potrzeby zarówno żołnierzy, jak i Kościoła. Tym bardziej, że wciąż trwały walki o granice Polski i zbliżała się wojna 1920 roku.

Pasterz i psycholog

Ówczesny nuncjusz apostolski Achilles Ratti, późniejszy Pius X, za najodpowiedniejszego kandydata na biskupa polowego uznał bp. Stanisława Galla. Informacja, że Benedykt XV mianował go biskupem polowym Wojsk Polskich, nadeszła 5 lutego 1919 roku. Oficjalnie w struktury wojskowe Józef Piłsudski włączył go cztery dni później. Nowy ordynariusz zwołał duchownych – przedstawicieli wojsk wszystkich byłych armii zaborców. Chciał zorientować się w potrzebach duszpasterzy. Wystosował wtedy apel: „Polska była obroną chrześcijaństwa, a murem bywały piersi polskiego żołnierza, o którego odbijały się zapędy wrogów chrześcijaństwa i cywilizacji. (…) Dziś wy (…) stajecie się owym żywym murem przed wrogiem, który ze Wschodu i Zachodu niesie zniszczenie i zagładę wiary świętej i cywilizacji. (…) Weźcie w rękę krzyż Chrystusowy, a w sercu swym krzewcie miłość Bożą (…)”. Te słowa to kwintesencja posługi duszpasterskiej w wojsku, która wznieca ducha bojowego i podnosi morale.
Bolączką jednostek wojskowych były braki kadrowe wśród duchownych. Biskup polowy zwrócił się więc do Episkopatu z prośbą o zgodę, by 5 proc. duchowieństwa diecezjalnego zostało skierowanych do posługi w wojsku. Podczas wojny polsko-rosyjskiej w 1920 roku służbę wojskową podjęło już blisko pół tysiąca duchownych. Pierwszy regularny pobór wojskowy z ziem polskich do polskiego wojska odbył się w 1919 roku. Ponad trzy czwarte rekrutów wywodziło się z chłopstwa, większość unikała służby, mając w pamięci pobór do armii carskiej. Kapelan musiał wnikać w ich psychikę, przeżycia, poznawać ich. – Była to posługa nie tylko duszpasterska, ale także edukacyjna i patriotyczna – przyznaje ks. Kępa.
Naczelne dowództwo uważało, że autorytet kapłana podziała na młodzież najbardziej zaniedbaną pod względem wychowania obywatelskiego. Kapelan zakładał więc biblioteki, organizował pogadanki, kursy dla analfabetów, teatrzyki patriotyczne, przeciwdziałał pijaństwu i kradzieżom. Od 1920 roku rozkazem bp. Galla comiesięczną Mszę w intencji armii kończyło odśpiewanie „Boże, coś Polskę”, a żołnierzy zachęcano do lektury „Rycerza Polskiego”. Po wojnie 1920 roku trzeba było przeorganizować duszpasterstwo na czas pokoju. – Sytuacja ustabilizowała się po podpisaniu konkordatu w 1925 roku – mówi ks. Kępa. – Rok później powstał statut określający jurysdykcję i obowiązki kapelana oraz strukturę duszpasterstwa. Bp Gall powołał parafie wojskowe, a duszpasterstwo oparł na kościołach garnizonowych.

Ornat z muzeum ateizmu

Następca bp. Galla, bp Józef Gawlina, szykował duchowieństwo na wypadek wojny: studenci teologii szkolili się w obronie przeciwlotniczej i przeciwgazowej, w seminariach wprowadzono wykłady z duszpasterstwa wojskowego. Zakupiono przenośne kaplice polowe.
1 września 1939 roku tysiące żołnierzy samorzutnie przystąpiły do spowiedzi – za konfesjonał służył pieniek czy stopień pułkowego samochodu. Nawet niepraktykujący w niebezpieczeństwie z modlitwy czerpali siły do walki. Kapelan szukał rannych, rozgrzeszał, wysłuchiwał ostatnich słów skierowanych do najbliższych. Udzielał pomocy zarówno polskim, jak i niemieckim żołnierzom. Wojna przerzedziła szeregi: wskutek zbrodni katyńskiej zginęło 24 kapelanów katolickich i kilkunastu innych wyznań i religii. Ilu zginęło podczas wojny? – Nie znamy pełnej liczby – mówi ks. Kępa. – W kaplicy pamięci katedry polowej ich nazwiska wypełniają dwie tablice, od podłogi do sufitu.
Po klęsce wrześniowej bp Gawlina zorganizował duszpasterstwo Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie. W 1942 roku otrzymał zgodę rządu sowieckiego na pobyt w Rosji. – Towarzyszył tworzeniu się polskiej armii pod dowództwem gen. Andersa – opowiada ks. Kępa. – Wyjechał z ostatnim transportem, był ze swoimi żołnierzami pod Monte Cassino, służył im także jako sanitariusz.
Kiedy w maju 1943 roku na terenie ZSRR zaczęła się formować 1 Dywizja Piechoty im. T. Kościuszki z ppłk. Zygmuntem Berlingiem na czele, do Sielc nad Oką został sprowadzony z Kresów ks. mjr Wilhelm Kubsz. – Odbierał przysięgę od Berlinga, obok stała Wanda Wasilewska, a on miał konstytuować polskość tej armii – mówi ks. płk Leszek Kołoniecki, emerytowany kapelan wojskowy. – Można się zżymać, że tamci kapelani byli na usługach sowieckich, ale przecież ich posługa jest ponad podziałami.
Jeszcze przed przyjazdem do Sielc ks. Kubsz miał na to zgodę delegata papieskiego, od którego też otrzymał wino mszalne i komunikanty. Ornat przyjechał z muzeum ateizmu w Moskwie, a sutannę uszył krawiec teatralny. Żołnierze myśleli, że to „nasłany, przebrany kapelan”, z czasem się do niego przekonali. W urządzonej w domu wczasowym kaplicy wstawił obraz Matki Bożej na tle Orła Białego.

Biskup tysiąca kazań

Po wojnie kadrę zmniejszono o połowę, a kapelani działali pod Generalnym Dziekanatem, którego zwierzchnika powoływało – bez porozumienia z Episkopatem – państwo. Na likwidację duszpasterstwa w Polsce komuniści, jako jedyni z bloku wschodniego, nie zdecydowali się. Działalność kapelanów ograniczała się do odprawiania pogrzebów wojskowych. Do koszar nie mieli wstępu, chodzili pod krawatem, o ich funkcji świadczył krzyżyk z liściem laurowym w klapie munduru. Jednocześnie żołnierze chodzący w mundurze na Msze, chrzczący dzieci i posyłający je do Pierwszej Komunii mogli pożegnać się z awansem.
Władza próbowała użyć kapelanów w rozgrywkach z Episkopatem. Ich zadaniem było likwidowanie konfliktów między biskupami a księżmi z upaństwowionego Zrzeszenia Katolickiego Caritas i tzw. księżmi patriotami. – Kiedy w 1978 roku kard. Stefan Wyszyński posyłał mnie do duszpasterstwa polowego, mówił: „Synu, ktoś musi tam służyć” – wspomina ks. Kołoniecki. – Stanowczo zakazywał wstępować księżom do Zrzeszenia Caritas i czytać jego periodyk „Głos Kapłana”. Ale wśród 30 kapelanów było nas zaledwie dwóch księży „niepatriotów”.
W 1989 r. polski rząd prowadził rozmowy ze Stolicą Apostolską, by przywrócić rangę duszpasterstwa wojskowego. – 21 stycznia 1991 roku Jan Paweł II ustanowił Ordynariat Polowy – mówi ks. Kępa. – Biskupem polowym mianował ks. Sławoja Leszka Głódzia, który zwiększył liczbę kapelanów, otworzył dla duszpasterstwa drzwi koszar, budował nowe kaplice wojskowe i kościoły garnizonowe, bo bywało, że kapelani odprawiali Msze w świetlicach czy na korytarzach. W Zegrzu Pomorskim na spotkanie z Janem Pawłem II przybyło 40 tys. żołnierzy. Papież to wydarzenie określił mianem „rezurekcyjnego odkrycia”.
Bp Głódź wystarał się o przywrócenie kościołowi garnizonowemu przy ul. Długiej w Warszawie rangi katedry polowej. Katedra była i jest własnością wojska. W czasie posługi bp. Głódzia było 120 zawodowych kapelanów. Liczba parafii w różnych latach wahała się od 60 do 70. W jednej z nich, w Kielcach, służył ks. gen. Sławomir Żarski. – Poszedłem za wezwaniem biskupa polowego: Militio pro Christo, „Walczę dla Chrystusa” – mówi. – W kieleckim Centrum Przygotowań do Misji Zagranicznych posługiwało wtedy blisko 700 żołnierzy. Przed wyjazdem do Kambodży czy Libanu omawiałem z nimi tamtejsze religie, przy okazji mówiąc o katolickiej. Cieszyli się, że księża wreszcie mieli wstęp do jednostek. Wielu z nich uporządkowało życie sakramentalne: wzięło ślub kościelny, ochrzciło dzieci, posłało je do Pierwszej Komunii.
Ks. Żarski wspomina, jak przed wyjazdami na misje jechali – nawet w 10 autokarów – na Jasną Górę. Tam wielu przystępowało do spowiedzi pierwszy raz od lat. Podobnie zależało im na tym przed złożeniem przysięgi. Za czasów bp. Głódzia powstał rytuał wojskowy w liturgii. – Początkowo nie wiedzieliśmy, jak żołnierz ma się zachować w kościele: zdejmować czapkę czy nie, klękać czy stać – mówi ks. Żarski, który dla żołnierzy na misjach opracował śpiewnik religijny oraz śpiewnik pieśni żołnierskich i patriotycznych.
Następcą bp. Głódzia został w 2004 roku bp Tadeusz Płoski – znany jako „biskup tysiąca kazań”, bo tyle ich wygłosił jako biskup polowy. Kiedy zginął w katastrofie smoleńskiej, na urząd Benedykt XVI powołał bp. Józefa Guzdka. – Ważną jego inicjatywą było wystaranie się o możliwość nominacji oficerskich tych księży, którzy jako alumni pełnili obowiązkową służbę wojskową – mówi ks. Kępa. – Było to aktem sprawiedliwości i zadośćuczynieniem wobec tych, którym w ramach represji wobec Kościoła przerwano studia seminaryjne i przywdziano w wojskowy mundur.
W tej chwili etat duszpasterski zmniejszył się z 180 kapelanów zawodowych do 120, choć po utworzeniu Wojsk Obrony Terytorialnej zapotrzebowanie rośnie. Kilka kościołów zostało przekazanych odpłatnie diecezjom, kilka z nich po zdesakralizowaniu zostało wykorzystanych na cele świeckie. Kilkudziesięciu kapelanów powróciło do swoich diecezji czy zakonów, by tam włączyć się w duszpasterstwo cywilne. Ci, którzy chcą służyć jako kapelani, po święceniach kapłańskich przez 4-6 lat pracują w archidiecezji warszawskiej, a później mają możliwość przejścia do Ordynariatu Polowego.
Można zapytać, do czego potrzebny jest Ordynariat w czasie pokoju. Zapowiadając stulecie ustanowienia Biskupstwa Polowego w Polsce, tak mówił o tym bp Guzdek: „Tam, gdzie żołnierze narażeni są na zranienia i śmierć, potrzebny jest kapelan, który umacnia ich w wierze, wlewa w ich serca nadzieję i utwierdza w przekonaniu, że służąc sprawie pokoju i bezpieczeństwa oraz niosąc pomoc humanitarną miejscowej ludności, są współpracownikami Jezusa, Księcia Pokoju”.

 

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!