TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Ernesta, Jana, Marka 27 Marca 2019, 03:28
Dziś -4°C
Jutro 8°C
Szukaj w serwisie

Wszystko pod kontrolą

Wszystko pod kontrolą

Nie raz słyszę, gdy ktoś mówi: lubię mieć wszystko pod kontrolą. Tak, są ludzie, którzy tak mają i tę kontrolę przenoszą na różne dziedziny życia. Ta dziwna przypadłość jest niezależna od wieku.

Śmieszy mnie to zawsze, kiedy słyszę takie brednie. Bo przecież to złudzenie, że możemy kontrolować wszystko, co się w naszym życiu dzieje. A może tylko ja mam takie szczęście, że Pan Bóg niejednokrotnie pokazywał mi, jak nad wieloma sprawami nie mam władzy. Dzięki temu bardzo skutecznie wyleczył mnie z myślenia o kontrolowaniu czegokolwiek. Co to daje? Wolność i szczęście. Ponieważ wiem, że nad wszystkim panuje Ten, który jest ode mnie o wiele mądrzejszy, mocniejszy i kocha bardziej. Nie muszę też za wszelką cenę utrzymywać status quo, choćby było nie wiem jak dobre.
Bóg nieustannie chce nas okradać ze „świętego spokoju” i poczucia bezpieczeństwa budowanego na sobie. Jeśli Mu zaufamy, otrzymamy prawdziwie święty pokój i bezpieczeństwo zagwarantowane Jego miłością do nas. W proroctwie Izajasza czytamy słowa wypowiedziane przez Pana: „Sprawię, że niewidomi pójdą po nieznanej drodze, powiodę ich ścieżkami, których nie znają, ciemności zmienię przed nimi w światło, a wyboiste miejsca w równinę. Oto są rzeczy, których dokonam i nie zaniecham” (Iz 42, 16). Jeśli nie przestraszymy się tego, co nowe; jeśli nie będziemy uparcie trwali w jakimś schemacie, zaczną dziać się rzeczy niemożliwe. Mniejsze i większe cuda. Przede wszystkim jednak przekraczanie własnych lęków, wątpliwości i wszelkich „ale” zacznie zmieniać nas samych. Bóg posyła nas, jak owce między wilki (Mt 10, 16), bez torby i żadnych zabezpieczeń (Mt 10, 10), zachęca, by wypłynąć na głębię (Łk 5, 4). W zamian otrzymujemy obietnicę, że zawsze stoi po naszej stronie. Ale nie tylko. Za każdym razem, kiedy pozwalamy Bogu, by wprowadził nas na kolejną „nieznaną drogę”, przekonujemy się o Jego wierności. Mglista obietnica powoli zamienia się w pewność jej dotrzymania. Przekonują nas o tym słowa Jezusa: „O cokolwiek byście prosili Ojca, da wam w imię moje. Do tej pory o nic nie prosiliście w imię moje: Proście, a otrzymacie, aby radość wasza była pełna” (J 16, 24). Jeśli nie wypuścimy naszego życia z rąk, nie przekonamy się, co to znaczy. Podczas Ostatniej Wieczerzy Jezus zapytał apostołów: „Czy brak wam było czego, kiedy was posyłałem bez trzosa, bez torby i bez sandałów?”, a oni odpowiedzieli: „Niczego” (Łk 22, 35). Nie przekonaliby się o tym, gdyby nie zaufali. Piotr nie dokonałby wielkiego połowu, gdyby nie wypłynął na jezioro w najbardziej beznadziejnym miejscu i porze. Nie byłoby rozmnożenia chleba, gdyby uczniowie nie zaczęli łamać i rozdawać kilku bochenków. Co my zrobilibyśmy na ich miejscu? Co robimy w różnych sytuacjach? Być może zazdrościmy innym, że w ich życiu dzieją się cuda; że Bóg ma swoich ulubieńców, którym daje więcej, a nas traktuje „po macoszemu”. A może po prostu jednak bardziej ufamy sobie niż Bogu. Polegamy na własnych możliwościach, a nie na Jego mocy. Może to jest jedyny sekret Bożych wybrańców - zaufanie. Takie, które wymyka się ludzkiej logice i graniczy z absurdem. Takie nie do pojęcia. Da się bez tego żyć. Można bez tego być człowiekiem religijnym czy nawet wierzącym w Boga. Żyć w sakramentalnym małżeństwie lub jako zakonnik, ksiądz czy biskup. Zaufanie Bogu nie stanowi koniecznego warunku do wejścia na którąś z tych dróg. Ale będzie to jednak życie uboższe i smutniejsze. Jeszcze smutniej może być komuś w momencie śmierci. Być może będzie to największa próba zaufania. Idea posiadania wszystkiego pod kontrolą rozsypie się w proch.

Katarzyna Strzyż

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!