TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Danuty, Daniela, Juliany 16 Lutego 2019, 21:22
Dziś 0°C
Jutro 9°C
Szukaj w serwisie

Wezwany spośród owiec

Wezwany spośród owiec

Dawid był najmłodszym z synów Jessego. Wypasał owce. Codziennie prowadził je na miejsca, gdzie mogły znaleźć coś do jedzenia, do wodopoju, chronił przed drapieżnikami. I choć lubił swe zajęcie to czasem z nutą zazdrości patrzył na swoich braci. Przewyższali go swym wzrostem i siłą. Cieszyli się uznaniem mieszkańców Betlejem. Tymczasem życie Dawida toczyło się w ich cieniu.

Czasem czuł się zapomniany przez wszystkich. Spędzał kolejne dni w samotności, wędrując obrzeżami judejskiej pustyni i górskimi ścieżkami Judei. Umiał walczyć. Nie bał się. Wiele razy przeganiał dzikie zwierzęta. Zdarzało się, że lwy próbowały porwać jakąś owcę z jego stada. I choć były o wiele silniejsze i groźniejsze Dawid nigdy się nie cofał przed nimi. Wiedział że w bezpośrednim starciu nie miał żadnych szans. Dlatego nie polegał jedynie na swej sile. Zawsze miał w pogotowiu procę i torbę z kamieniami. Z dużej odległości potrafił zadać celny cios. Uderzał tak, by odgonić atakujące zwierzę, a w razie potrzeby zabić.

Skuteczna broń
Niepozorna broń pomagała mu skutecznie pokonać przeciwnika. Dzięki niej wychodził obronną ręką z wielu opresji. I nigdy nie pozostawił powierzonego mu stada samego. Czas spędzony na pustyni nauczył go także zaufana Bogu. Wiara była dlań fundamentem.
Wiele razy spoglądał na pobliskie wzgórza Moabu. Z tej ziemi wyrastała cześć jego życia. Stamtąd pochodziła jego prababka Rut. Ona nie tylko przyjęła wiarę w Boga Izraela, ale połączyła swe życie z Hebrajczykiem imieniem Booz. Tak złączyły się losy poganki i Izraelity. Związały je miłość i wiara. Ta nietypowa historia wiązała się z początkami rodu Dawida, choć czasem zdawało mu się, że jest zapowiedzą jakiejś odległej przyszłości, gdy losy pogan złączą się z losami narodu wybranego, budując jedną wspólnotę ludu Bożego. Linie wzgórz Moabu przypominały mu również historie Hebrajczyków, ich wędrówkę ku Ziemi Obiecanej. Opowiadały o czasach prób i znaków, pośród których Izraelici rozpoznawali obecność Boga. To wspomnienie stanowiło dla Dawida lekcję wiary. Ona dawała oparcie w codziennym życiu. Uczyła przyjmować to, co niesie dany dzień. Stawiać czoło przeciwnością. Dziękować za wszelkie dobro. Wiara była dla Dawida silniejszą i skuteczniejszą bronią niż noszona proca, choć zdawał sobie sprawę, że należy pamiętać o jednym i drugim, gdyż Bóg w swym działaniu posługiwał się niejednokrotnie tym, co na pozór nie miało nic wspólnego z nadprzyrodzonymi środkami.

Posłańcy proroka
Owego dnia Dawid, jak co dzień, wyruszał z owcami na wypas. Było mu trochę szkoda opuszczać Betlejem, gdyż zapowiadano przybycie proroka Samuela. Wiele o nim słyszał. Prorok budził jego ciekawość. Chciał zobaczyć, jak wygląda, usłyszeć jego słowa. Jednak zamiast tego przyszło mu zająć się codziennymi obowiązkami. Może po powrocie posłucha o tym, co się zdarzyło i o tym, co usłyszano od proroka. Teraz udał się w kierunku pustyni.
Jednak wydarzenia potoczyły się w nieprzewidziany sposób. Po kilku godzinach ciszę pustyni przerwały rozgorączkowane okrzyki. Przybyli posłańcy. Szukali Dawida. Nie miał powodu, by się przed nimi ukrywać, ale był zaskoczony ich przybyciem. Z ich gorączkowych opowieści wyłaniał się zaskakujący obraz. Prorok Samuel zażądał, aby Jesse przyprowadził swych synów. Miał dla któregoś z nich ważną misję. Jednak na żadnego z nich nie wskazał, ale polecił, aby sprowadzono Dawida. Słowa posłańców wydawały się Dawidowi nieprawdopodobne. Może podczas uczty biesiadnej wypito zbyt dużo wina i ktoś postanowił sobie z niego zażartować? A może upał i przebyta droga sprawiły, że posłańcy pomieszali fakty. Jednak owi ludzie wyglądali na trzeźwych i rozsądnych. Ponadto byli bardzo przejęci swą misją. Przynaglali Dawida, by ruszył w drogę. Byli gotowi użyć siły, gdyby stawiał im opór. Próbował się wymówić, powołując się na pasterskie obowiązki. Przecież nie pozostawi stada na pastwę losu. Wtedy ktoś z posłańców zgodził się pozostać, by dopilnować zwierząt. Dawidowi nie pozostało nic innego, jak udać się w drogę. Trudno, najwyżej narazi się na pośmiewisko. Choć chyba nikt nie byłby tak nieodpowiedzialny, by dla głupiego żartu narażać na szkodę powierzone mu przez mieszkańców miasta owce.

Namaszczenie na króla
Gdy znaleźli się w pobliżu wzgórz betlejemskich zauważył zgromadzoną starszyznę, a pośród niej swego ojca i braci. Między nimi stał prorok. Oczy wszystkich skierowane były w stronę Dawida. Zdawali się z niepokojem oczekiwać jego przybycia. Teraz widział, że wezwanie przekazane przez posłańców nie było żartem. Sprawa wyglądała bardzo poważnie. Poczuł niepokój. Zastanawiał się, czy nie wycofać się i nie uciec w obliczu niejasnej sytuacji.
Jednocześnie w głębi serca odczuwał wezwane, głos jak gdyby płynący z niebios, który wzywał go, by stanął przed prorokiem. Temu wezwaniu nie potrafił się oprzeć. Przynaglony nim stanął pośród zgromadzenia. Wtedy usłyszą słowa proroka Samuela. W pierwszej chwili Dawidowi zdawało się, że ulega jakieś halucynacji lub złudzeniu. Samuel mówił bowiem o wybraniu go przez Boga na władcę Izraela. W jego ręce Bóg składał losy swego ludu. Dawid nic z tego nie rozumiał. Przecież na tronie zasiadał Saul. Jak więc on miałby zostać królem Hebrajczyków? Może to zapowiedź dalekiej przyszłości? Ale przecież Saul miał syna - Jonatana, następcę tronu. Samuel nie poprzestał jednak na słowach, ale wziął naczynie z oliwa i namaścił Dawida, tak jak namaszcza się władcę. To już nie były zapowiedzi, to były fakty. Ogłosił wobec całego zgromadzenia, że jest on z woli Boga królem Izraela. Nie był to jedynie gest proroka. Dawid bowiem w chwili namaszczenia doświadczył szczególnej obecności i bliskości Bożego Ducha. Gdy oliwa spływała po jego skroniach, poczuł jak gdyby Ktoś niematerialny przeniknął jego osobę, zawładnął jego wnętrzem, choć - co było dlań jeszcze trudniejsze do zrozumienia - czyniąc to ów Ktoś pytał go o zgodę, tak jak podróżny pukający do bramy domu i proszący o możliwość wejścia do wnętrza. Dawid nie stawał oporu. Poddał się działaniu Boga. I jednocześnie zdał sobie sprawę, że ot tej chwili już nigdy nie powróci do swych owiec pozostawionych pośród pustyni.

Tekst ks. Krzysztof P. Kowalik

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!