TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Łukasza, Kai, Nastazji 22 Kwietnia 2019, 18:37
Dziś 13°C
Jutro 16°C
Szukaj w serwisie

W trasie z Kostką

W trasie z Kostką

Czy szkoła jest dobrym miejscem, by głosić Ewangelię? Czy muzyka łączy pokolenia? Wreszcie – jaki potencjał jest w mieszkańcach mniejszych miejscowości?

Nikt specjalnie nie szukał odpowiedzi na te pytania. One przyszły same i stały się wartością dodaną kilkudniowej trasy koncertowej zespołu Ignis. Całemu wydarzeniu patronował św. Stanisław Kostka, bo „Kostka znaczy więcej”. Człowiek, który już w młodości postawił wszystko na jedną kartę, podjął ryzyko, wybrał jedną drogę i potem już się jej trzymał, nie zważając na przeciwności. Świetny patron dla współczesnej młodzieży, ponieważ przypomina o takich wartościach, jak wytrwałość w dążeniu do celu, pokonywanie trudności, a nie „odpuszczanie sobie” przy pierwszej lepszej przeszkodzie. Kostka był młodym chłopakiem, ale nie mówił „to się nie uda”, „to jest bez sensu”, „nie dam rady”. Podobnie było z zaplanowaną trasą koncertową młodego zespołu Ignis. Początkowo miała biec przez południową Polskę, ale ostatecznie wytyczyło ją kilka parafii naszej diecezji. Parafii, co należy dodać, niezbyt dużych – najmniejsza ma niespełna tysiąc parafian, największa natomiast ponad trzy tysiące. Zarówno dla zespołu, jak i dla księży, którzy zdecydowali się młodych i niemal obcych ludzi u siebie ugościć, było to ryzyko. Czy Ignis nie odwali „chały”, a ludzie dadzą się pociągnąć muzyce, której być może na co dzień nie słuchają? Bo rockowe brzmienia z chrześcijańskim tekstem raczej stanowią niszę. A jeśli dodamy do tego fakt, że wykonują ją obcy ludzie, mamy mieszankę wybuchową. Na szczęście dobra muzyka broni się sama. Dzięki temu – co było niemałym zaskoczeniem – została dobrze przyjęta zarówno przez młodzież, jak i starszych.
Niesamowicie miłą niespodzianką była pierwsza parafia, w Lipem, kiedy po niedzielnej Mszy św. na koncercie zostali niemal wszyscy. Nikt nie uciekł w popłochu z kościoła po pierwszej czy drugiej piosence i widać było, że muzyka podoba się ludziom w różnym wieku. Podobnie było w Biadkach, gdzie również koncert odbył się w kościele i także zjawiły się osoby w różnym wieku. Modlitwa i muzyka skutecznie potrafią łączyć pokolenia. Okazuje się, że przekaz, jaki niesie ze sobą chrześcijańskie granie, by nie zagubić się we współczesnym, coraz bardziej zdominowanym przez technologię świecie, trafia nie tylko do ludzi młodych. Przecież także rodzice często patrzą na swoje dzieci „sponad czarnego szkła” własnego smartfona. Jeśli w którymś z nich pojawiła się refleksja, że warto to zmienić – to warto było przejechać kilkadziesiąt kilometrów. Kolejne koncerty w Godynicach, Lututowie i Kostowie były dedykowane wyłącznie dla młodzieży, ale oczywiście nie zabrakło również nauczycieli. W Lututowie i Kostowie chrześcijańskie granie połączone ze świadectwem i przybliżeniem postaci św. Kostki miało miejsce na terenie szkoły. Okazało się, że modlić się można nie tylko w klasie na lekcji religii, ale sala gimnastyczna czy boisko są równie dobre.
Oczywiście łatwiej wciągnąć do wspólnej zabawy najmłodszych, szczególnie jeśli przy muzyce można razem pośpiewać, poklaskać czy modlić się za pomocą gestów. Starsi uczniowie są bardziej wymagający. Muzyka musi się podobać i jeśli nie jest na dobrym poziomie, bezwzględnie ją wyśmieją. I mają rację. Ktokolwiek cokolwiek tworzy, nie może wychodzić z założenia, że wystarczy, by miało odpowiednie przesłanie. Katolicka treść nie obroni bylejakości. Potrzebne jest świetne wykonanie. Jednocześnie w czasach, kiedy jesteśmy zawaleni masą pseudoprogramów, łatwej rozrywki, serialików typu „Szkoła” czy „Pielęgniarki”, gdzie nie spotkamy genialnej gry aktorskiej. Dawno temu Jerzy Sthur śpiewał o tym, że „każdy śpiewać może”, ale pewnie nawet nie myślał, jak to będzie wyglądało dzisiaj. Kiedyś ta piosenka była zabawna, niestety chyba zbyt wielu wzięło ją na serio, dzięki czemu media pełne są chałturzących wykonawców, samozwańczych aktorów i beznadziejnych prowadzących.
Potrzeba zatem dobrej muzyki nie tylko, by przekazywać nam dające do myślenia treści, ale także po to, by obudzić na nowo w nas pragnienie piękna. Potrzeba nam zachwytu, a nie tylko głupawej „beki”. Czy będziemy potrafili kiedyś zachwycić się niebem, jeśli w ciągu życia całkowicie pozbawimy się tej umiejętności i stracimy wrażliwość na to, co piękne? Czym tak naprawdę karmimy swoje zmysły? Czy potrafimy jeszcze doceniać to, co wspaniałe w świecie? Czy w ogóle tego szukamy? Może w nawale obowiązków, pracy, ciągłego braku czasu, wybieramy wyłącznie łatwostrawne treści, które na chwilę pozwolą wyłączyć nam myślenie i „odmóżdżą”. Dlatego czasem trzeba wejść na czyjś teren i niejako zmusić kogoś do uczestnictwa w czymś naprawdę fajnym. Tak było np. w Lututowie, gdzie koncerty odbyły się w ramach lekcji. Okazało się jednak, że nie był to czas zmarnowany, a dzieciaki świetnie się bawiły. W Godynicach i Kostowie najmłodsi sami podchodzili, by z bliska obejrzeć instrumenty, a nawet zagrać m.in. na perkusji. Właśnie oni wykazywali największą ciekawość i odwagę, by ją zaspokoić.
Zespół Ignis powstał w 2015 r. i tworzy go obecnie pięciu wykonawców: Weronika Kałżążna z Różanopola (wokal), Marta Jaworska (klawisze), Mateusz Ozimek (gitara elektryczna) i Jakub Mikołajczyk (perkusja) ze Stawiszyna oraz Tomasz Kołata (gitara basowa) z Kalisza. Idea wspólnego grania narodziła się w Stawiszynie, dzięki ks. Aleksandrowi, ówczesnemu wikariuszowi. Młodzi muzycy mają na swoim koncie epkę z czterema autorskimi kawałkami, ale wykonują więcej utworów z własnym tekstem i muzyką.

Katarzyna Strzyż

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!