TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Jana, Moniki, Wiktora 21 Maja 2019, 18:39
Dziś 16°C
Jutro 19°C
Szukaj w serwisie

Stygmatyk u św. Jana Pawła II

Stygmatyk u św. Jana Pawła II 

26 marca w parafii pw św. Jana Pawła II podczas Mszy św. i nabożeństwa wieczornego gościł brat Elia, który przyjechał z Włoch, by modlić się wraz z wiernymi i za wiernych. 

Brat Elia jest stygmatykiem, ma dar bilokacji, uzdrawiania, czyta w ludzkich sercach.  Nazywany jest często drugim Ojcem Pio czy „bratem pocieszenia”. Nigdy nie mówi o sobie sam, jego historię opowiada inny brat, a że po włosku to konieczny jest tłumacz. Tak było i w kaliskiej świątyni, gdzie na nabożeństwo przybyło bardzo wiele osób. Świątynia nie pomieściła wszystkich i pomimo zimna i padającego deszczu dziesiątki wiernych stało wokół kościoła.

Ojciec Elia mówi, że jest tylko osiołkiem Jezusa. Z uśmiechem mówi, że tak nazywa go ojciec Pio.  Brat Elia jest zakonnikiem, pierwotnie był w zakonie kapucynów.  W 2000 roku założył wspólnotę Apostołów Bożych (Apostoli di Dio) w Calvo w Umbrii. 

Brat Elia przyszedł na świat 20 lutego 1962 roku, w prowincji Brindisi na północy Włoch. Był ósmym dzieckiem Pompei Argenteri i Carmela Elii. Wszystko było dobrze kiedy nagle przestał przyjmować pokarmy, wręcz je wypluwał. Lekarze nie wiedząc co mu jest, skazali go praktycznie na śmierć. Jednak chłopiec przeżył. Był to okres Wielkiego Postu. W Wielką Sobotę wszystko wróciło do normy. Od tego momentu w Wielkim Poście cokolwiek Elia zje zaraz zwymiotuje. Jego organizm to odrzuca. Jednak to nie wszystko. Kiedy miał 7 lat, widział anioły, niestety nikt mu nie wierzył. Kiedy miał 10 lat, grając z kolegami w piłkę, na ulicy podeszła do niego kobieta i powiedziała, by wszedł do kościoła i odmówił Różaniec. Kiedy Cataldo wszedł do środka, zawołał go ksiądz by poprowadził Różaniec. Po modlitwie duchowny wręczył mu medalik z Matką Bożą. A ten zdumiony stwierdził, że tą właśnie panią spotkał przed chwilą na ulicy. Kiedy Cataldo skończył 18 lat wyjechał do Mediolanu, gdzie pracował jako listonosz. Pewnego dnia poszedł z paczką do zakonu kapucynów. Poczuł wtedy, że to jego miejsce. W 1985 roku wstąpił do nowicjatu Zakonu Braci Mniejszych Kapucynów w prowincji Lombardii i przyjął imię Elia. Pięć lat później złożył pierwsze śluby. I wtedy zaczęła się jego kalwaria. Mając 28 lat,11 lutego 1990 roku otrzymał stygmaty. – Dostał je w obecności innych braci, podczas zajęć z liturgiki. Na jego ciele pojawiła się krew, lekarze nie potrafili wyjaśnić, co się dzieje. Jeden ze współbraci  powiedział mu, że otrzymał stygmaty.  Przerażony pobiegł do kaplicy, gdzie po otwarciu  tabernakulum zaczął krzyczeć: „Boże, weź to ode mnie! Nie dam rady!”. Potem wybiegł z klasztoru i chciał się rzucić w przepaść, jednak jakaś ogromna siła rzuca nim o trawę. Przerażony upadł. Wtedy ujrzał Matkę Bożą, która powiedziała, by przyjął te stygmaty i wziął udział w męce jej Syna. Brat Elia wrócił więc przed tabernakulum, przyklęknął. Bracia widzieli jak Elię otaczało światło. Mimo to Elia modlił się, by Bóg mu je zabrał, bo na nie nie zasługuje. Nie było mu łatwo z tym żyć, był ciągłym obiektem ataków diabła. Zły rzucał nim o ścianę, dusił go jako wąż. Po tym brat Elia był często wyczerpany. Wtedy Bóg posłał do niego anioła. Raz zapytał Matkę Bożą, dlaczego musi to wszystko znosić. Odpowiedziała: „Tak uwalniasz wiele dusz od potępienia”.

W1990 roku brat Elia po raz pierwszy w Wielkim Tygodniu przeżył pasję Chrystusa. Do tuż w Wielki Piątek rano pojawia się wysoka gorączka, a po godzinie 14, zaczyna odczuwać biczowanie. Na jego plecach pojawia się krew, ma opuchniętą twarz. Po godzinie 15. traci przytomność  Zaczyna umierać jak Chrystus. Rano w Wielką Sobotę rany powoli znikają, wieczorem pozostają już tylko stygmaty. A w Niedzielę Zmartwychwstania rano Elia wstaje tak, jak gdyby nic się nie wydarzyło.  

Kiedy już została w Kaliszu opowiedziana jego historia na zakończenie Mszy św. głos zabrał sam brat Elia. Właściwie jego wystąpienie to rzeka pytań, które stawiał zgromadzonym i które dają do myślenia. 

Jednym z pytań było to najważniejsze, a mianowicie o modlitwę. Brat zapytał, czy 10 minut na modlitwę to dużo czy mało? Czy modlitwa to przykry obowiązek, czy coś na co nie możemy się doczekać?  - Jezus prosi, byście modlili się codziennie za chore dzieci, za cierpiących  - mówił brat Elia. Dodając, że chociażby na wypalenie papierosa nie szkoda czasu, a na modlitwę go brakuje.  Dalej mówił do zgromadzonych, że przy ślubie przyrzekali wierność i miłość, mówili sobie kocham, czy z upływem czasu tak jest nadal? Czy potrafią kochać? Przebaczać? Ale czy zawsze? Czy co wieczór mówisz bliskim: „kocham”, „wybaczmy sobie”? Czy słowo „kocham” pojawia się w naszych domach? - Nie krzyczcie w domach, nie przeklinajcie! Bo dopuszczacie tak diabła. Rozmawiajcie z dziećmi. To jest najważniejsze! - wołał brat Elia. 

Dopowiem tylko, że Kościół przygląda się bratu Elii. Na polecenie arcybiskupa Umbrii Vincenzo Paglii został wysłany do Nowego Jorku. Tam przez kilka miesięcy obserwowali go chirurdzy i psychiatrzy. Chcieli po prostu zweryfikować, czy wszystko jest prawdą. Elia w tym czasie rozmawiał ciągle z Chrystusem, który mu powiedział, by nie odpowiadał na pytania lekarzy, bo uznają go za szaleńca. Polecił mu, by poszedł do pobliskiego kościoła i zrobił zdjęcie na białej ścianie. Psychiatrzy zawołali swoich fotografów, bo nie wierzyli bratu, bali się, że ich oszuka. Kupili jednorazowy sprzęt. Zaczął robić zdjęcia. I tylko na jednej klatce coś wyszło. Była to postać Jezusa. Zdjęcie Jezusa obiegło szybko świat. Przypomina obraz namalowany pędzlem. 

Po Mszy św. brat Elia przeszedł wśród zgromadzonych i pobłogosławił wszystkich wodą święconą. W tym czasie odmawiany był Różaniec. 

Arleta Wencwel

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!