TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Antonii, Ignacego, Wiktora 17 Października 2018, 11:42
Dziś 16°C
Jutro 19°C
Szukaj w serwisie

Różaniec

Różaniec

Przy ciele zamordowanego bł. ks. Jerzego Popiełuszki, nie znaleziono jego różańca, mimo, że ponoć nigdy się z nim nie rozstawał. Odnalazł się on wcześniej niż ciało męczennika i to nieoczekiwanie w miejscu, w którym według wszelkich oficjalnych danych, ks. Popiełuszki nie było i być nie mogło, tj. pod mostem drogowym w Toruniu.

Według oficjalnej wersji wydarzeń, trzej oprawcy księdza, Grzegorz Piotrowski, Leszek Pękala i Waldemar Chmielewski, po ucieczce z ich wozu kierowcy księdza, Waldemara Chrostowskiego, zmierzali na włocławską tamę, by tam zamordować swą ofiarę, a następnie zatopić jej ciało w wodach zalewu. W drodze do celu zatrzymali się dwa razy: koło toruńskiego hotelu „Kosmos” i przy stacji CPN.

20 lat później
Różaniec ks. Jerzego znaleźli miejscowi milicjanci rutynowo przeszukujący tamtejszy teren. Dodajmy, że był to obszar oddalony od wspomnianego hotelu „Kosmos” o około 600 metrów. Most, o którym mowa, rozciąga się nie tylko nad Wisłą, ale także nad podmokłymi łąkami i nad tzw. Kępą Bazarową, tzn. zalesioną wyspą przy lewym brzegu rzeki. Wyłącznie osoby, które znają dobrze Toruń wiedzą, że w tym miejscu pod most nie można wjechać przypadkowo i że aby to zrobić trzeba naprawdę bardzo dobrze znać okolicę. Tym bardziej jeśli chce się tam dotrzeć po zmroku. Obecność porywaczy ks. Popiełuszki w tym miejscu musiała być więc starannie zaplanowana.
W trakcie procesu toruńskiego, ani o postoju ekipy Piotrowskiego na łąkach za Kępą Bazarową, ani o różańcu, nie wypowiedziano ani słowa. Informację o tym, że różaniec ks. Jerzego milicja w ogóle odnalazła, upubliczniono dopiero 20 lat po śmierci kapelana „Solidarności”, czyli w 2004 roku. Wtedy bowiem teczkę z różańcem odnaleziono w bydgoskim oddziale IPN. Wcześniej teczka ta była w posiadaniu Urzędu Ochrony Państwa, który przejął ją od SB. Według prokuratora Andrzeja Witkowskiego znaleziony pod mostem w Toruniu różaniec, mógłby dowodzić, iż porywacze księdza, wcale nie udali się z nim na tamę do Włocławka, jak zeznawali w procesie, ale przekazali go po porwaniu drugiej ekipie, a ta przywiozła księdza do Torunia i oddała kolejnej.
Przypuszczenie to wydają się potwierdzać doświadczenia z psem tropiącym, które po porwaniu księdza, aż trzykrotnie powtarzano w miejscu uprowadzenia. Trop ciągnął się kilkaset metrów drogą prowadzącą do miejscowości Górsk i tam się urywał. Możliwe, że właśnie tam ks. Jerzego przejęła druga ekipa. Warto też przypomnieć, że kiedy zbiegły porywaczom Waldemar Chrostowski przybiegł do hotelu robotniczego w Przysieku, wołał od drzwi, że ks. Popiełuszkę porwano i zabrano do lasu, nie mówił nic o zamknięciu go w bagażniku samochodu.

Różaniec w trawie
W październiku 1984 roku różaniec ks. Popiełuszki znalazł podporucznik SB o nazwisku Roman Szypielewicz. „Nasze zadanie polegało na tym, żeby znaleźć ślady mogące mieć związek z księdzem Popiełuszką. Na pewno, przypominam sobie, że postawiono przed nami zadanie poszukiwania zegarka elektronicznego, z pozytywką - zeznał Szypielewicz we wrześniu 2004 roku. - Nie pamiętam czy była mowa o jeszcze jakichś przedmiotach, których mieliśmy szukać. (…) Na trawniku znajdującym się mniej więcej na wysokości mostu, znalazłem różaniec z drewnianymi, brązowymi, okrągłymi paciorkami. Oprócz tego znaleźliśmy jeszcze okulary przeciwsłoneczne i plastikowy grzebyk, nie pamiętam jakiego koloru. Przedmioty te znajdowały się w odległości kilku metrów od różańca. W związku z tym, że te działania poszukiwania prowadziliśmy w sprawie księdza Popiełuszki, a różaniec korespondował z tym tematem, to różaniec ten podniosłem z trawy, w której leżał. Wzrokowo oceniłem, nie dotykając go, że jego drewniane paciorki były przesiąknięte wilgocią, przy czym była to wilgoć naturalna, wynikająca z charakteru podłoża, na którym znajdował się różaniec. Wilgoć ta wynikała z rosy, mgły, z wilgoci samej trawy. Różańca palcami nie dotykałem, tylko wziąłem go przez płócienną chusteczkę (taką do nosa), zawinąłem w nią i schowałem do kieszeni.
Nasuwa się pytanie, dlaczego tak zrobiłem i nie zostawiłem różańca w miejscu jego znalezienia Zrobiłem tak dlatego, że był to teren otwarty, niestrzeżony. Nie mieliśmy żadnej łączności, w związku z czym zatrzymaliśmy przejeżdżającego łazika milicyjnego, z którego radiostacji przekazaliśmy informację do dyżurnego Rejonowego Urzędu Spraw Wewnętrznych w Toruniu, o znalezieniu dewocjonaliów, które mogły być związane z poszukiwanym księdzem Jerzym Popiełuszką”.

Po paciorkach do prawdy
Zarówno w 1984 roku, jak i dwadzieścia lat później, Szypielewicz zeznawał, że znalazł różaniec w trawie, pod mostem w Toruniu, nieopodal ruin Zamku Dybowskiego. Tymczasem według porucznika Andrzeja Kosowskiego, pracownika kontrwywiadu biorącego udział w poszukiwaniach, Szypielewicz miał stwierdzić w czasie poszukiwań, że różaniec znalazł w nieco innym miejscu tj. kilkanaście metrów dalej, na ścieżce biegnącej w dół w kierunku ruin. W dodatku taką wersję przedstawił w notatce służbowej spisanej zaraz po zakończeniu poszukiwań. Warto dodać, że notatka ta mówiła także o ujawnieniu na miejscu, na nieuczęszczanej drodze, śladów opon samochodowych.
Niedługo po odnalezieniu różańca podporucznik Szypielewicz został zwolniony z SB z powodu niekompetencji. Zarówno prokurator Andrzej Witkowski (o którym jego wrogowie mawiają oszołom i mitoman), ks. Stanisław Małkowski (przyjaciel ks. Jerzego, który również był represjonowany przez SB), dziennikarz śledczy Wojciech Sumliński, czy prof. Wojciech Polak z toruńskiego UMK, zgodnie twierdzą, że różaniec znaleziony pod toruńskim mostem jest najmocniejszym z dowodów przeczących oficjalnym ustaleniom dotyczącym okoliczności porwania i śmierci bł. ks. Popiełuszki.

Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!