TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Klaudyny, Romana, Tomasza 18 Listopada 2018, 13:04
Dziś 5°C
Jutro 2°C
Szukaj w serwisie

Powrót Admirała

Powrót Admirała

Niedawno w Kwaterze Pamięci na Cmentarzu Marynarki Wojennej w Gdyni zostali pochowani admirał Józef Unrug ze swoją żoną Zofią. Czym syn pruskiego generała zasłużył sobie na taki honor?

Na Helu i w Gdyni Oksywiu 1 i 2 października miały miejsce uroczystości pogrzebowe admirała Józefa Unruga, twórcy polskiej floty wojennej i dowódcy obrony Wybrzeża w 1939 roku. W pogrzebie uczestniczyli najwyżsi przedstawiciele władz Rzeczypospolitej na czele z Prezydentem. Kondukt prowadził Biskup Polowy Wojska Polskiego. Admirał spoczął w kwaterze Pamięci obok swoich podkomendnych Mieszkowskiego, Staniewicza i Przybyszewskiego, zamordowanych w czasach stalinowskich.

Polak z wyboru
Józef Unrug - podobnie jak jego ojciec i dziadek - był Polakiem z wyboru, pochodził ze starego niemieckiego rodu, którego polska linia osiadła na Ziemi Lubuskiej i na Pałukach. Ojciec Józefa - Tadeusz Gustaw był pruskim generałem z duszą Polaka, a matka saską hrabianką. Młody Józek rozmawiał z matką po niemiecku, ojcem po polsku, a z obojgiem po francusku. Już od dzieciństwa pragnął zostać marynarzem. Z trudem uzyskał zgodę ojca i rozpoczął naukę w kilońskiej Akademii Morskiej. Po jej ukończeniu służył w różnych jednostkach niemieckiej marynarki wojennej, uzyskując fachowe doświadczenie.
Po zakończeniu I wojny światowej w stopniu kapitana świadomie wybrał służbę Odrodzonej Rzeczypospolitej. Jego poświadczeniem polskości było posiadanie majątku Sielec k. Żnina. Otrzymawszy żołnierski przydział poświęcił się całkowicie tworzeniu zrębów polskiej floty, która powstawała od zera (nie było baz, okrętów, regulaminów ani wykształconej kadry). Pierwszy statek polskiej floty wojennej „Pomorzanin” został zakupiony na prywatne nazwisko Józefa Unruga z jego dużym wkładem finansowym. Z jego inicjatywy powstał port wojenny na Oksywiu i stocznia marynarki wojennej, której początkiem była kuźnia polowa w Pucku.
W uznaniu dokonań w tworzeniu polskich sił morskich Unrug uzyskał awans na stopień komandora porucznika. W 1925 roku został dowódcą Floty, od 1933 roku dowodził nią w stopniu kontradmirała. Na tym stanowisku zastał go wybuch wojny. Jako dowódca za swe główne zadanie przyjął rozbudowę floty, a przede wszystkim kształcenie kadry. Był fanatykiem honoru, punktualności oraz odpowiedzialności i tego wymagał od innych.

Moim językiem jest polski
Długo przed rozpoczęciem działań wojennych realistycznie oceniał możliwości militarne Polski. Nie liczył też na wykonanie zobowiązań sojuszniczych ze strony Francji i Anglii. Zawiodła również nadzieja na szybką dostawę sprzętu wojskowego, który Polska chciała zakupić w tych „zaprzyjaźnionych” krajach. Wobec ogromnej przewagi niemieckiej, na morzu dziesięciokrotnej, postanowił uratować najwartościowsze okręty wojenne przez wysłanie do któregoś z sojuszniczych portów. Zgodnie z otrzymanymi rozkazami zamierzał walczyć dopóty, dopóki pozwolą na to okoliczności. We wrześniowej batalii o polskie wybrzeże najdłużej bronił się Hel. Wobec wyczerpania amunicji i żywności 1 października zapadła decyzja o kapitulacji. W swym ostatnim przemówieniu do podwładnych Unrug powiedział: „nie zezwalam na dalszy rozlew marynarskiej i żołnierskiej krwi! Niemcy i tak tę wojnę przegrają. Jeszcze Polska nie zginęła”.
Następnego dnia placówkę przejęli najeźdźcy. Kontradmirał trafił na długie pięć lat do niewoli. Przetrzymywano go w sześciu obozach jenieckich nie szczędząc szykan. W tym czasie nigdy nie posłużył się językiem niemieckim, twierdząc, że „zapomniał go we wrześniu 1939 roku”. W niewoli przeczytał ponad 400 książek, ale ani jednej po niemiecku. Wszelkie próby okupanta, by przeciągnąć go do służby Niemcom, traktował jak zniewagę. Z dumą podkreślał: „Jestem Polakiem i polskim oficerem”, „Moim językiem służbowym jest polski”. Podczas rozmowy z jednym ze swych poddanych stwierdził: „Tym Niemcom się zdawało, że duszę można zmienić!”. W obozach wspierał akcje dokształcania oficerów. Wygłaszał wykłady na temat rolnictwa i motoryzacji. Angażował w naukę języków obcych. Grzeczny i uprzejmy dla współwięźniów, zaś manifestacyjnie wyniosły i oschły dla Niemców.

Na emigracji
Wyzwolony z Murnau 29 kwietnia 1945 roku przez Amerykanów udał się do Londynu, gdzie powrócił do służby w marynarce. Jednak sytuacja polityczna i militarna uległa radykalnej zmianie. Anglicy niechętnie przyznali wizę dla żony i syna Admirała. Polskie okręty nadal wykonywały rozkazy brytyjskiego dowództwa, lecz Polacy stali się dla Wyspiarzy kłopotliwymi gośćmi. Powrót do kolejny raz zdradzonej Ojczyzny okazał się niemożliwy. Tymczasem na Zachodzie pozostawało ponad 200 tys. polskich żołnierzy, w tym niemal 4 tys. marynarzy. Przyszłość rysowała się w ciemnych barwach. We wrześniu 1946 roku zapadła decyzja o likwidacji Polskich sił Zbrojnych na Zachodzie. Unrugowi przypadł smutny obowiązek oddania okrętów, na których tak dzielnie walczyli Polacy. Po demobilizacji Admirał nie otrzymał emerytury. W Londynie nie mógł znaleźć żadnej godnej pracy - proponowano mu słynny zmywak w restauracji. W tej sytuacji skorzystał z oferty byłego podkomendnego i wyjechał do Agadiru, gdzie pracował jako mechanik w firmie połowu sardynek. Po bankructwie firmy pracował jako magazynier części zamiennych do ciężarówek w kopalni manganu. W roku 1957 i tu utracił pracę. W lipcu 1958 roku zamieszkał w Polskim Domu dla Emerytów we Francji. Tutaj poza kosztami zakwaterowania i opieki nie otrzymał żadnego wsparcia. Nie przyjął też oferowanego mu obywatelstwa francuskiego. Nie oczekiwał żadnej jałmużny, więc na swoje utrzymanie zarabiał, pracując jako kierowca w zaopatrzeniu ośrodka. Żywo interesował się losami dawnych podwładnych i sytuacją w Polsce. Bardzo tęsknił za Ojczyzną i rodzinnym majątkiem w Sielcu. Zmarł 1 marca 1973 roku i spoczął na całe 45 lat w Montresor nad Loarą. Jego pragnieniem było spocząć wśród swych żołnierzy na Oksywiu. Testament Admirała został wypełniony 2 października tego roku.

Związki z naszą diecezją
Admirał Józef Unrug miał bardzo bliskie związki rodzinne z naszą diecezją. W Sulmowie par. Goszczanów gospodarzył jego stryj Józef Bartłomiej, a po jego śmierci kuzyn Admirała Jan. Na goszczanowskim cmentarzu spoczywa inny stryj Admirała Kazimierz, poległy w bitwie pod Kołem podczas Powstania Styczniowego. Kolejny stryj Ludwik poległ pod Miłosławiem w czasie Wiosny Ludów (1848 r.). Unrugowie byli uczniami kaliskiego gimnazjum. Dokumenty wspominają Henryka, który wykazał się wielką odwagą i siłą charakteru broniąc prawdy historycznej przed rosyjskimi wykładowcami.
Rodzinna posiadłość Admirała Sielec została po wojnie znacjonalizowana i różne były jej losy. Obecnie jest w prywatnym posiadaniu. Pocieszającym jest fakt, że nowi właściciele kultywują pamięć o jej poprzednich właścicielach, dla których Polska była wielkim zbiorowym obowiązkiem.

Tekst Jan Czarnek
Zdjęcie: zdjęcie z archiwum Horacego Unruga. Trzeci od prawej stoi kontradmirał Unrug
wśród polskich oficerów przetrzymywanych w niewoli

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!