TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Aleksandryny, Józefa, Nicety 19 Marca 2019, 19:56
Dziś 3°C
Jutro 8°C
Szukaj w serwisie

Poetów dwóch - Meandry czwartej władzy

Poetów dwóch

Dzisiaj garść osobistych refleksji na temat dwóch poetów, którzy najbardziej zaistnieli w świecie jako pieśniarze, myślę że ten termin dobrze oddaje obu starszych panów, z których jeden niedawno otrzymał literackiego Nobla, a więc jego poezja została dowartościowana w sposób najwyższy w ludzkich hierarchiach, a drugi właśnie ludzkie hierarchie niedawno zupełnie opuścił i został przeniesiony do innego świata.

Zacznę od tego drugiego. Odszedł jeden z najwspanialszych głosów świata. Odszedł dżentelmen współczesnej muzyki. Odszedł wizjoner i legenda muzyki. Słynny bard nie żyje. Odszedł artysta, który hipnotyzował głosem. To tylko niektóre spośród tytułów prasowych, które obwieściły śmierć Leonarda Cohena, którego osobiście bardzo lubiłem i jest jednym z zaledwie kilku moich osobistych wyborów w świecie muzyki, który towarzyszy mi nieprzerwanie od czasów młodości i bez względu na to, co jeszcze pojawi się w światowej i polskiej muzyce (tu akurat nie liczę na wiele), tak już pozostanie. Mówię o świadomym wyborze, ale chyba jednak lekko naciągam, bo moja przygoda z Cohenem rozpoczęła się podczas pewnego wyjazdu w Bieszczady w grupie młodzieży pod opieką dwóch księży wikariuszy. Byłem wówczas górskim purystą i w głowie mi się nie mogło pomieścić, że jeden z kolegów wziął ze sobą kasetowy magnetofon marki „Kasprzak”. W góry z magnetofonem??? No ale kolega miał ksywę „Stary”, więc się mu wybaczyło. Kiedy wieczorem leżeliśmy już w namiocie, kolega włączał swoją ulubioną muzykę dyskotekową, której my pozostali mieszkańcy nie lubiliśmy i okazało się, że ma też Cohena „I’m your man”. Poszliśmy na kompromis, że jak już coś ma grać, to niech będzie ten Cohen. Leciała więc ta kaseta na okrągło, aż do obrzydzenia, ale po powrocie z Bieszczad stała się ścieżką dźwiękową tej wyprawy i generalnie beztroskiej młodości. I tak już zostało. Tańczyło się przy tych piosenkach, co było o tyle fajne, że rytmy miały zwykle bardzo wolne, więc nie trzeba było mieć wielkich umiejętności. Potem nabywałem każdą kolejną płytę, a ostatnią dostałem w prezencie na imieniny. Już po śmierci Leonarda. Nie interesuję się już dzisiaj (w szkole średniej byłem na tym punkcie zbzikowany i nawet w seminarium mi nie przeszło) biografiami artystów, bo większość z nich to albo „hagiografie” w najbardziej odległym od obiektywności tego słowa znaczeniu, albo sensacje nastawione na zysk. A poza tym nie uważam, aby u muzyków czy pieśniarzy należało szukać jakiejś szczególnej zgodności dobra, prawdy i piękna, bo raczej jej tam nie ma, więc zadowalam się pięknem i wystarczy mi, że tworzą utwory, które mnie uspokajają, relaksują, wzruszają, a nieraz wspomnianym pięknem wręcz porażają i tyle. Jest więc żal, że Leonard Cohen już nic nie napisze, ale było mi miło przeczytać, że był przygotowany na śmierć i mówił o tym w ostatniej opublikowanej już po śmierci rozmowie z Davide Remnickiem z „New Yorkera”: „Ogromną zmianą jest bliskość śmierci. Jestem raczej schludnym typem, lubiącym porządek. Lubię dokańczać rzeczy, które zacząłem. Jeśli mi się nie uda, to w porządku, ale naturalnie staram się wszystko dopiąć na ostatni guzik”. Do końca tworzył i chyba jednak zostały sprawy niedomknięte, ale jak śpiewał w jednej z piosenek na ostatniej płycie: „I’m ready my Lord” (Jestem gotowy mój Panie), był gotów, a jako Żyd wierzył w Boga Jahwe.
I zostało mi już tylko jedno zdanie dla drugiego poety Boba Dylana i jego Nobla, który tak wieloma autorytetami wstrząsnął, bo jak tu można dać taką nagrodę jakiemuś rockmanowi! Moim zdaniem natomiast dobrze się stało, że ta nagroda powędruje do kogoś, kto milionom ludzi towarzyszył i ich wzruszał, a niektórym zmienił życie, niż do jakiegoś kolejnego lewicowego nikomu nieznanego twórcy, jak to często miało miejsce w przeszłości. No i ponownie świat zna noblistę, zanim go uhonorują, a nie noblista staje się znany, bo ma Nobla.  

ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!