TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 12:58
Dziś 3°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Owocna współpraca

Owocna współpraca

Kaliska bazylika kolegiacka bez obrazu Świętego Józefa byłaby zwykłym kościołem parafialnym. Dzięki cudownemu wizerunkowi Opiekuna Pana Jezusa jest znanym w Polsce i chętnie odwiedzanym sanktuarium. Podobnie sprawa ma się z dekoracją świątyni. Bez ks. prałata Stanisława Józefa Kłossowskiego, gorliwie duszpasterzującego w kolegiacie w drugiej połowie XVIII wieku, kościół nie byłby tak bogato wyposażony.

Pielgrzymi wchodzący do kaliskiego sanktuarium Oblubieńca Najświętszej Maryi Panny są pod wrażeniem wielkiej liczby ołtarzy, jakie znajdują się przy niemalże każdym filarze świątyni. Ich liczba, kształt, ornamentyka stanowią piękną oprawę dla boskich misteriów, jakie w czasie liturgii sprawuje się w tym kościele. Niemalże wszystkie ołtarze znajdujące się w kolegiacie, z wyjątkiem ołtarza głównego i ołtarza św. Wojciecha, powstały z inicjatywy przywołanego już wyżej ks. Stanisława Józefa Kłossowskiego, który na wszelkie sposoby starał się pomnożyć chwałę Świętego Józefa.
Gorliwy osiemnastowieczny Prałat zamawiając do kolegiaty ołtarze, myślał zarówno o godnym udekorowaniu świątyni, jak i o praktycznym aspekcie. Jeszcze bowiem do niedawna w Kościele rzymskokatolickim nie znano instytucji koncelebry. Ma ona dość krótką historię, a została na stałe wprowadzona po Soborze Watykańskim II, a dokładnie w 1966 roku. Przed tym rokiem każdy kapłan musiał sam odprawiać Mszę św. Aby to umożliwić, w kościołach licznie nawiedzanych przez księży budowano ołtarze boczne. W ten sposób kilku kapłanów mogło w tym samym czasie sprawować Eucharystię. I właśnie z tego powodu ksiądz Stanisław Józef  Kłossowski zamówił dodatkowe ołtarze boczne, które umieszczono przy filarach podtrzymujących sklepienie świątyni.

Pierwsze zamówienia
Opatrzność Boża wydatnie pomagała gorliwemu kapłanowi w ozdabianiu świątyni. Dzięki niezwykle skrupulatnej pracy badawczej dr Ewy Andrzejewskiej możemy prześledzić etapy powstania kolejnych ołtarzy i innych mebli liturgicznych, jakie do dziś ozdabiają świątynię. Kiedy ks. Kłossowski powziął myśl o wystawieniu okazałego ołtarza dla cudownego obrazu Świętego Józefa, przechodził przez Kalisz śląski snycerz Franciszek Eytner. To właśnie jemu kustosz kolegiaty zlecił wykonanie pierwszego ołtarza, o czym pisałem już w jednym z artykułów. Efekt pracy musiał bardzo przypaść do gustu zleceniodawcy, a jednocześnie współpraca z artystą układała się zapewne bardzo dobrze, skoro już w 1754 roku, a zatem tuż po ukończeniu ołtarza św. Józefa, ks. Kłossowski zleca wykonanie ołtarza Świętych Apostołów Piotra i Pawła, następnie w 1755 roku ołtarza Matki Bożej Bolesnej, a w 1758 roku ołtarza św. Jana, z którego do dzisiaj zachowała się jedynie drewniana, złocona płaskorzeźba przedstawiająca św. Jana Nepomucena. W dziesięć lat po ukończeniu tych inwestycji ks. Kłossowski zwraca się ponownie do Franciszka Eytnera zlecając wykonanie aż dwóch ołtarzy: św. Anny oraz św. Rocha i św. Sebastiana.

Rodzina Eytnerów
Snycerz wykonywał zlecenia nie tylko dla kolegiaty, pozostawił po sobie w okolicy wiele dzieł w postaci ołtarzy, prospektów organowych i innych. Prosperity warsztatu snycerskiego było na tyle znaczne, że Franciszek postanowił, jak przekonująco dowodzi dr Ewa Andrzejewska, sprowadzić do Kalisza swoją rodzinę, tym bardziej, że ojciec Franciszka Krystian Eytner był utalentowanym stolarzem. Kiedy dowiedział się o tym ks. Kłossowski zamówił u stolarza ławki i konfesjonały dla kaplicy cudownego obrazu św. Józefa.
Rodzina Eytnerów zadomowiła się w Kaliszu do tego stopnia, że jej członkowie powszechnie nazywani byli obywatelami grodu nad Prosną. Byli niewątpliwie dobrymi katolikami, o czym możemy przekonać się z opisu cudu, jaki św. Józef wyprosił dla tej rodzinie. Zdarzenie z właściwą sobie skrupulatnością opisał ks. Kłossowski w książce „Cuda i łaski Boże…”.
Anna Eytnerówna, żona Krystiana, stolarza i matka Franciszka, snycerza ciężko zachorowała. Zaopatrzona sakramentami świętymi i odpustem zupełnym na godzinę śmierci przez tydzień leżała w agonii. Dowiedziawszy się o tym ks. Kłossowski pospieszył do pogrążonej w smutku rodziny, wyjaśniając, że chora tak długo trwa w agonii, gdyż św. Józef na pewno chce wywdzięczyć się za godne udekorowanie jego sanktuarium. Kapłan zachęcił więc zdrowych członków rodziny do spowiedzi św. i do wysłuchania, jak wówczas się mawiało, Mszy św. oraz do gorliwej modlitwy za przyczyną Świętego, na co zainteresowani chętnie przystali. Na odpowiedź z niebios nie trzeba było długo czekać. „Po skończonej Mszy św. znacznie zdrowszą zastali Matkę, z podziwieniem lekarza i ojca reformata i dnia trzeciego zupełnie zdrową została i przyszła zaraz na podziękowanie Bogu i Świętemu i krzyżem przez całą Mszę Świętą leżała”.

Pozostałe prace Eytnerów
Współpraca ks. Kłossowskiego z rodzina Eytnerów nie zakończyła się na tym. W archiwach nie ma co prawda dokumentów, które potwierdzałyby wykonanie pozostałych ołtarzy i innych mebli liturgicznych zachowanych do dziś w kolegiacie, jednakże ich forma oraz zdobnictwo bezsprzeczne świadczą, że wyszły spod dłuta Franciszka Eytnera. To właśnie jemu należy przypisać powstanie jeszcze dwóch ołtarzy bocznych, w których dzisiaj znajdują się przeniesione z kościoła jezuickiego, niedługo po kasacie tego zakonu, obrazy św. Stanisława Kostki i św. Alojzego Gonzagi, ponadto dekorację chrzcielnicy, kredencję, czyli rodzaj małego stolika, zaopatrzoną w XIX - wieczny obraz Jezusa Chrystusa w koronie cierniowej, a także niewielkich rozmiarów gablotkę z figurą Jezusa Chrystusa frasobliwego oraz przynajmniej w znacznej części prospekt organowy. Również imponujących rozmiarów kazalnica jest dziełem zapewne warsztatu Franciszka Eytnera.
Tymczasem ojciec Franciszka, Krystian Eytner wyrzeźbił wspomniane już dwie ławki, które obecnie stoją pod łukami świątyni, a także najprawdopodobniej cały rząd ławek w nawie św. Józefa oraz trzy konfesjonały, które według kontraktu miały być urządzone z wszelką wygodą dla spowiadającego i spowiadającego się, tymczasem dziś zarówno dla spowiednika, jak i dla penitenta nie należą do najwygodniejszych.

Reperacja ołtarzy
Przywoływana już nieraz historyk sztuki dr Andrzejewska wskazuje na zagadkową niekonsekwencję stylistyczną w dziełach, których autorem jest Franciszek Eytner. O ile ołtarze, prospekt organowy, ambona i pomniejsze dzieła w zasadniczej części są utrzymane w stylu rokoko, a więc ozdobione fantazyjnymi i nieregularnymi dekoracjami, to jednak tu i ówdzie zwłaszcza w górnych partiach ołtarzy dostrzec można klasycyzujące, to jest regularne, mniej ozdobne elementy. Czyżby snycerz wykonując zamówienia mieszał dwa style? Jest to oczywiście niemożliwe. Rozwiązanie tej zagadki nasunie się samo, gdy tylko przypomnimy, że kolegiata w 1783 uległa poważnej katastrofie budowlanej, w skutek której ucierpiały ołtarze, ambona i organy. Po odbudowaniu świątyni, ten sam Franciszek Eytner zabrał się za naprawienie ołtarzy, ale ponieważ moda wówczas się już zmieniła, a artysta chcąc uchodzić za będącego obeznanym z nowymi trendami w sztuce, uzupełniane elementy wykonał według stylu klasycystycznego.
Do dzisiaj zachowało się kolegiacie aż siedem ołtarzy pochodzących z warsztatu Franciszka Eytnera, ponadto monumentalna kazalnica, kredencja, mała witryna, dekoracja chrzcielnicy i znacznych rozmiarów prospekt organowy. Zachowały się także ławki i konfesjonały, które wykonał ojciec snycerza. Szczegółowy opis eytnerowskich prac będzie tematem kolejnego artykułu.

Tekst ks. Jarosław Powąska

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!