TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Alfa, Leonii, Tytusa 19 Kwietnia 2019, 10:46
Dziś 19°C
Jutro 16°C
Szukaj w serwisie

O wciąganiu w bagno

O wciąganiu w bagno

Tak sobie myślę, że tematyka dzisiejszego felietonu może Was nieco zaskoczyć, ale chyba nie będzie to pierwszy raz. Refleksja moja wywołana jest z jednej strony coraz częstszymi oskarżaniami o pedofilię w Kościele, z drugiej strony ciągle rozwojową kampanią „mee too”, w ramach której coraz więcej celebrytek i celebrytów (tak, tak...) wyznaje, jak to byli molestowani na różne sposoby na kolejnych szczeblach swojej kariery, a z trzeciej strony stwierdzeniem Krzysztofa Osiejuka, który pisząc o problemach związanych z tym, co seks potrafi robić z ludźmi i roli, jaką w tej zarazie odgrywają tak zwani „inni szatani” próbuje zasugerować, że „wydaje się iż nie ma nic prostszego, jak wskazać palcem na tak oczywistego winowajcę tego stanu rzeczy, jakim jest współczesna kultura, moda, rozrywka, czy wreszcie media, które, gdyby tylko mogły, karmiłyby społeczeństwa wyłącznie wspomnianym seksem, no ale też – paradoksalnie, dzięki stałemu sprzeciwowi chrześcijańskiej cywilizacji – nie mogą”. Niestety, tej trzeciej strony raczej nikt nie bierze pod uwagę, przyjmując tę rzeczywistość jako oczywistość, której nie da się odwrócić, wręcz przeciwnie, trzeba dalej „przełamywać stereotypy” itd. i nikt tego nie łączy z falą przestępstw i bezeceństw. Niestety.
Ale właśnie cytowany wyżej Krzysztof Osiejuk przypomniał mi Peggy Noonan. Dla niezorientowanych przypomnę, że jest to amerykańska konserwatystka, katoliczka, felietonistka, która była osobistą asystentką prezydenta Reagana i autorką jego przemówień. Kilka lat temu Noonan wydała zbiór swoich felietonów zatytułowany „John Paul The Great: Remembering a Spiritual Father”, poświęcony pamięci papieża Jana Pawła II i myślę, że kiedyś do tych felietonów wrócę. Ale dzisiaj akurat inny felieton, najświeższy autorstwa Peggy Noonan, zwrócił moją uwagę. Jest on związany z interesującym nas tematem a traktuje o zbliżającej się dwudziestej rocznicy impeachmentu prezydenta Billa Clintona. Przypomnijmy, że impeachment oznacza procedurę postawienia osoby chronionej immunitetem, w tym wypadku Prezydenta USA, w stan oskarżenia. Wszczęcie procedury nie jest jednak jednoznaczne z usunięciem z urzędu. Wyniki dochodzenia ogłaszane są na forum parlamentu i dopiero wtedy ten podejmuje decyzję, czy oskarżony zostanie odsunięty od władzy i pozbawiony immunitetu, czy nie.
Jak pewnie wszyscy pamiętają, chodziło o romans z Monicą Lewinsky, stażystką zatrudnioną w 1995 roku w Białym Domu. Skandal, nazywany w prasie “Monicagate” (od afery Watergate), wybuchł w 1998 roku, kiedy Lewinsky swoim romansem pochwaliła się koleżance. Po przeprowadzeniu dochodzenia ostateczne głosowanie w Kongresie odbyło się w lutym 1999 roku, a Bill Clinton nie został złożony z urzędu.
Peggy Noonan w swoim znakomitym felietonie „Reflections on Impeachment, 20 Years Later” próbuje spojrzeć na sprawę bez ówczesnych emocji. Uczciwie opisuje co wtedy najbardziej ją irytowało, ale stara się pokazać jakie są konsekwencje tego procesu, które trwają po dziś dzień. Noonan pisze, że 20 lat temu Clinton miał dwie możliwości: powiedzieć prawdę i zapłacić cenę, albo skłamać i mieć nadzieję, że mu to ujdzie. „Gdyby powiedział prawdę, nawet w połączeniu z wzruszającymi publicznymi przeprosinami, cena do zapłacenia byłaby olbrzymia” Konsekwencje polityczne i wizerunkowe byłyby dewastujące, stałby się pośmiewiskiem dla republikanów i zakałą dla demokratów. Oczywiście pojawiłyby się wezwania do impeachmentu. Trwałoby to długie miesiące, ale Clinton by to przetrwał i jego prezydentura trwałaby nadal. I co najważniejsze, jak twierdzi Noonan – nie wciągnąłby w bagno całej Ameryki. Bo to jest największą tragedią tamtych wydarzeń. Przyznając się i mówiąc prawdę Clinton siebie wpakowałby w bagno (uczynił to oczywiście wcześniej poprzez romans), ale przyznając się do winy nie popadłby w krzywoprzysięstwo, co stało się głównym punktem oskarżenia i spowodowało rozpoczęcie procedury impeachmentu. Peggy Noonan twierdzi, że społeczeństwo amerykańskie przebaczyłoby mu romans (zresztą nie pierwszy raz), ale niestety Clinton nie zrozumiał duszy swojego narodu. I skłamał: „Chcę, żebyście mnie posłuchali... Nie miałem stosunków seksualnych z tą kobietą, Moniką Lewinsky”. I jak pisze Peggy „nastąpił rok piekła, katastrofy kulturalnej. To był rok, kiedy ośmioletnie dzieci uczyły się o czynnościach seksualnych z radia po drodze ze szkoły, a dziesięciolatkowie dowiedzieli się, że poważni dorośli kłamią, złośliwie i nieustępliwie, nastolatkowie zrozumieli, że skoro prezydent może to robić, to i oni mogą. To był koniec pewnego mistycyzmu przywództwa i to bardzo zaszkodziło mistycyzmowi amerykańskiej demokracji (…) To była tragedia ponieważ kłamiąc i próbując ochronić siebie, pan Clinton zdecydował nie chronić Ameryki. I to jest niewybaczalny grzech, że wystawił na to Amerykę, a nie to, co się zdarzyło z Moniką”
Pani Noonan pisze dalej, że jego przeciwnicy polityczni postąpili jeszcze gorzej, ale niech to, co powyżej wystarczy. Ku przestrodze. Komu wiele dano, od tego wiele wymagać będą.

ks. Andrzej Antoni Klimek

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!