TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Borysa, Magdy, Marii-Magdaleny 25 Maja 2019, 20:04
Dziś 16°C
Jutro 18°C
Szukaj w serwisie

Ojciec "cienia Ojca"

Ojciec "cienia Ojca"

Nazwisko Dobraczyński wydaje się mieć źródłosłów w słowach „dobrze czynić” lub nawet „dobroczyńca”. W stosunku do Jana Dobraczyńskiego możemy mówić nawet o efekcie nomen omen. I nie tylko dlatego, że uczynił wiele dobra samymi już swoimi powieściami katolickimi.

Przypomnę na wszelki wypadek, że pisarz, w czasie okupacji hitlerowskiej, stał się ogromnym dobroczyńcą dla setek żydowskich dzieci skazanych na zagładę. Coraz częściej pojawiają się głosy mówiące o tym, że lista uratowanych przez niego żydowskich dzieci jest dłuższa niż lista legendarnej i bohaterskiej Ireny Sendler.

Herod Czarny, Herod Czerwony
Niektórzy porównują Dobraczyńskiego nawet do samego św. Józefa. Uzasadniają to stwierdzeniem, że tak, jak głównym zadaniem św. Józefa, czy jego główną zasługą, było ocalenie Dzieciątka Jezus przed Herodem, tak opus magnum Dobraczyńskiego stało się ocalenie setek żydowskich dzieci przed Herodem XX wieku: Adolfem Hitlerem. Józef na polecenie anioła wywiózł małego Jezusa do pogańskiego Egiptu, by tam mógł przetrwać. Dobraczyński przeprowadzał najmłodszych Żydów przez symboliczną granicę. Ze strony żydowskiej, pobożnej, na aryjską, pogańską. Również po to, by mogły przetrwać. Tych dzieci, których nie udało się uratować ani Dobraczyńskiemu, ani Sendlerowej, ani nikomu innemu, Hitler wytracił w swej szaleńczej, bezprecedensowej w dziejach, rzezi niewiniątek. Podobnie jak przed wiekami Herod w swym królestwie.
Jak pamiętamy z Ewangelii, gdy Herod Wielki zmarł, św. Józefowi przyśnił się znów Anioł i oznajmił, że wraz ze swą maleńką rodziną, może już wracać do domu. W przypadku Dobraczyńskiego było inaczej. Kiedy jeden Herod – nazwijmy go Czarnym – został pokonany i świat obiegła wieść o jego samobójstwie, do uwolnionej od jego żołnierzy Polski, wkroczył ze wschodu Herod Czerwony i ten, jak twierdzi wielu historyków zdołał z Dobraczyńskiego bohaterskiego i odważnego, zrobić, jak mawiają złośliwcy „komunistycznego pisarza katolickiego”.

Komunistyczny pisarz katolicki
O ile w innych krajach tzw. Bloku Wschodniego, czyli państwach satelickich Związku Sowieckiego, władzom udawało się powoływać do życia tzw. Kościoły patriotyczne, o tyle w Polsce wyszło im to niemal wyłącznie nominalnie. Formalnie. Sowiecka wierchuszka z zaciśniętymi ze złości zębami powtarzała słynne słowa Lenina, że próby ateizowania Polaków są równie skuteczne co próby siodłania krowy. Kościoły patriotyczne były całkowicie odcięte od zwierzchnictwa Stolicy Apostolskiej i totalnie kontrolowane przez władze państwowe. Ich hierarchowie i członkowie byli lojalni wyłącznie wobec rządzących. Religia w Kościołach patriotycznych sprowadzona była tylko do roli kolejnego narzędzia propagandy ideologicznej. Choć początkowo członkom tych Kościołów wydawało się, że w ten sposób zdołają ocalić wiarę chrześcijańską dla przyszłych pokoleń, szybko konstatowali, że za najmniejsze nieposłuszeństwo wobec polityki władz, będą tak samo represjonowani jak wyznawcy tzw. podziemnych struktur kościelnych, czyli zakazanych i wiernych papiestwu.
W Polsce Kościół patriotyczny nie sprawdzał się ani trochę, toteż dlatego władze postanowiły poszukać innej drogi do podporządkowania sobie polskich katolików. Owocem tych poszukiwań stał się PAX, stowarzyszenie zorganizowane w 1947 roku przez Bolesława Piaseckiego, zrzeszające katolików współpracujących z władzami komunistycznymi. PAX współtworzył z czasem tzw. ruch „księży patriotów” czy atakował Episkopat za „dążenie do przywrócenia w Polsce kapitalizmu”, popierał proces biskupa Kaczmarka i uwięzienie Prymasa Tysiąclecia. Władze PRL przy pomocy PAX próbowały rozsadzić Kościół katolicki w Polsce od wewnątrz i w efekcie podporządkować go sobie. Niestety, już w latach 40. XX wieku do PAX dołączył też Jan Dobraczyński. Wielbiciele jego twórczości, zwłaszcza ci, którzy pamiętają czym PAX był, bronią pisarza tłumacząc, że lepiej było dla niego i dla polskich katolików, należeć tam i publikować katolickie powieści, niż nie należeć i pozbawić na całe dekady wierzących Polaków tak budujących i umacniających wiarę książek. Niektórzy nazywają go nawet katolickim Konradem Wallenrodem. Ci ostatni, bez większego trudu, wybaczają też autorowi członkostwo w Państwowej Radzie Ocalenia Narodowego w czasie stanu wojennego i tym samym jego popieranie.

Czymże jest ból, wobec takiego dotknięcia Boga?
„W swoim pokoju, na trzecim piętrze, przeczytałem kilkanaście stronic powieści o Tobie, pióra Jana Dobraczyńskiego - zapisał ojciec Mirosław Paciuszkiewicz SJ, w swej książce „Listy do ojca Andrzeja. Święty Andrzej Bobola, jezuita i męczennik”. - Powieść - jak wiesz - nosi tytuł „Mocarz” i jest jedną z najwcześniejszych książek znanego autora. Dlaczego sięgnąłem po nią? Jedna z córek Jana Dobraczyńskiego poprosiła mnie, żebym poszedł do Lecznicy Ministerstwa Zdrowia, do jej ojca, z posługą sakramentalną. Wspominała, że ojciec przebywa tam ze schorzeniem przysadki mózgowej i czeka na decyzję, czy ma się poddać operacji. Poszedłem. Pan Jan wyspowiadał się, przyjął sakrament chorych i Komunię Świętą. Dał mi na pamiątkę - z dedykacją - nowe wydanie swojej powieści o św. Janie Chrzcicielu, „Grom uderza po raz trzeci”. Podczas wizyty uświadomiłem sobie, że Jan Dobraczyński jest również autorem powieści o Tobie (…). Powieść, choć nie najlepsza w jego dorobku, odegrała jednak pozytywną rolę w moim przeżywaniu Ciebie, ojcze Andrzeju. Dość abstrakcyjnie myślałem o Twojej pracy na Polesiu, o zagrożeniach jakim podlegałeś, o rozczarowaniach. Przerzucając stronice powieści zaczynałem rozumieć głębiej niż dotychczas, jakie męczarnie przeżywałeś przed ostatecznym męczeństwem. (…) Może miał rację Dobraczyński, gdy tuż przed jej zakończeniem napisał: Czymże jest ból, wobec takiego dotknięcia Boga? Czymże może być najokrutniejsze cierpienie? Chyba tylko rozkoszą, szczęściem”. Czy coś takiego mógłby napisać ktoś o czysto komunistycznej duszy? Zdecydowanie nie, ale to wciąż niczego nie rozstrzyga.

Tekst Aleksandra Polewska

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!