TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Klaudyny, Romana, Tomasza 18 Listopada 2018, 13:35
Dziś 5°C
Jutro 2°C
Szukaj w serwisie

O krok od śmierci

O krok od śmierci

Zwycięstwo Dawida zbudziło w sercach Izraelitów entuzjazm i nadzieję. To co do tej pory wydawało się niemożliwe, stało się faktem. Potężni wrogowie zostali pokonani. Dawid zaskarbił sobie w ludziach wdzięczność i życzliwość. Od dnia, w którym pokonał Goliata, pozostawał na dworze królewskim.

Teraz był to jego dom. Znalazł tam również nowych przyjaciół. Najważniejszym z nich był syn króla Jonatan. Traktował on Dawida jak swego brata. I w tym nastawieniu nie było żadnej nieszczerości ani podstępu. Tym samym dzień zwycięstwa nad Goliatem stał się chwilą, w której całkowicie odmieniło się życie młodego pasterza z Betlejem. Od tego momentu został wojownikiem. Wyruszał na kolejne wyprawy, na które posyłał go Saul. I zawsze wracał z nich jako zwycięzca. Bóg błogosławił mu we wszystkim czego się podejmował. Tym samym to, co się działo, potwierdzało prawdę słów Samuela o wybraniu Dawida przez Boga.

Pieśń o Dawidzie
Ów pasterz był człowiekiem, którego serce Bóg przejrzał na wskroś i widział, że jest człowiekiem szczerego i prawego sumienia. Kolejne sukcesy budziły coraz większą przychylność wśród ludu dla Dawida. Widzieli w nim swego obrońcę i wybawiciela. Co więcej także dworzanie królewscy coraz życzliwiej patrzyli na tego człowieka, choć przecież niedawno pojawił się on wśród nich. Z ust do ust przekazywano sobie opowieść o zwycięstwie Dawida nad Goliatem. Układano o tym pieśni. Owo wydarzenie zdawało się przyćmiewać wszystko, co rozegrało się do tej pory pośród Izraelitów. I może wszystko potoczyłoby się spokojnie, gdyby śpiewający pochwalne pieśni na cześć zwycięzcy nie zaczęli zestawiać jego osoby z osobą króla. Iskrą, która rozpaliła ogień gniewu władcy, stała się pieśń zaśpiewana przez kobiety w chwili, gdy po odniesionym zwycięstwie Saul i Dawid wkraczali wraz z żołnierzami do miasta. Uczczono w niej króla, wychwalając go za zwycięstwo nad tysiącami wrogów, ale po tych słowach padły następne. Były one wyrazem szczerego entuzjazmu wobec Dawida, pewnie podsyconego urodą i młodością zwycięzcy. Owe słowa opiewały nie tylko jego triumf. One wyraźnie podkreślały, że pobił on wielokrotnie więcej wrogów niż król. To nie spodobało się władcy. Wzbudziło w nim zazdrość, a z niej zrodził się niepokój i strach o władzę. Uznał, że skoro Dawid cieszy się sławą większą niż on, to może już jest tylko o krok od myśli o przejęciu władzy. Przecież wystarczyło, by podczas triumfalnego pochodu ktoś krzyknął: Dawid królem. Najprawdopodobniej wtedy lud, dworzanie, a nawet własny syn Jonatan, obwołaliby go władcą. Saul z pewnością zostałby sam. Nie miałby najmniejszej szansy przeciwstawić się takiemu rozwojowi sytuacji.

Złość Saula
Jednak w tej chwili Saul nie dał poznać po sobie tego, co myślał w sercu. Zdawał się okazywać zadowolenie z entuzjazmu tłumu, zachował uśmiech na twarzy. Nie mniej musiał się pilnować, by nie okazać, że jego serce zaciska się w złości i gniewie. Całą siłą woli starał się powstrzymywać, by nie okazać go na zewnątrz, póki nie znalazł się w swym domu. Dopiero tam w czterech ścianach pokoju dał upust swej złości. Wszystko, co rozegrało się na ulicach miasta, wyryło się w jego pamięci. Ile razy spojrzał na Dawida, w głębi serca odzywały się głosy pieśni pochwalnej, którą wtedy śpiewano: Saul pobił tysiące, a Dawid dziesiątki tysięcy. Nie potrafił życzliwie patrzeć na Dawida, a przecież to dzięki jego zwycięstwu pozostał na tronie. Może właśni dlatego był pełen zazdrości.
Postać Dawida ukazała mu własną słabość. Widział w nim swe wszystkie braki, to, co chciałby ukryć przed innymi. Nie potrafił się z nimi pogodzić. Chciał w oczach innych uchodzić za potężnego i doskonałego, chciał być dla swego ludu jak Bóg. Tymczasem zwycięstwo Dawida bezlitośnie obnażało jego niedoskonałość. Był tylko człowiekiem i to człowiekiem naznaczonym jak każdy inny ułomnościami. Tego nie umiał przyjąć. Dlatego gorycz narastała w nim jak wulkan. Wykorzystywał to zły duch, prowadząc go do napaści szału. Jak na ironię losu chcąc mu pomóc, sprowadzano wtedy Dawida, by grał na cytrze i uspokajał króla. Nikt z dworzan nie przypuszczał, że w ten sposób doleją oliwy do ognia. Może i sama muzyka ukoiłaby znękane serce Saula, ale widział grającego Dawida. Tak tony muzyki i grający na instrumencie Dawid po raz kolejny przypominały pieśń śpiewaną przez kobiety podczas powrotu do miasta.

Próba zabójstwa
Narastający gniew rodził pragnienie, by jak najszybciej pozbyć się Dawida. To jedyna szansa, by nie zajął miejsca Saula. A gniew zawsze jest złym doradcą. Ręka króla pobłądziła w stronę oszczepu. Palce zacisnęły się na nim z całych sił i chwilę potem niesiony złością rzucił nim, by zabić Dawida. Dwukrotnie próbował go ugodzić, ale czy to z racji obłędu, jaki opanował jego serce, czy jakiejś dziwnej siły broniącej Dawida, czy też bystrości młodego pasterza, nie udało mu się go trafić. Dawid bowiem zręcznie uniknął jego ciosów.
Gdy Saul ochłonął, Dawida już nie było. Uciekł albo wyciągnęli go z sali przerażeni dworzanie. Władca zdawał sobie doskonale sprawę z tego, co się stało. Wiedział też, że nic, co dzieje się wewnątrz dworu, nie pozostanie tajemnicą. Wieści, nawet te najbardziej poufne, rozchodziły się stąd po ulicach miasta równie szybko, jak rozlana woda. On stał teraz jako niedoszły zabójca. Dla zachowania władzy gotów był zamordować tego, którego Bóg posyła Izraelowi jako wybawiciela. Saul uprzytomnił sobie, iż pozostał sam w swej komnacie nie tylko dlatego, że dworzanie uciekli, ale także dlatego, a może przede wszystkim dlatego, że Bóg go opuścił. Stało się tak, gdyż oddając swe serce pragnieniu władzy, zdradził Boga. Od tej chwili Saula napełnił strach. Dlatego odsunął od siebie Dawida. Mianował go dowódcą nad jednym z oddziałów wojskowych. Miał nadzieję, że Dawid zginie w walce. Tymczasem on odnosił kolejne sukcesy. Jednocześnie nauczył się bardzo ważnej rzeczy. Poznał, jak niestała jest łaskawość władcy i jak niebezpieczna jest ludzka zazdrość. Po raz kolejny zobaczył, iż Bóg czuwa nad jego życiem. Zrozumiał, że jeśli sam nie chce popaść w błędy, jakim uległ Saul, musi pokładać ufność w Bogu, a nie człowieku.

Tekst ks. Krzysztof P. Kowalik
Zdjęcie: Fragment ulicy starożytnej

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!