TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Klaudyny, Romana, Tomasza 18 Listopada 2018, 14:03
Dziś 5°C
Jutro 2°C
Szukaj w serwisie

Listopadowa zaduma

Listopadowa zaduma

1 listopada bardziej myślimy o tych, którzy dostąpili chwały niebieskiej i czczeni są przez Kościół jako święci. Zaś 2 listopada wspominamy dusze, które potrzebują naszej pomocy przez modlitwy, jałmużny i różne uczynki miłosierdzia. Jak to wyglądało na przestrzeni wieków, a jak wygląda dziś? Czy nie zatraciły one swoich wartości i nie stały się powierzchowne?

Często wydaje nam się rzeczą oczywistą, że święta, które obchodzone były i są w tradycji i w kalendarzu od zawsze. Jednak zagłębiając się nieco w historię, okazuje się, że nie zawsze tak jest. Na naszych oczach świat ewoluuje, a co za tym idzie to wszystko, co nas otacza. Patrząc chociażby oczami dziecka, a teraz jako dorośli pewne rzeczy postrzegamy inaczej. A co dopiero w odniesieniu do historii, która zmienia się przez wieki. W tych dniach wszyscy biegają za zniczami, kwiatami, sprzątają groby bliskich, ale czy zawsze tak było. Czy pamięć o naszych zmarłych to kolor kwiatów i wielkość znicza? Nie. W przeszłości był to przede wszystkim czas ciszy i zadumy i wszystko miało swoją symbolikę.

Obowiązkowe obchody
Ale zanim o zwyczajach i tradycji, warto przyjrzeć się historii uroczystości Wszystkich Świętych i Wspomnienia wszystkich wiernych zmarłych, czyli Dnia Zadusznego. Otóż ich obrzędy i zwyczaje sięgają czasów pogańskich i dopiero w VII wieku zostały przystosowane do wiary chrześcijańskiej. Tak oczywista data, jak 1 listopada, nie była od zawsze.
Świętowanie 1 listopada rozpoczęto najprawdopodobniej w 741 roku, kiedy to papież Grzegorz III ufundował oratorium w Bazylice św. Piotra na Watykanie ku czci Zbawiciela, Maryi, apostołów, męczenników i wyznawców. Polecił on, zapisując w dokumencie fundacyjnym, odprawiać w tym oratorium modlitwy do wszystkich świętych właśnie 1 listopada. Datę tą wprowadzono w Rzymie najprawdopodobniej pod wpływem dawnego zwyczaju i licznych świadectw z IX wieku u Anglosasów i Franków, które świadczyły, iż 1 listopada obchodzono uroczystość zwaną sollemnitas sanctissima. Dlatego też uważa się, że uroczystość ma genezę przedchrześcijańską. Niektórzy uczeni wiążą Wszystkich Świętych z obrzędowością celtycką, ponieważ rok kalendarzowy i obrzędowy Celtów rozpoczynał się w listopadzie. Prawie 100 lat później, bo w 837 roku papież Grzegorz IV zakazał, aby 1 listopada był dniem poświęconym pamięci męczenników i wszystkich świętych Kościoła katolickiego. Natomiast obchody Dnia Zadusznego zapoczątkował w chrześcijaństwie w roku 998 opat Odilon, ze słynnego benedyktyńskiego klasztoru w Cluny jako przeciwwagę dla pogańskich obrządków, gdzie czczono dusze zmarłych. Polecił on wszystkim klasztorom odprawianie oficjum za zmarłych. Nazwa święta wywodzi się więc od modłów za duszę zmarłych - Zaduszki. W XIII wieku tradycja ta rozpowszechniła się w całym Kościele katolickim. W 999 roku papież Sylwester II ostatecznie zatwierdził to święto. W Polsce kościelne Zaduszki pojawiły się na przełomie XIV i XV w.

Czas zadumy
Uroczystość Wszystkich Świętych, jak wskazuje sama nazwa, to czas, w którym wspominamy osoby święte, a wcześniej czczono tylko męczenników. Papież Grzegorz III chciał, aby wspominać wszystkich świętych i tym samym podkreślić, że każdy z nas może zostać świętym. Nie bez przyczyny na wspomnienie wybrano listopad. Miesiąc ten jest bowiem granicą między jesienią a zimą, tym samym symbolizuje koniec i początek. Znalazłam też wiadomość, że przed wiekami wspominano zmarłych cztery razy w roku, właśnie na granicach poszczególnych pór roku. Dzisiaj uroczystość Wszystkich Świętych celebrowana jest w Kościele katolickim przez odprawianie Mszy Świętej, podczas której księża ubrani są w białe szaty liturgiczne, symbolizujące radość i podniosły nastrój. Ponadto odbywa się uroczysta procesja. Tak Kościół celebruje, a my wierni dodatkowo na znak pamięci o zmarłych na grobach zapalamy znicze i świeczki oraz składamy kwiaty.

Tradycje i zwyczaje
Dzisiaj wydaje się czymś oczywistym i w zasadzie jedynym zwyczajem, że zapalamy na grobach znicze i układamy kwiaty, które mają symbolizować pamięć i modlitwę za bliskich, którzy odeszli. Tak naprawdę jest to nowy zwyczaj, rozpowszechniony z początkiem XX wieku. Zapalane dziś znicze to pamiątka starych praktyk palenia ognisk, które miały pomóc znaleźć duszom drogę. Wierzono, że duszom potrzebne jest światło, by mogły odnaleźć drogę do domu i z tego powodu właśnie palono ogniska na rozstajach dróg, przy cmentarzach i na samych grobach bliskich zmarłych. Drewno czy chrust na owe ogniska zbierano przez cały rok. Ponadto w danej tradycji wierzono, że ogień z palących się ognisk na grobach samobójców i mogiłach tragicznie zmarłych chronił przed złymi mocami i duchami, które bardzo często przebywały na mogiłach samobójców. Ów zwyczaj został już dawno zapomniany.
Jednakże w czasie 1 i 2 listopada to nie jedyny obyczaj, jaki praktykowano. Istniało wiele już zapomnianych wierzeń i obyczajów. Jedną z najważniejszych ceremonii było karmienie dusz bliskich zmarłych, odwiedzających w pierwszych dniach listopada swoje dawne domostwa. Pamiętam, że za czasów mojego dzieciństwa babcia kładła chleb na stole w noc z 1 na 2 listopada, by dusza zmarłego miała czym się posilić odwiedzając swój dom. W dawnej tradycji charakterystyczne było bowiem pieczenie małych bochenków chleba, które były rozdawane żebrakom proszącym pod cmentarzem o pomoc. W zamian za pożywienie proszono o modlitwę w intencji zmarłych. Ale z tego co podają inne źródła, poza pieczeniem chleba, gotowano kaszę, lepiono pierogi czy pączki. Pierogi, czyli półksiężyc symbolizowały śmierć, natomiast pączki, kulisty cykl życia. Wszystkie potrawy zostawiano na stołach albo na progu domu czy też na parapecie, aby dusze zmarłych mogły w spokoju odwiedzić mieszkania i posilić się do syta. Poza goszczeniem zmarłych istniało jeszcze wiele zakazów, takich jak klepanie masła, maglowanie, deptanie kapusty, tkanie i przędzenie, cięcie sieczki, spluwanie i wylewanie pomyj. Wszystkie te zakazy były stosowane po to, aby nie skaleczyć, nie znieważyć i nie rozgnieść odwiedzających dom dusz. We wschodnich regionach kraju i dawanych kresach spożywano posiłki na grobach zmarłych, obyczaj ten zaginął jednak na początku XX wieku. W trakcie tych uczt wydawanych na cześć zmarłych, często zapraszano żebraków i proszalnych dziadów, aby za ich wstawiennictwem i poprzez wspólne świętowanie wymodlić łaski dla bliskich z zaświatów.

Zaduszkowe wspomnienia
Powyższe rozważania ukazują jedynie materialne dowody pamięci o naszych bliskich zmarłych. Jednak najbardziej możemy im pomóc przez udział we Mszy św., modlitwę i dobre uczynki, bo przecież wiele dusz oczyszcza się jeszcze w czyśćcu. Tak więc w dawnych czasach Dzień Wszystkich Świętych, jak i Dzień Zaduszny nie mógły odbyć się bez modłów proszalnych dziadów, którzy w tym czasie obdarzani byli szczególnymi przywilejami i łaskami. Mogli spokojnie przebywać w kościele i na cmentarzu. Wierzono, że ich modlitwy są nadzwyczaj skuteczne i dlatego każdy starał się zamawiać u dziada modlitwy za swoich bliskich. Poowijani w stare łachy, chusty, obuci w buty, z których wyglądała słoma, siedzieli na listopadowym zimnie. Początkowo, jak już wspomniałam, otrzymywali za modlitwę chleb, ale z biegiem czasu płacono im pieniędzmi. Dziś nie odprawia się „Dziadów”, praktykuje się inną formę modlitewną - wypominki. Skąd się wzięły? I tu musimy sięgnąć do Starego Testamentu, gdzie w Drugiej Księdze Machabejskiej czytamy, iż książę izraelski Juda za poległych swoich żołnierzy złożył ofiarę przebłagalną w świątyni, aby zostali uwolnieni od grzechu. Natomiast w tradycji Kościoła, tj. w katechizmie ostatnim uczynkiem co do duszy jest modlitwa za żywych i umarłych. Zwyczaj wywodzi się z liturgii eucharystycznej starożytnego Kościoła. Powstawały wówczas specjalne księgi zwane nekrologami. Zapisywano w nich imiona zmarłych biskupów, królów, fundatorów, dobroczyńców parafii czy klasztoru oraz ich rodzin. Wypominki wywodzą się z wiary, że w niebie każdy z nas ma swoją księgę życia spisaną przez Pana Boga i odczytywaną na Sądzie Ostatecznym. Od czasów reformy liturgicznej II Soboru Watykańskiego przeniesiono je przed Mszę św. Podczas wypominek kapłan wyczytuje imiona i nazwiska zmarłych, my zaś włączamy się we wspólne odmawianie „Pozdrowienia Anielskiego” i modlitwy za zmarłych „Wieczny odpoczynek”. Wypominki kończy śpiew: „Dobry Jezu, a nasz Panie, daj im wieczne spoczywanie”.

Tekst Arleta Wencwel

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!