|
Liturgicznym znakiem pokoju wprowadzonym przez Konferencję Episkopatu
Polski jest ukłon do współuczestniczących we Mszy św. z prawej i lewej
strony. Jednak w wielu parafiach, a zwłaszcza w małych wspólnotach
przyjęła się i rozpowszechniła inna forma przekazywania znaku pokoju:
uścisk dłoni osobom najbliżej stojącym. Obydwa gesty zyskały zarówno
zwolenników i przeciwników? Dyskusja o sposób przekazywania znaku pokoju
toczy się do dnia dzisiejszego.
Przeciwnicy uścisku dłoni mówią, że jest to gest zbyt powszedni, aby
umieścić go we Mszy św. Podawanie ręki stało się czymś pospolitym do tego
stopnia, że gest ten nie ma większego znaczenia. Ręce podają sobie nawet
najwięksi wrogowie, bo tego wymaga etykieta. A zatem czy można posługiwać
się takim pustym symbolem podczas Eucharystii?
Przeciwnicy skłonu głowy podają podobne argumenty. Jest to gest
powszedni, który nic nie znaczy. Skłon głowy w stronę osób najbliższych
nie może wyrazić całej głębi mieszczącej się w przekazywaniu sobie
nawzajem znaku pokoju. Poza tym mówi się, że jest to gest obojętny, który
do niczego nie zobowiązuje. Jest on nacechowany pewną sztywnością i
prowadzi do utrwalenia dystansu i anonimowości, które panują w naszych
wspólnotach parafialnych.
Kryzys wzajemnej komunikacji we współczesnym społeczeństwie powoduje
szukanie nowych form osobistych kontaktów i przekazywaniu sobie znaków
życzliwości i serdeczności. Zwłaszcza młoda generacja poszukuje znaków
wymownych, autentycznych i przemawiających. W małych wspólnotach
kościelnych uczestnicy na znak pokoju wymieniają serdeczny uścisk dłoni,
patrzą sobie w oczy i uśmiechają się do siebie. Chcą w ten sposób ukazać
na zewnątrz w formie znaku to co jest wewnętrzną treścią przekazywanego
pokoju. Ta forma pozwala głębiej przeżyć i doświadczyć miłości, a także
braterstwa, przyjaźni i wzajemnej życzliwości. Są to owoce wypływającego
z daru Bożego pokoju. Podanie sobie ręki staje się gestem bardzo
zobowiązującym. Niekiedy bowiem, aby go wykonać, trzeba przełamać pewne
bariery, które rodzą się w relacjach międzyludzkich. Jest to jednak
warunek konieczny owocnego uczestnictwa w komunii świętej, w której
dokonuje się zjednoczenie z Chrystusem i braćmi.
Wykonując znak pokoju czy to przez uścisk dłoni, czy też przez skłon
głowy należy zawsze pamiętać, że przekazywany pokój jest darem Boga i nie
chodzi tu wyłącznie o ludzkie serdeczności. Zatem forma, choć jest bardzo
ważna, staje jakby na drugim miejscu. Liczy się to, z jaką świadomością i
intencją gest jest wykonywany. Przekazując znak pokoju należy dokonać
refleksji oraz rewizji własnej postawy w stosunku do innych ludzi. Chodzi
o gotowość do przebaczenia i pojednania się ze wszystkimi ludźmi. Znak
obejmuje tych, którzy są w kościele i poza nim. Jest to znak, który wzywa
do realizacji przykazania miłości w codziennym życiu.
W praktyce duszpasterskiej trzeba szukać właściwych form odpowiadających
potrzebom danej wspólnoty. Trzeba jednak pamiętać, że każda forma domaga
się głębokiej katechezy pozwalającej wiernym lepiej zrozumieć znaczenie
wykonywanej czynności. Poza tym, nie można dopuścić do pewnego bałaganu,
który może towarzyszyć przekazywaniu znaku pokoju. Dzieje się to
zwłaszcza w mszach z udziałem dzieci, gdzie wszyscy chcą podać sobie
ręce. Tutaj wyraźnie forma góruje nad treścią i najczęściej znak
przekazywany jest zupełnie bezmyślnie. Czynność ta jest znakiem, a zatem
wystarczy wykonać ją z osobami najbliżej stojącymi. Takie też jest
zalecenie dokumentów liturgicznych.
ks.
Dariusz Kwiatkowski
Opiekun nr 16 (136) 2003 |