TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 15:06
Dziś 3°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Kochane i kochające

Kochane i kochające

Żeby coś dać z siebie, trzeba to najpierw otrzymać. Dlatego by prawdziwie kochać innych, konieczne jest doświadczenie miłości – od Boga, od innych i od samej siebie. Jednocześnie, by mądrze troszczyć się o innych, warto pozwolić, by inni zatroszczyli się o nas.

Kiedy spojrzymy w taki sposób na spotkania Jezusa z kobietami, zobaczymy, jaką troską wykazuje się wobec nich. Staje w ich obronie, wychodzi naprzeciw ich problemom, czy po prostu pokazuje im, co jest w życiu ważne. Żadna z nich nie ma o to pretensji. Nie buntuje się. Przyjmuje to otoczenie opieką bez szemrania i walki o równouprawnienie. Nie domaga się złego traktowania. Na takie postępowanie szemrzą niekiedy inni mężczyźni. Faryzeusze czy apostołowie. „Gdyby On był prorokiem, wiedziałby, co za jedna i jaka jest ta kobieta, która się Go dotyka” - pomstują w myślach jedni. Tym drugim podobne myśli mogą przychodzić do głowy, gdy widzą Jezusa rozmawiającego z Samarytanką, chociaż tutaj również nie pada żadna uwaga. W sumie nie raz bali się oni głośno cokolwiek komentować w obecności Mistrza.
W Ewangelii wg św. Łukasza czytamy o wdowie, której umarł syn. Otoczona bliskimi, płacze nad ciałem zmarłego chłopca. W tym momencie spotyka ją Jezus. Wiem, jej rozpacz jest uzasadniona, gdyż w tamtej kulturze dosłownie traci grunt pod nogami. Pozbawiona zostaje obrony i utrzymania, jakie zapewniała obecność w domu mężczyzny – męża lub syna. Ma prawo płakać. Ale czy jej smutek wynika jedynie z problemów materialnych, które ją czekają? Czy nie ma w tym ani krzty miłości? Najpierw straciła męża, którego być może bardzo kochała, a następnie umiera jej syn. Może po śmierci męża zaczęła kochać go zbyt mocno, zaborczo i potrzebowała przejść przez tę sytuację, by doświadczyć uzdrowienia. Pojawienie się Jezusa, który lituje się nad kobietą, zmienia bieg wydarzeń. Kobieta odzyskuje swoją pozycję w społeczeństwie, znów ma kogo kochać i przemienia się wewnętrznie. Jezus zajmuje się kompleksowo jej problemami, a ona na to pozwala. Mogłaby przepędzić Go, upierając się, że sama sobie ze wszystkim poradzi, ale jest słaba i bezradna i nie twierdzi, że jest inaczej. Odmienną postawę widzimy u Marty, która jako silna, wolna i niezależna wszystko ogarnia i szykuje. Ale nawet ona – zorganizowana i zaradna – nie wytrzymuje. Emocje biorą górę. Niemal strofuje Jezusa, by do pomocy zagonił Marię. Jezus natomiast chwali Marię, wypowiadając znane wszystkim słowa: „Marto, Marto, martwisz się i niepokoisz o wiele, a potrzeba mało albo tylko jednego” (Łk 10,41-42). Powszechna (i słuszna) interpretacja mówi, iż słowa te stanowią zachętę do tego, by zatroszczyć się o sprawy duchowe, zatrzymać się i posłuchać Pana. A gdyby tak spojrzeć na tę sytuację nieco inaczej? Marta troszcząc się o wszystko i wszystkich, zapewne nie miała czasu na to, pomyśleć o własnych potrzebach i pozwolić sobie na komfort, by ktoś się nią zaopiekował czy dostrzegł pragnienia zakopane gdzieś na dnie jej serca. Tego na pewno doświadczała Maria siedząc przy Jezusie. Czuła się kochana i kochała. Wszystko inne było w tym momencie mniej ważne. Inni Ewangeliści piszą o tym, iż ta miłość do Jezusa z Marii się aż wylewała. Widać to w geście, o którym nie wspomina Łukasz, czyli namaszczeniu Jezusa drogim olejkiem nardowym (Mt 26, 6-13; Mk 14, 3-9; J 12,1-8). Oburzenie, jakie wywołał ten czyn, Jezus szybko ucisza, stając w jej obronie i mówiąc, że „gdziekolwiek po całym świecie głosić będą tę Ewangelię, będą również opowiadać na jej pamiątkę o tym, co uczyniła”. Podobnie do Marii zachowuje się pewna kobieta, która w mieście prowadzi życie grzeszne. Gdy Jezus gości w domu faryzeusza Szymona, ona przychodzi z olejkiem alabastrowym i namaszcza stopy Mistrza. Jezus mówi o niej: „Odpuszczone są jej liczne grzechy, ponieważ bardzo umiłowała” (Łk 7, 47). Miłość nie kalkuluje, nie liczy zysków i strat, jest hojna. W pierwszej kolejności taką miłością obdarza Jezus, więc trudno się dziwić, że tym samym odpowiadają kolejne kobiety. Wśród nich jest także ta, którą przyłapano na cudzołóstwie. Również ona doświadcza troski i obrony przed żądnymi sprawiedliwości. Biblia pokazuje nam, że wielokrotnie kobiety mogły liczyć nie tylko na miłość ze strony Pana, ale także na konkretną ochronę. Może dlatego część z Nim pozostawała już na stałe w gronie uczniów, by nie tylko słuchać Chrystusa, ale aby także służyć.
Nie musimy robić wszystkiego. Chociaż świat przekonuje nas, że każdy (a kobieta w szczególności) powinien być takim życiowym Leonardem da Vinci, by znać się na wszystkim i wszystko umieć. Dzięki temu jesteśmy niezależni, na nikim nie musimy polegać i nikogo nie musimy prosić o pomoc. Możemy stać się takim idealnym bytem. Budując mur i wysyłając w świat informację, że jesteśmy samowystarczalne, naprawdę skutecznie możemy innych o tym przekonać. Tylko czy o to chodzi? Czy w pewnym momencie nie spowoduje to w nas frustracji, że nikt nam nie pomaga? Można wówczas wybuchnąć niczym biblijna Marta. To wtedy mamy jeszcze szansę uratować sytuację. Albo – co gorsza – można skrywać i pielęgnować w sobie żale, pretensje i roszczenia, czyli iść prostą drogą do wewnętrznego rozkładu. Nic tak, obok grzechu, lepiej nie działa na gnicie serca niż kolekcjonowanie wszelkich form poczucia, że zostało się pokrzywdzonym. O niebo lepiej przeżywać wdzięczność. Ona otwiera serce i sprawia, że bardziej przypomina świątynię niż jaskinię zbójców. Ale żeby zaczęła ona stawać się częścią naszego życia, trzeba przestać być samowystarczalną i dać innym przestrzeń, by mogli nam pomóc. Ponadto przydałoby się także przy tej okazji pozbyć myślenia „za mało”, „nie tak” itp. Wieczne niezadowolenie i naburmuszenie potrafi zniechęcić każdego. Może komuś z trudem przychodzi dostrzeganie okruchów dobroci, jakie go spotykają ze strony innych, ale naprawdę warto otwierać na nie oczy. Bóg chce się o nas troszczyć także przez innych ludzi.

Tekst Katarzyna Strzyż

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!