TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Bolka, Cezaryny, Marioli 25 Marca 2019, 15:06
Dziś 8°C
Jutro 5°C
Szukaj w serwisie

Jeśli czekać, to z radością

Jeśli czekać, to z radością

W pierwszej części rekolekcji adwentowych prowadziliśmy rozważania o naszym czekaniu na Pana, prostowaniu ścieżek i otwieraniu serca na Jego miłość. Postawmy więc krok drugi w przygotowaniach do spotkania, nie tylko tego za kilkanaście dni, ale szczególnie tego u kresu naszego życia. Bo przecież czekać i się nie zmęczyć, to po prostu oczekiwać z radością.

W Biblii terminem „radość” zostaje określona wielość doświadczeń wspólnych i osobistych, związanych w sposób szczególny z kultem religijnym i świętami, aby rozpoznać sens obecności Boga w historii Izraela. W Starym Testamencie, szczególnie w Psalmach, często odnajdujemy zwroty, a raczej zaproszenia do radości, którą proklamuje się jako radość z bliskości Boga, z tego, co stworzył i uczynił. Autor psalmów zachęca wręcz do okrzyków na cześć Pana (por. Ps 100), do radosnego szukania Boga (por. Ps 40). Natomiast Księga Izajasza, tak bliska adwentowej liturgii Słowa, naznaczona jest częstym wezwaniem do radości, ukierunkowanej ku przyszłości, która będzie pomnożona (por. Iz 9, 2), niebo, pustynia i ziemia rozweselą się (Iz 35, 1; 44, 23; 49, 13), uwolnieni więźniowie przybędą do Jerozolimy, krzycząc z radości (Iz 35, 9; 51, 11).
Wyrażenia używane w Nowym Testamencie zakładają zwykle radość całkowitą, obejmującą przeszłość i przyszłość. Radość jest więc darem mesjańskim w stopniu najwyższym, zgodnie z obietnicą samego Jezusa: „aby radość moja była w was i aby radość wasza była pełna” (J 15, 11; 16, 24; 17, 13). Również ewangelista Łukasz, już od wydarzeń poprzedzających narodziny Zbawiciela, sygnalizuje rozchodzenie się radości (por. Łk 1), która później towarzyszy rozprzestrzenianiu się Dobrej Nowiny (por. Łk 10) i jest typowym znakiem obecności i rozszerzania się Królestwa (por. Łk 15; Dz 8).
Według św. Pawła radość jest owocem ducha (por. Ga 5,22) i zasadniczym znakiem Królestwa (por. Rz 14,17), które umacnia się przez utrapienia i próby. Znamienne jest to, że św. Paweł wymienia ją obok miłości, pokoju, cierpliwości, uprzejmości, dobroci, wierności, łagodności i opanowania. Komu z nas nie brakuje tych właśnie darów? Tak więc nic dziwnego, że w modlitwie i nieustannym dziękczynieniu trzeba odnajdywać źródła radości. W 1 Liście do Tesaloniczan czytamy: „Uważajcie, aby nikt nikomu nie odpłacał złem za zło, ale zawsze starajcie się czynić dobro sobie nawzajem i wszystkim ludziom. Zawsze się radujcie! Módlcie się nieustannie! W każdej sytuacji dziękujcie! /…/ Nie gaście ducha!” (1 Tes 5,15-19)
Czyż więc nie chodzi o taką właśnie radość pośród codzienności? Radość z małych i prostych wydarzeń, spotkań, które otwierają duszę na innych; słów, które wskrzeszają i motywują. Radość idzie zazwyczaj w parze z pokojem wewnętrznym, który emanuje łagodnością i cierpliwością. Ta zaś wyzwala nas z chęci budowania świata po swojemu, torując drogę uprzejmości i opanowaniu. Widzimy więc, że gdyby wszyscy trzymali się pawłowych wskazań, więcej: nauki Jezusa – świat byłby niemalże idealnym obrazem dla wszystkich piosenek o miłości. Ale dobrze wiemy, że nic w życiu nie jest proste, więc i radość ma swoich wrogów. I na nich trzeba bardzo uważać. Do nich zaliczyć można chociażby: lenistwo, smutek, obojętność, zazdrość, kłamstwo, frustrację, gorycz. Zatem, nie oszukujmy się ani nie łudźmy: prawdziwa radość zawsze kosztuje! A jej brak wręcz zaprzecza chrześcijaństwu. Pozwólmy więc radości - radości całkowitej, ogarnąć naszą przeszłość i przyszłość.
Dobrze, że zbliżające się Święta Bożego Narodzenia wraz z wigilijnym wieczorem refleksji, i łamiącego się nie tylko opłatka, ale i serca, wyzwalają w nas radość, która pomimo niejednokrotnie stawianych przewrotnych pytań: co cię tak cieszy? - nadal pozostaje prawdziwa i głęboka. Warto jeszcze pamiętać o postanowieniu adwentowym: może ktoś czeka na twój uśmiech, który zawsze niesie radość w najprostszej postaci.
I już całkiem na koniec.
Kilka dni temu od moich przyjaciół otrzymałam filmik przedstawiający Antka (lat 4), który wcielił się w rolę kaznodziei i wygłaszał, być może pierwsze w swoim życiu kazanie. Zadał swoim - równie dorosłym słuchaczom - pytanie: co Bóg umie? Odpowiedzi były, jak się domyślamy, w samą dziesiątkę.
Może w kontekście tego pytania: co Bóg potrafi?, uwierzmy, że nasz Pan naprawdę potrafi rozradować nasze serca. O ile Mu w tym skutecznie nie przeszkodzimy…

Tekst s.Natalia Musidlak ZSNM

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!