TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Beniaminy, Dariusza, Gabrieli 19 Grudnia 2018, 15:20
Dziś 0°C
Jutro -1°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księżyca - odcinek 291

Jasna i ta druga strona księżyca - odcinek 291

Mateusz obudził się około 7.00 i nasłuchiwał przez chwilę, czy Bartek był już na nogach, ale poza dobiegającym zza okien delikatnym szumem przejeżdżających samochodów w mieszkaniu panowała idealna cisza. Pozostał więc jeszcze chwilę w łóżku w gościnnym pokoju, w którym zakwaterował go Bartek i myślami wrócił do wczorajszego wieczoru. Spotkanie z koleżankami i kolegami z dawnych lat przeciągnęło się do późna w nocy. Mateusz nie mógł się nadziwić, że chociaż wylądowali ostatecznie w mieszkaniu rodziców Bartka, gdzie właśnie nocował, nie pojawił się żaden alkohol. Myślał nawet, że to może przez niego, że krępowali się, a nawet, że zepsuł im wieczór, ale kiedy analizował teraz wszystko na chłodno uznał, że nie miał żadnych podstaw, aby tak twierdzić. Nikt nie wiedział, że on się pojawi, a nic nie wskazywało, aby z jego powodu zmienili plany. A więc naprawdę, choć trudno w to uwierzyć, możliwe było spotkanie starych przyjaciół po latach bez alkoholu. Szczerze mówiąc, to nawet trochę żałował, że nie wypili kilku kieliszków wina, ale przecież mieli naprawdę świetny wieczór. Miał zamiar wrócić na noc do siebie, ale Bartek się uparł, że w mieszkaniu po rodzicach oprócz sypialni, w której on sam zwykle nocował, był też mały pokój gościnny i Mateusz mógł się tam spokojnie przespać. Ponieważ kolejny dzień i tak miał wolne aż do wieczora, a więc chętnie przystał na propozycję kolegi, z którym przez wiele lat razem służyli do Mszy jako ministranci. Tak naprawdę to wszyscy księża wikariusze myśleli, że to właśnie Bartek pójdzie do seminarium, a na Mateusza nikt nie stawiał, ale stało się dokładnie odwrotnie. Chociaż jeśli chodziło o Bartka, to może i wszystko potoczyłoby się inaczej, ale zakochał się nagle i bez pamięci w koleżance z ogólniaka i wnet pojawił się owoc tego zakochania i oboje zanim poszli na studia musieli poczekać najpierw na urodziny dziecka. Szybki ślub, niestety za szybki, podobnie jak ich zauroczenie stanowczo za szybkie było, a potem jeszcze szybszy rozwód... Kto wie gdzie dzisiaj byłby Bartek... Tak naprawdę to Mateusz nie wiedział nawet, czy on się z kimś później związał, a z wczorajszych rozmów za wiele nie mógł wywnioskować, ponieważ temat Bartka w ogóle nie „stanął na wokandzie”. Podobnie zresztą jak temat Joli i Jacka. Oczywiście głównym tematem był on sam, bo przecież pojawił się po raz pierwszy od kilkunastu lat, więc to on musiał się „wytłumaczyć” z tych wszystkich lat, ale w sumie rozmowy kręciły się też wokół innych, ale nie wokół Bartka, Joli i Jacka. A może tak mu się wydawało? Przecież wielokrotnie „zagadywał się” z tym czy innym sąsiadem przy stole i nie do końca śledził o czym mówili pozostali.
- Dzień dobry Mateusz! Kto pierwszy idzie do łazienki, ty czy ja? - dobiegł go zaspany jeszcze i z trudem przezwyciężający ziewanie głos Bartka z drugiego pokoju.
- Dzień dobry! Mam nieodparte wrażenie, że chętnie oddasz mi palmę pierwszeństwa – odkrzyknął Mateusz siadając na łóżku i opuszczając stopy na podłogę.
- I nie mylisz się brachu! Czyste ręczniki są w szafce pod oknem. Ja się jeszcze zdrzemnę, ale obudź mnie jak skończysz – Bartek ledwo skończył mówić i już za chwilę do uszu Mateusza dobiegało ciche pochrapywanie. Nie pozostawało więc nic innego jak udać się do toalety. Ponieważ w mieszkaniu było dość chłodno z przyjemnością skorzystał z przedłużonego gorącego prysznica, a po wyjściu z łazienki szybko założył ciepły sweter, który przezornie wrzucił do plecaka. Obudził później Bartka, a gdy ten zamknął za sobą drzwi łazienki, Mateusz sięgnął po brewiarz. Bartek długo nie wychodził, więc poranna modlitwa objęła nie tylko Jutrznię ale również Godzinę Czytań, co naprawdę rzadko mu się zdarzało z rana. Przez chwilę nawet zastanawiał się, czy nie kontynuować z Godziną w ciągu dnia, ale wtedy drzwi od łazienki nareszcie się otworzyły.
- Nie wiem jak ty, ale ja jestem uzależniony od kawy – powiedział wesoło Bartek zmierzając do kuchni. - Może już nie pamiętasz, ale mieszkanie moich staruszków wygląda niemal dokładnie tak samo, jak kiedy oni jeszcze żyli. Jedyną modyfikacją jest ekspres do kawy, który kupiłem właściwie kilka dni po pogrzebie ojca, bo wiedziałem, że będzie to dodatkowy atut, abym jednak czasami pomieszkał tu kilka dni. Jaka kawa dla ciebie? - zapytał już z kuchni.
- Czarna bez cukru, dzięki, ja też jestem uzależniony, na szczęście tylko od kawy – odparł Mateusz odstawiając brewiarz na ławę. - Nie myślałeś nigdy, żeby sprzedać to mieszkanie albo chociaż wynająć?
- Nie, absolutnie! Finansowo na szczęście nigdy nie miałem takiej konieczności, a ty sobie nie wyobrażasz ile dla moich staruszków znaczyło to mieszkanie! To, że ja tu nie muszę nic zmieniać, chociaż minęło już kilkanaście lat od śmierci taty świadczy o tym, jak bardzo oni o nie dbali. Tu nie trzeba było nigdy robić remontu generalnego, bo tata właściwie bez przerwy je modyfikował, a mama bez przerwy sprzątała. Wiem, że to może głupio zabrzmi, ale ja nigdy bym tego mieszkania nie chciał sprzedawać. No i nie ma się co oszukiwać, ale gdyby nie to mieszkanie, to bywałbym tu znacznie rzadziej, właściwie tylko na cmentarz bym chodził. Szczerze mówiąc, to zawsze chciałem, aby było ono taką naszą metą, miejscem spotkań dla naszej starej paczki... Choćby o tobie myślałem, że fajnie by było, gdybyś mógł tutaj przenocować, kiedy wpadasz czasem odwiedzić brata. No, ale życie zweryfikowało paczkę i widzimy się właściwie raz na rok, a z tobą raz na piętnaście lat – roześmiał się Bartek stawiając dwie filiżanki kawy na ławie i siadając naprzeciw Mateusza.
- Fakt, nie pojawiam się za często... czasami sam bym siebie po pysku za to wytrzaskał - skomentował gorzko Mateusz. - Moja bratowa zawsze mnie wyzywa, że się od rodziny odciąłem, ale to zupełnie nie tak, po prostu...
- … życie! Po prostu życie – przerwał mu Bartek, jakby nie chciał słuchać jego tłumaczeń. Mateusz początkowo się zdziwił, ale po chwili sam sobie przypomniał niedawne swoje kazanie, w którym mówił, że kto się tłumaczy ten się oskarża, więc postanowił nie kontynuować wątku.
- Wiesz co? Wczoraj byłem lekko zdziwiony, że nikomu z nas nie przyszło do głowy, żeby...
- ...wypić jakieś winko? - Bartek znowu mu się wciął w słowo, ale tym razem Mateuszowi nawet to pasowało. - Oj mówię ci, że wielu przyszło to do głowy, a niektórym coś mocniejszego niż winko. Ale jak pojawia się Jola, to nie pijemy absolutnie nic, i temat w ogóle się nie pojawia.
- Czy to znaczy, że Jola ma jakiś problem z alkoholem? - zapytał Mateusz.
- Z alkoholem nie, ale od kiedy pijany kierowca zabił na przejściu dla pieszych jej męża i córkę to na alkohol nie chce nawet patrzeć i w sumie trudno jej się dziwić. Wszyscy to rozumiemy i naprawdę cieszymy się jak Jola wpadnie, choć za często nie przyjeżdża. Ciągle jeszcze sobie z tym nie poradziła – tłumaczył Bartek.
- Kurczę, nic nie wiedziałem - Mateusz kręcił głową z niedowierzaniem. - Może bym coś z nią zagadał wczoraj.
- Z nią absolutnie nie da się o tym rozmawiać, mówię ci, że sobie z tym nie poradziła. A ty zdaje się byłeś zagranicą jak to się stało, więc możesz nie wiedzieć, chociaż u nas nawet w prasie było głośno - wytłumaczył Bartek.
- To teraz rozumiem dlaczego wczoraj tak mało mówiło się o Joli... A skoro już o tym mówimy, to wydaje mi się, że Jacek też jakoś się szczególnie nie angażował w rozmowy, ani też nikt specjalnie z niego nic nie usiłował wycisnąć. Też się boryka z jakimiś problemami? - zapytał Mateusz.
- Jacek właśnie przechodzi traumatyczny rozwód ze swoją drugą żoną. Ja nie chcę nikogo osądzać, ani stawać po czyjejś stronie, ale na mój gust to ta kobieta najpierw zrujnowała pierwsze małżeństwo Jacka i wierz mi, że wiem co mówię, a potem zrujnowała Jacka emocjonalnie podczas trwania ich związku, a teraz rujnuje go ekonomicznie kończąc ten związek - powiedział Bartek. - Do tego dzieci z obu związków widzą winowajcę wszystkiego w Jacku, więc możesz sobie wyobrazić jak się chłop czuje i co przechodzi.
- Mam wrażenie jakbyśmy dopisywali kolejne zwrotki do piosenki Kaczmarskiego „Co się stało z naszą klasą” - powiedział po dłuższej chwili milczenia Mateusz.
- Nie jest może aż tak źle, na szczęście znakomita większość wczorajszych gości całkiem nieźle sobie radzi, choćby ty - uśmiechnął się lekko Bartek. - Ale skoro tak dobrze wyłapałeś wczoraj wieczorem których osób rozmowy się nie imały, to jestem pewien, że zauważyłeś jeszcze kogoś – powiedział Bartek poważniejąc i patrząc Mateuszowi w oczy.
- Ano zauważyłem - odpowiedział Mateusz. - Ciebie też raczej omijano w kłopotliwych pytaniach, a nawet w żartach. Uchylisz rąbka tajemnicy?
- Czemu nie? Jeśli nie księdzu, w dodatku staremu przyjacielowi, to komu? - odpowiedział ze smutnym uśmiechem Bartek. - Jestem...

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!