TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Klaudyny, Romana, Tomasza 18 Listopada 2018, 13:17
Dziś 5°C
Jutro 2°C
Szukaj w serwisie

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 289

Jasna i ta druga strona księży(ca) - odcinek 289

- Szczerze mówiąc, to ja nie przepadam za tymi kominkami – Mateusz dzielił się swoimi wrażeniami z wikariuszami w drodze na kolację. - Daniel, sprawdziłeś, jak się ten człowiek nazywa?
- No oczywiście, że tak, przecież proboszcz wiesz, że jak o coś prosisz, to u mnie masz jak w banku. No to już mówię wszystko. Pan się nazywa Adam Prokop, jest dokładnie w proboszcza wieku, żona dwa lata młodsza, Monika, mają trójkę dzieci, ale najstarszy syn już się ożenił i chyba nawet ma jakieś dzieci, drugi syn jest na studiach, a córka, czyli najmłodsza, chodzi chyba do szkoły średniej, przynajmniej sądząc po wieku, bo takich rzeczy w kartotece nie ma. A w ogóle, to oni mieszkają u nas dopiero od niespełna roku, chociaż mi się wydaje, że ja go w tej lodziarni pamiętam od zawsze, a właściwie odkąd tu jestem, czyli piąty rok idzie. I co, zadowolony proboszcz z wywiadu? - Daniel był bardzo dumny z siebie.
- Dzięki – odpowiedział Mateusz z uśmiechem. - Przynajmniej nie będę go nazywał „panem lodziarzem”. Nie ukrywam, że jestem lekko stremowany.
- A wziął chociaż ksiądz proboszcz pieniądze? - zapytał idący przed nimi Dawid.
- Tym razem tak – ponownie uśmiechnął się Mateusz dotykając mimo wszystko koperty w wewnętrznej kieszeni sutanny. - Co prawda nie pamiętam ile było za te lody, ale trochę zaokrągliłem na wszelki wypadek.
- A jakiś prezent też ksiądz wziął, czy tylko wyrównujemy dług? - zatroszczył się jeszcze Szymon, a Mateusz aż się zdziwił, że chłopaki tak sobie biorą do serca jego problem.
- Mam taką małą, ale śliczną figurkę z Fatimy. Trochę mi jej szkoda, bo generalnie nie lubię tych pamiątek z sanktuariów bo wszystko chyba z Chin i bardzo tandetne, a ta figurka to małe dzieło sztuki moim zdaniem, zresztą sami zobaczcie...
- O kurka! Naprawdę śliczna – zachwycił się Daniel, kiedy Mateusz wyciągnął z kieszeni sutanny ozdobną torebkę a z niej figurkę.
- Skąd proboszcz wytrzasnął takie cudeńko? - Szymon również nie krył podziwu, podobnie jak Dawid, który milczał.
- Kilka lat temu przywiozła mi ją z Fatimy moja przyjaciółka – odpowiedział Mateusz i jego myśli nieuchronnie popłynęły do Ani, której nie widział już kilka lat.
- I nie żal proboszczowi oddać komuś taką pamiątkę? - zapytał Dawid.
- A dajmy na to, że ona przyjedzie i zapyta gdzie ksiądz ma tę figurkę? - wtrącił się Daniel zanim Mateusz zdążył odpowiedzieć.
- No właśnie – uśmiechnął się Mateusz. - Sęk w tym, że osoba, która mi ją podarowała, znając mnie, od razu powiedziała, że mogę ją recyklingować, czyli puścić w obieg – Mateusz zamyślił się przypominając sobie słowa Ani, która zapewniła go, że jeśli jakikolwiek jej prezent może sprawić radość komuś więcej niż tylko jemu, to ona się z tego cieszy. Mało tego, powiedziała mu, że znając go i jego dbałość w doborze prezentów, jeśli on komuś da prezent od niej, to ona będzie jeszcze bardziej zadowolona. Mateusz zauważył, że chłopaki dziwnie się szturchają i uśmiechają patrząc na jego zadumaną minę.
- Przyjaciółka. Tylko i aż, ale nie wiem czy wy pacany to możecie zrozumieć – powiedział ze śmiechem.
- Ależ oczywiście, jak św. Franciszek i św. Klara – dogadywał Daniel. - A poważnie mówiąc to szacun dla ciebie, proboszcz. Ja puszczam w obieg prezenty, które mi się nie podobają, a ty widzę odwrotnie.
- Aha! Dzięki! - ironicznie rzucił Dawid, który kilka dni wcześniej miał urodziny.
- O nie! Ten prezent osobiście kupiłem, no i nie mów, że było niedobre...
- OK, było w porządku – odparł Dawid.
- Ja nie wnikam co tam sobie kupujecie na urodziny, zwłaszcza że mnie nie zaprosiliście, a wracając do pana lodziarza, znaczy się pana Adama, to myślę, że gość naprawdę zasłużył na coś ekstra – podsumował Mateusz.
- Nikogo nie zapraszałem, Daniel się wprosił, a proboszcza i tak nie było – powiedział Dawid. - Chyba jesteśmy na miejscu, to jest numer 44. Całkiem ładna chawira – skomentował przyglądając się domkowi jednorodzinnemu z ładnym aczkolwiek dyskretnym ogródkiem. Daniel podszedł do drzwi i nacisnął dzwonek. Po krótkiej chwili w drzwiach pojawił się pan Adam i z uśmiechem przywitał księży i zaprosił ich do środka.
- Bardzo proszę! Moja żona już się nie może doczekać, cały czas prosto. Czy ja mogę księdza proboszcza na słowo? - zwrócił się do Mateusza.
- Oczywiście – odparł Mateusz i przepuścił wikariuszy do salonu, a sam zatrzymał się w przedpokoju. Gospodarz uchylił przed nim inne drzwi, jak się okazało do małego pokoju z biurkiem i zamknął za nimi drzwi.
- Księże proboszczu, mam taką wielką prośbę, czy moglibyśmy w ogóle nie nawiązywać do pamiętnego incydentu? Byłoby to dla mnie kłopotliwe – pan Adam patrzył na Mateusza prosząco.
- Który incydent ma pan na myśli, lody czy w supermarkecie? - z głupia frant zapytał Mateusz.
- Oba. Mam na myśli oba incydenty.. Nie mówmy już o tym, dobrze? Bardzo proszę...
- Szczerze mówiąc, to byłoby to kłopotliwe dla mnie, pan jest zbyt uprzejmy, panie Adamie, oczywiście, że możemy o tym już nie mówić, tylko proszę przyjąć te pieniądze i możemy zapomnieć, choć ja na zawsze pozostanę panu wdzięczny – powiedział Mateusz wyciągając kopertę z kieszeni.
- No dobrze. Niech tak będzie na dzisiaj. Proszę tę kopertę tutaj zostawić na biurku i chodźmy do salonu, bo żona pomyśli, że coś spiskujemy – powiedział pan Adam i wyprowadził Mateusza z powrotem do przedpokoju.
- Adasiu! Co to za tajemnice? - żona patrzyła z wyrzutem.
- Już jesteśmy, Kochanie, prowadź księdza proboszcza do stołu – pan Adam lekko popchnął Mateusza w kierunku żony, jakby chciał zamknąć temat.
- Zapraszam, księża wikariusze już zajęli miejsca – powiedziała pani Monika, rzuciła jeszcze jedno pytające spojrzenie swojemu mężowi i ruszyła przodem, Mateusz za nią, a na końcu pan Adam. Kiedy weszli do salonu Mateusz aż się zatrzymał w progu na widok suto zastawionego stołu.
- No i widzi pani, pani Moniko, właśnie przez takie kolacje to my księża wolimy nie chodzić po domach – jęknął Mateusz.
- Niech proboszcz mówi za siebie! Pani Moniko, proszę go nie słuchać, my kochamy takie kolacje i bardzo się cieszymy, że państwo nas zaprosiliście – Daniel miał bardzo szczęśliwą minę.
- Już ksiądz Daniel niech tak nie wygaduje, bo nasi gospodarze pomyślą, że was głodzę na parafii. Ja też się cieszę z zaproszenia, hmmm, niespodziewanego, ale zawsze proszę parafian, aby księża mogli zjeść u nich dokładnie tak samo, jakby gospodarze gości nie mieli, a patrząc na ten przebogaty stół nie sądzę, żeby tak on wyglądał, gdyby nas tu nie było – powiedział Mateusz.
- A właśnie, że wyglądałby tak samo, tylko oczywiście mniej porcji – powiedziała pani Monika.
- Naprawdę codziennie jecie taką kolację? - zdziwił się Szymon.
- Codziennie nie, ale dzisiaj właśnie tak by ona wyglądała – powiedział pan Adam.
- Nawet bez nas? - chciał się jeszcze upewnić Dawid.
- Czy jest coś o czym powinniśmy wiedzieć, a co najwyraźniej nam umyka? - zapytał Mateusz.
- Jest coś... - powiedział pan Adam, - jakby tu powiedzieć, dzisiaj obchodzimy dziesiątą rocznicę...
- Odnowienia naszych ślubów małżeńskich – dopowiedziała pani Monika.
- Aha... - bez przekonania udawał, że teraz już wszystko rozumie Mateusz, ale nic mu się nie zgadzało z wiekiem dzieci, który mu podczas drogi powiedział Daniel.
- Proszę księdza proboszcza, jesteśmy małżeństwem od ponad dwudziestu pięciu lat, ale piętnaście lat temu mieliśmy tak potworny kryzys, że rozstaliśmy się, papiery rozwodowe czekały na podpis. I wtedy pojawił się na naszej drodze kapłan, który wziął te potrzaskane resztki naszego małżeństwa i przez rok poskładał z powrotem. Gdyby nie ten ksiądz nie byłoby nic, zmarnowalibyśmy wszystko. Nasze życia, nasze małżeństwo, nasze dzieci, wszystko. Gdyby nie jego cierpliwość i upór nie odkrylibyśmy na nowo, że możemy jeszcze się pokochać nawzajem. I jak się ten proces uzdrawiania zakończył, to w kościele, gdzie ten ksiądz był proboszczem, odnowiliśmy nasze przysięgi małżeńskie i to było dokładnie dziesięć lat temu – powiedziała pani Monika, a pan Adam patrzył na nią uszczęśliwiony.
- To dlaczego nie ma tu tego księdza? - zapytał trochę niefortunnie Dawid. Małżonkowie spojrzeli po sobie, jakby zastanawiali się kto ma odpowiedzieć i czy w ogóle mają coś mówić.
- Ciężko w to uwierzyć, ale człowiek, który uratował nasze małżeństwo, chyba nie potrafił uchronić swojego kapłaństwa – powiedziała w końcu pani Monika.
- Kochanie, tego nie wiemy – mąż spojrzał na nią ze smutkiem. - Nie ferujmy wyroków. Rzeczywiście krótko po naszych drugich ślubach ksiądz Hieronim, bo tak miał na imię, po prostu zniknął. Nigdy więcej nie dostaliśmy od niego żadnej wiadomości i wielu wspólnych znajomych twierdziło, że odszedł z kapłaństwa, ale tak naprawdę nic nie wiemy. Modlimy się za niego codziennie – powiedział pan Adam.
- To ja bardzo przepraszam, że wprosiłem nas na dzisiaj – Mateusz właśnie zdał sobie sprawę, że to on wybrał dzień na kolację. - Gdybym wiedział, że macie rocznicę to bym absolutnie sobie nie pozwolił na zaproponowanie dzisiejszego wieczoru. Mógł mi pan powiedzieć... - zwrócił się do gospodarza.
- Ksiądz naprawdę myśli, że to źle, że są z nami księża właśnie dzisiaj? - zapytała pani Monika z uśmiechem.

Jeremiasz Uwiedziony

CDN. Wszystkie imiona i fakty w powyższym opowiadaniu są fikcyjne i jakiekolwiek podobieństwo do rzeczywistości
jest całkowicie przypadkowe i niezamierzone

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!