TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Aleksandryny, Józefa, Nicety 19 Marca 2019, 20:37
Dziś 3°C
Jutro 8°C
Szukaj w serwisie

Jan czy Francuzik?

Jan czy Francuzik?

asyz

Komórka, w której ojciec więził Franciszka

 

Nie jest tajemnicą dla Czytelników „Opiekuna”, że Asyż to moje ulubione miejsce na świecie, a w Asyżu oczywiście można spotkać mnóstwo duchowych synów i córek św. Franciszka. Jednakże kiedy w listopadzie ubiegłego roku zobaczyłem tam bosego mężczyznę w podziurawionym habicie z plecakiem i kosturem pomyślałem, że ani chybi musi to być jakiś przedsiębiorczy i „pomysłowy Dobromir”, który na wzór rzymskich centurionów spod Koloseum, próbuje sobie dorobić udając Świętego Franciszka pozując do zdjęć z turystami. 

Nieco później zauważyłem, że jego stopy są czerwone z zimna całkiem na poważnie, ale kto wie, pomyślałem, może sobie dolicza parę euro za trudne warunki pracy. Tymczasem z krótkiej rozmowy wynikło, że bynajmniej fra Massimo, bo tak się nazywał, niczego nie udawał i nie chciał zarabiać na zdjęciach z turystami. 

Bożych szaleńców nie brak i dzisiaj

Okazało się, że jest członkiem Wspólnoty Rodzin Betlejemskich, jeszcze jednej grupy czerpiącej inspirację od Biedaczyny z Asyżu. Massimo chodzi po ulicach najbardziej znanego umbryjskiego miasta, rozmawia z turystami i pielgrzymami, zachęca do nabycia za dobrowolną ofiarę swojej książki o duchu profetycznym Asyżu, a kiedy dowiaduje się, że jestem księdzem, prosi mnie o jeszcze jedną ofiarę, a mianowicie o odprawienie Mszy Świętej w intencji ich wspólnoty. Kiedy się rozstajemy mówi, że jeśli chcemy jeszcze porozmawiać, to on nocuje w krużgankach przy bazylice Świętego Franciszka, czyli właściwie... na placu. A przypominam, że był to listopad i nawet w słonecznej Umbrii można w tym czasie nieźle zmarznąć. Mszę Świętą oczywiście odprawiłem i dopiero po powrocie do kraju w internecie znalazłem nieco informacji o tej wspólnocie i zszokowany odkryłem, że zdarzyło jej się nawet być ekskomunikowaną przez 7 lat, a samemu Massimo zostało  wówczas odebrane prawo jazdy za to, że był uznany heretykiem! Ale, dzięki Bogu, od lutego 2006 roku działają ponownie z błogosławieństwem biskupa Asyżu, a Massimo chyba samochodu nie używa.

Odkrywając ducha Franciszka 

Co takiego ma w sobie Święty Franciszek, że jeszcze w naszych czasach pociąga i inspiruje ludzi nie tylko poprzez różne rozpoznane i uznane od stuleci formy życia zakonnego, ale ciągle nie brakuje i takich szaleńców jak Massimo, który był właścicielem sporego gospodarstwa rolnego nieopodal Asyżu i ukończył renomowaną uczelnię amerykańską z doskonałymi rezultatami, a dzisiaj chodzi na bosaka w dziurawym habicie? Może uda nam się odpowiedzieć na to pytanie odwiedzając niektóre miejsca związane ze Świętym Biedaczyną z Asyżu, oczywiście nie wszystkie, bo Franciszek wiele miejsc naznaczył swoją obecnością. Naszą pielgrzymkę rozpoczynamy oczywiście w Asyżu, ale na razie zostawimy na boku najbardziej znane miejsca, czyli bazylikę św. Franciszka, tę dedykowaną świętej Klarze, czy kościółek San Damiano. Zaczniemy od miejsc, które być może dla wielu z nas, choć mieliśmy okazję być w Asyżu, pozostają nieznane.

Najpierw legenda

Idąc jedną z głównych ulic przemierzających Asyż ze wschodu na zachód natrafiamy w pewnym momencie na tablicę z napisem: „Zejdź po schodach i znajdziesz stajenkę, w której urodził się Święty Franciszek, Dzieciątko (Il Piccolino)”.   

Schodzimy więc po schodkach i wychodzimy na mały placyk, przy którym znajduje się prywatne muzeum. Bardzo uprzejmy właściciel informuje nas, że tutaj właśnie mieściła się bottega, czyli obszerny sklep i magazyn pana Bernardone, ojca Franciszka. Natomiast tuż obok tej bottegi mamy malutkie pomieszczenie, coś na kształt stajenki, w której według legendy miał się narodzić Święty. Legenda mówi, że mama Franciszka długo nie mogła mieć dziecka i bardzo się o nie modliła, więc kiedy już znalazła się w stanie błogosławionym, chciała urodzić swojego syna w takich samych warunkach, w jakich Maryja powiła Jezusa. Na ścianie Oratorium Świętego Franciszka Piccolino, jak dzisiaj nazywa się to miejsce znajdujemy wyjaśnienie, że była to część domu rodzinnego, „niegdyś stajnia dla wołu i osła, w której narodził się Święty Franciszek, zwierciadło świata”. Dowiadujemy się również, że na miejsce kultu zamienił tę stajenkę bratanek Franciszka Riccardo wkrótce po 1250 roku i niektóre freski na ścianach pochodzą z tegoż XIII wieku i dwóch kolejnych.

Oczywiście to tylko legenda, która nie znajduje potwierdzenia u biografów Świętego, a jest pewnie pochodną patrzenia na Franciszka jako wiernego naśladowcę Jezusa. Niemniej jednak warto wstąpić tu na krótką modlitwę, a nawet można tu celebrować Eucharystię (za zgodą braci franciszkanów, którzy sprawują pieczę nad tym miejscem).

Dom rodzinny

W każdym razie gdzieś tam bardzo blisko rozpoczęło się ziemskie życie Franciszka, ponieważ nieopodal znajduje się Chiesa Nuova, czyli Nowy Kościół, który został zbudowany na miejscu rodzinnego domu familii Bernardone. Ufundował go król hiszpański Filip III w 1615 roku i do dziś zachowały się oryginalne drzwi wejściowe, magazyn sukna, a także mała komórka, w której Franciszek miał być więziony przez ojca, kiedy postanowił porzucić swój dom i świetlaną przyszłość, aby pójść za Chrystusem. 

Na dziedzińcu przed kościołem postawiono również pomnik rodzicom Świętego, który „ma być znakiem wiecznej wdzięczności dla Pietro di Bernardone i Madonny Pica za danie ludzkości syna Franciszka”. Skoro już jesteśmy w domu rodzinnym to przypomnijmy, że św. Franciszek urodził się w 1182 roku, a jego rodzicami byli Pietro Bernardone dei Moriconi i dobrze urodzona (Madonna) Pica Bourlemont, którzy należeli do powiedzielibyśmy dzisiaj bogatego mieszczaństwa Asyżu. Mama ochrzciła swojego syna imieniem ukochanego Apostoła Pana Jezusa, czyli Jana (Giovanni), a chrzest odbył się w kościele pod wezwaniem Matki Bożej Większej przy Biskupstwie. Jednakże ojciec, który dorobił się swojej fortuny na handlu z Francją zmienił imię swojego syna na Francesco (Francuzik), imię zupełnie wówczas niepopularne, a które dzięki Biedaczynie z Asyżu stało się jednym z najpopularniejszych na świecie. Jak pisał Tommaso da Celano, pierwszy biograf: „Sługa Boży i przyjaciel najwyższego otrzymał to imię od Bożej Opatrzności, aby przez jego oryginalność i nowość jeszcze łatwiej rozprzestrzeniła się w świecie sława jego misji”.

Tam się wszystko zaczęło

Nasze pierwsze spotkanie z Asyżem możemy zakończyć w świątyni św. Rufina, patrona Asyżu, która od 1306 roku jest również katedrą. Dlaczego akurat tam? Ponieważ zaraz przy wejściu, po prawej stronie znajduje się chrzcielnica (została tu przeniesiona z bazyliki Matki Bożej Większej), która była jedyną w mieście w czasach św. Franciszka, więc mamy pewność, że to właśnie przy niej był ochrzczony (choć w innym miejscu) i św. Franciszek, i św. Klara, i wielu towarzyszy naszego Świętego. Chyba wszyscy mamy w pamięci widok naszego Jana Pawła II klęczącego przy chrzcielnicy w Wadowicach, w której on był ochrzczony i jego słowa; „Tutaj wszystko się zaczęło”.

Choć nie wiemy dokładnie, w którym miejscu Franciszek się urodził, to jednak możemy stanąć przy chrzcielnicy, w której rozpoczęła się jego wielka przygoda z Jezusem. Mamy pewność, że właśnie tam rozpoczęła się odnowa Kościoła i świata, która jeszcze się nie zakończyła, o czym świadczą wciąż nowe i nowe zastępy naśladowców
św. Franciszka, również tych tak szalonych jak Massimo, który pewnie i dzisiaj chodzi po ulicach Asyżu i przypomina ideał franciszkańskiej prostoty.

Tekst i foto ks. Andrzej Antoni Klimek

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!