TELEFON DO REDAKCJI: +48 62 766 07 17
Fernandy, Jana, Rajmundy 23 Stycznia 2019, 17:38
Dziś -6°C
Jutro -6°C
Szukaj w serwisie

Integracja, miłość i akceptacja

Integracja, miłość i akceptacja

Czteroosobowa rodzina: Monika, Marek (zwany Marianem), Justyna i Adam, bez formalności i dotacji, i medialnego szumu stworzyli w Kaliszu grupę, która łączy ludzi, wspiera rodziny z osobami niepełnosprawnymi, uczy tolerancji dla tych osób i walczy o przełamywanie barier.

Pomysł zaczął kiełkować kilkanaście lat temu. Marek z przyjacielem i sąsiadem Pawłem w szkole podstawowej urządzali wyprawy po okolicach Rajskowa. Paweł Sobczak był artystą, malarzem i rzeźbiarzem. Marzył o tym, by ludzie z osiedla spotykali się, a dzieci bawiły się razem grając w piłkę i organizując różne zabawy; żeby była sala na imprezy i warsztaty. Ta inicjatywa zapadła w serce Markowi i tam po cichu, przez lata pracowała. W końcu Marek przemyślał wszystko i postanowił zacząć działać.
W listopadzie 2011 roku razem z siostrą artysty Marek odwiedził ponad 40 rodzin ze swojego osiedla zachęcając do wspólnego kolędowania. Na rogu ulicy Murarskiej i Rajskowskiej zebrało się wtedy w Wigilię około 100 osób. Latem 2012 roku rozpoczęły się spotkania osiedlowe, które otrzymały nazwę NASZ PS. Miała ona nawiązywać do popularnego w listach post scriptum, ale też do inicjałów Pawła Sobczaka, który marzył o stworzeniu takiej grupy.

Zabawa, zaufanie i szacunek
Inicjatywa zaczęła się kształtować, a rodzina Moniki i Marka starała się przekazać wszystkim swoje idee. Zależało im na tym, żeby wszyscy się szanowali i otwierali na drugiego człowieka. Z czasem między osobami przychodzącymi na spotkania nawiązała się szczególna więź zaufania. Monika i Marek natomiast z radością patrzyli i wciąż patrzą, jak dzieci i młodzież dorastają na ich oczach.
- Właśnie o to nam chodziło, żeby te dzieciaki wyciągnąć z domów, sprzed komputerów, oderwać od tabletów i komórek, a potem zachęcić do wspólnej zabawy, która kiedyś tętniła na każdym osiedlu - mówi maturzystka Justyna, córka założycieli grupy NASZ PS. Rodzina zauważyła przy tym, że w społeczeństwie, które uważane jest za postępowe i tolerancyjne, brakuje jednak akceptacji i zrozumienia dla osób niepełnosprawnych, którzy przecież żyją tak blisko. Pojawiło się wielkie pragnienie integracji, najpierw jednak trzeba było przygotować grunt. Powoli zaczęła wyłaniać się z tego druga inicjatywa, która wyklarowała się niecałe trzy lata temu.

Bezcenne doświadczenie
Monika, Marek, Justyna i Adam, który z powodu choroby wymaga szczególnej uwagi i również często był odrzucany przez rówieśników, dostrzegli konieczność uświadomienia społeczeństwu, jak niezwykle cenną jego częścią jest każde dziecko czy osoba dorosła z niepełnosprawnością. Dlatego właśnie powstała grupa sportowo-kulturalna MISZ MASZ. Nazwa ta wcale nie jest przypadkowa, choć czasami w grupie panuje artystyczny nieład i spontaniczny bałagan. Każda litera z nazwy odpowiada konkretnemu słowu: marzenia, integracja, sport, zabawa, miłość, akceptacja, spontaniczność i zaangażowanie.
Rodzina ze smutkiem zauważa, że większość w grupie stanowią kobiety, które przychodzą na spotkania z niepełnosprawnymi dziećmi. - Bardzo często mężczyźni tłumaczą się, że nie dają rady, że to ich przerasta i po prostu odchodzą. Zupełnie tego nie rozumiem, przecież jest to sytuacja, w której z całych sił powinni wspierać żonę i dzieci - mówi Marek. Grupa, która powstała jest wszechstronna: biega, uczestniczy w różnych zawodach, tworzy przedstawienia, bierze udział we wspólnym śpiewaniu i odwiedza szkoły. Ponadto spotyka się co tydzień w domu Moniki i Marka, żeby wspólnie spędzić czas, porozmawiać, wymienić się doświadczeniami. - Spotkanie w naszym domu rozpoczyna się godzinę po moim wyjściu z pracy. Czasami ledwo ze wszystkim zdążę. Niektórzy pytają mnie, po co mi ten bałagan co tydzień, jak ja to wszystko ogarniam. Mogę śmiało powiedzieć, że nie wyobrażam sobie życia bez tego! - przyznaje Monika. To dzięki grupie wiele osób dowiaduje się, jak poradzić sobie z formalnościami, składaniem różnych wniosków dotyczących osób niepełnosprawnych. - Dzielimy się doświadczeniem, dowiadujemy się wielu ciekawych i przydatnych rzeczy - zapewnia Monika.

Igrzyska, śpiew i Msza św.
Powstanie takiej grupy zmobilizowało rodzinę z Rajskowa do zorganizowania wspólnych wakacji. Dzięki pomocy i życzliwości wielu osób, mimo niepewności, wyjazd do Istebnej bardzo się udał. Pobyt przebiegał pod hasłem igrzysk z różnymi konkurencjami, które były tak przygotowane, by każdy mógł wziąć w nich udział, choćby na swój sposób. Nie zabrakło też spokojnego wypoczynku, a zwieńczeniem wakacji w Istebnej była Msza św.
- Nasi podopieczni siedzieli na środku z miejscowym zespołem, razem z nimi śpiewali. To było naprawdę wzruszające - opowiada Justyna. - Był tam też chłopiec, ich parafianin, który siedział z rodzicami w tylnej części kościoła. Widziałam, jak tęsknie patrzył w kierunku naszej grupy. Zachęciłam go, żeby też poszedł do przodu i stanął z nimi na środku. Jego rodzice mieli wątpliwości, czy nie będzie przeszkadzał. Przekonaliśmy ich, że jednak powinien pójść. Trudno opisać jego wielką radość z wspólnej modlitwy śpiewem - dodaje maturzystka.

Mit tolerancyjnego społeczeństwa
Najważniejszym celem działalności rodziny Moniki i Marka jest wprowadzanie osób niepełnosprawnych wszędzie tam, gdzie działają także zdrowe osoby. Małymi krokami zachęcają swoich podopiecznych choćby do przyłączenia się do scholi parafialnej, do występów w szkołach. - Kiedy jedziemy do jakiejś szkoły, najpierw rozmawiamy z uczniami. Opowiadamy o naszych podopiecznych i wyjaśniamy ich zachowanie, które może wywoływać śmiech lub strach - wyjaśnia Marek. Niestety, mimo mediów, które chcą przekonać wszystkich, że jesteśmy tolerancyjnym społeczeństwem, w rzeczywistości wygląda to zupełnie inaczej. - Dla młodzieży, nawet w moim wieku, niby dorosłych ludzi, wyrażenie: „Ty Downie”, „Ty padako”, czy „Chyba masz autyzm” jest śmieszne i obraźliwe - mówi osiemnastoletnia Justyna. Wszyscy zgodnie podkreślają, że nie są dla nich ważne poglądy polityczne czy jakiekolwiek inne albo wyznawana wiara, bo ta grupa ma łączyć wszystkich. Niestety ciągle jest wiele braku zrozumienia i barier, nawet tych architektonicznych. Nadal jest za mało udogodnień z myślą o osobach niepełnosprawnych w tym względzie.

Pomoc, wiara i cierpliwość
Dla niektórych zapewne dużym zaskoczeniem może być fakt, że Monika i Marek robią wszystko bez specjalnego wykształcenia, bez zaplecza technicznego, bez formalnego zakładania organizacji i bez jakichkolwiek dotacji. - Cały czas się uczymy, bo przecież nie jesteśmy fachowcami. Jednak nigdy nie było żadnych większych problemów. Jeśli coś było potrzebne, zawsze znajdował się ktoś, kto chciał pomóc, coś zrobić, wesprzeć. Współpracujemy też z różnymi fundacjami i szkołami, które choćby przygotowują dla nas ręcznie robione medale i puchary na zawody - opowiada Marek. Cała rodzina mogłaby godzinami opowiadać o swoich podopiecznych i o tym, czego się od nich i dzięki nim nauczyli. - Nauczyłam się przede wszystkim niesamowitej cierpliwości, radości z małych rzeczy. Oni nie mają takich problemów, jak my. Zdecydowanie więcej uczymy się od nich, niż oni od nas. To są wspaniali ludzie, którzy czują się wszędzie dobrze, wszędzie potrafią się odnaleźć i nieść niesamowite dobro, uśmiech i życzliwość. Dzięki nim nauczyliśmy się też śmiać z siebie - opowiada Monika. Dodaje też, że w ich domu i na spotkaniach MISZ MASZu jest miejsce na wszystkie emocje - od złości i płaczu do radości i śmiechu. W grupie jest też miejsce dla ludzi z pasją, podobnie jak w grupie osiedlowej NASZ PS. Każdego lata odbywa się na Rajskowie rodzinny piknik, na którym wszystko jest za darmo. Każdego roku jest też nagrywana płyta z tego wydarzenia, na którą również nie brakuje sponsorów. W działalności Monice i Markowi pomagają wolontariusze i choć nie ma ich zbyt wielu, trzeba docenić ich zaangażowanie.

Anika Nawrocka

Galeria zdjęć

Dodaj komentarz

Pozostało znaków: 1000

Komentarze

Nikt nie dodał jeszcze komentarza.
Bądź pierwszy!