Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-10 10:19:49

Słowa prowadzące ku wolności

Pierwsza próba, jakiej Izraelici doświadczyli na pustyni, dała im możliwość nie tylko odkrycia mocy Boga. Po owym wydarzeniu Bóg wypowiedział słowa odkrywające jego znaczenie. Przed Izraelem otwierała się do przebycia droga złożona z doświadczeń, które miały go nauczyć słuchania Boga. To był fundament dla jego życia.

W przeciwnym razie, postępując według swych pragnień stałby się narodem podobnym do Egipcjan, a wtedy spotkałby go taki sam los, jaki spotkał ziemię egipską nawiedzoną przez Boga plagami. Ku temu bowiem prowadziło ludzkie nieposłuszeństwo, pycha stojąca u podstaw sprzeniewierzania się głosowi Stwórcy. Była ona jak choroba dotykająca człowieka i niszcząca go. Od niej nie byli wolni również Izraelici. Dlatego Bóg zapowiedział, iż teraz On pochyli się nad swym ludem, jak lekarz pochyla się nad chorym, by przywrócić mu zdrowie. Mojżesz przekazując te słowa swemu ludowi wlewał w jego serce nadzieję. Przez nie wskazywał właściwy kierunek wędrówki. Mieli przebyć nie tylko poprzez tajemnicze i surowe ścieżki pustyni. Ważniejszym obszarem do przemierzenia było ich życie. Pobyt na pustyni był jego lekcją. Tym razem miejsce, do którego doszli Izraelici wskazywało, że dobrze jest słuchać głosu Boga. Była to oaza Elim. Tam mogli odpocząć w cieniu palm i do woli zaspokoić swe pragnienie, czerpiąc wodę z dwunastu źródeł. To, co teraz ich spotkało mówiło wyraźnie już nie tyle przez usta Mojżesza, ale przez zdobyte doświadczenie: warto słuchać słowa, które Bóg kieruje do człowieka. Warto, mimo, że czasem prowadzi ono go poprzez sytuacje trudne i niebezpieczne, nie mniej zawsze kieruje go w stronę tego, co jest dla niego najlepsze.

W cieniu oazy
Piękno oazy, jej spokój i bezpieczeństwo radowały serce. Ale ona nie była celem marszu. Stanowiła chwilę postoju, mającą wzmocnić osłabłe siły, dać wytchnienie, zapowiedzieć piękno ziemi, do której zmierzał lud uwolniony z Egiptu. Mimo pokusy pozostania nie można było zatrzymać się w tym miejscu, należało ruszyć dalej. Mojżesz znów stanął przed zadaniem wezwania Hebrajczyków do wyruszenia w dalszą drogę. Prowadził ich w nieznane ufając Bogu, wiedząc, że On nie zostawi ich samym sobie. Choć może i w jego sercu pojawiała się myśl, by nie opuszczać oazy i jej źródeł, nie narażać się na ryzyko wędrówki po bezdrożach. Wiedział, że jeśli znów pojawią się jakiekolwiek trudności to, tak jak w Mara, on będzie tym, na którego Izraelici skierują swój gniew. Jednak cel do jakiego zmierzali był ważniejszy niż jego dobre samopoczucie i spokój. Zaś Mojżeszowi nie chodziło o wygodne życie. To mógł mieć na dworze faraona. Przecież pałac królewski stał przed nim otworem. Zaszczyty i godności były na wyciągnięcie ręki. Miękkie szaty, wystawne uczty, prawo do wydawania rozporządzeń i kierowania ludzkim losem - wszystko to mogło być jego udziałem. Ale ceną była własna wolność. Jej utratą musiałby zapłacić pragnąc żyć w cieniu faraona. Co więcej, zapłatą za jego dostatek byłyby również wolność i życie własnych rodaków. Dlatego to wszystko porzucił i opuścił Egipt wraz ze swym ludem. Pustynia, na którą wkroczyli, otwierała zarówno przed nim, jak i przed Izraelitami, ścieżkę prowadzącą w stronę autentycznego życia. Choć było ono ubogie i czasem niosło wiele trudności, to właśnie tu doświadczał jego prawdziwego smaku jaki jest udziałem człowieka wolnego. To tu on rozpoznaje się swą wartość, jaką odkrywał przed nim Bóg. Mojżesz widział, że ten dar jest przeznaczony nie tylko dla niego, ale i dla jego braci i sióstr. To rodziło w jego sercu radość jakiej nigdy nie zaznał na dworze faraona. Dlatego gotów był nawet na rzeczy najtrudniejsze. Szedł ze swym ludem będąc gotowym ponosić kolejne ciężary i przeciwności byleby wprowadzić go do ziemi, w której i oni będą mogli odczuć prawdziwy smak ludzkiego życia. Chciał tego dokonać nawet jeśli miałby znosić kolejne oskarżenia, czy stawać samemu przeciw wszystkim.

Głód i bunt
Przeczucie go nie myliło. Nie trzeba było czekać zbyt długo na kolejny bunt. Kolejne dni drogi prowadziły w stronę pustyni zwanej Sin. Tym razem Izraelici zaczęli coraz silniej odczuwać głód. Kończyły się zapasy żywności. Jednocześnie nie było widać żadnego miejsca, gdzie można byłoby je uzupełnić. Roślin nie było prawie wcale, a to, co wyrastało pośród pustynnych skał nie nadawało się do jedzenia. O polowaniu na cokolwiek nawet nie można było marzyć. W tej sytuacji bunt rodził się w ludzkich sercach. U jego podstaw stał strach o życie. Hebrajczycy w jego obliczu szybko zapomnieli o tym, co Bóg uczynił dla nich wcześniej przez Mojżesza. Sprzeciw wobec trudów drogi i rodzącego się zagrożenia z serc przechodził do ich myśli, a po niedługim czasie pojawił się na ustach. Szedł przez lud jak ponury szmer i pomruk buntu. Przerodził się w narzekanie, które zrodziło słowa otwartego buntu. Mojżesz i jego brat Aaron znów pozostali sami w obliczu sprzeciwu całego zgromadzenia. Oskarżenie było bardzo poważne, zarzut mocny: chcecie nas zabić! Izraelici niczego więc nie zrozumieli. Reagowali tak, jak gdyby do tej pory nic się nie wydarzyło. Co więcej, znów zatęsknili za krajem niewoli. Zatarły się w ich wspomnieniach cierpienia i prześladowania. A może jeszcze gorzej. Powiedzieli, że woleliby tam umierać, żyjąc jako niewolnicy, gdyż tam mieli co jeść. Było mięso, chleb. Według nich nie potrzeba było żadnego wysiłku by go zdobyć. Teraz wyszła na jaw ich prawdziwa tęsknota i krótkowzroczność. Jeszcze nie dojrzeli do daru wolności. Nie tego pragnęli. Jedyne, co się liczyło, to pełen żołądek. W tym upatrywali sedno życia. Nie myśleli, że można mieć coś więcej. Gotowi byli się sprzedać za cenę nasycenia pokarmem. I nie rozumieli nic z tego, co uczynił dla nich Mojżesz. Zapomnieli nie tylko o jego trosce o lud Izraela. Zapomnieli również o Bogu. W obliczu trudności nie skierowali do Niego ani jednego słowa modlitwy. Ni prośby, ni buntu. Nie wierzyli, że On troszczy się o nich. Nie znaczy to, że wcale o Nim nie mówili. Ale to, co powiedzieli było bardzo gorzkie: wolelibyśmy pomrzeć z ręki Pana w Egipcie. Bóg był dla nich jedynie tym, który niesie śmierć i tylko ją daje człowiekowi. Głód przesłonił im wszystko to, co On uczynił dla nich dla tej pory. Ciągle żyli jedną perspektywą, jaką było życie zmierzające ku śmierci. Nie potrafili zobaczyć nic innego. Jeśli tak, to czy dalsza wędrówka miała jakikolwiek sens? Czy nie lepiej było jednak pozostawić ten lud i żyć w spokoju? Kiedy Mojżesz patrzył na zbuntowanych Izraelitów, gdy zastanawiał się nad tym co ma czynić, przypomnieli mu się synowie. Uczył ich chodzić. Wywracali się. Jak wiele trzeba było wtedy czasu i cierpliwości, by nauczyli się chodzić. I teraz trzeba będzie wiele czasu, by Izraelici stali się ludźmi wiary i zaufania, by odkryli wartość daru wolności. Sam jednak nie miał gotowego rozwiązania. Nie wiedział co robić. Milczał, czekając na to, co powie Bóg. 

tekst i foto ks. Krzysztof P. Kowalik

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Ziemia Święta

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 11(498) od 21 maja 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in prezentacja pięciu diakonów, którzy za kilka dni przyjmą święcenia oraz rozmowa o historycznym fenomenie objawień w Fatimie.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej