Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-22 10:23:58

Znów wyszłabym za niego za mąż

Pani Wanda i pan Wacław - przed laty połączyło ich małżeństwo. Są znakiem, że w miłości można wytrwać kilkadziesiąt lat i nie żałować z tego czasu ani jednego dnia. Teraz mówią, że ich miłość dojrzała.

Wytrwać w małżeństwie 20, 40, 60 albo i więcej lat, dla wielu wydaje się to niemożliwe. Niemożliwa wydaje się też prawdziwa miłość. Z drugiej strony są młodzi, którzy szukają recepty na dobre małżeństwo. Niekiedy młodym parom daje się nawet w prezencie specjalnie przygotowane zeszyty z wpisami żon czy mężów, którzy już mają pewien staż w małżeństwie. Są też oczywiście tacy, którzy nie chcą słuchać żadnych rad.

Dla młodych
W jednym z takich zeszytów - prezentów dla młodej pary przeczytałam słowa Ewy z 27 - letnim stażem, że w małżeństwie jest jak w piosence, wszystko układa się śpiewająco, jeżeli dwoje ludzi chce się wzajemnie zrozumieć, umie sobie nieustannie wybaczać, chce i pragnie dla drugiej strony wszystko czynić bezinteresownie. Justyna po 21 latach małżeństwa napisała: „Myślę, że ludzie, którzy szukają szczerze wzajemnego dobra, okazują sobie miłość i szacunek. Dotyczy to relacji ogólnie, a w małżeństwie szczególnie”. Dla Agnieszki, która 19 lat temu powiedziała mężowi „tak” związek dwojga ludzi to bardzo ciężka praca oparta na wzajemnej miłości, szacunku, wyrozumiałości i umiejętności przebaczania. Lidka, mężatka od 18 lat, podkreśliła: „Musicie być silni miłością, która wszystko znosi, wszystkiemu wierzy, wszystko przetrzyma, tą miłością, która nigdy nie zawiedzie”. Piękne słowa, ale co z wypełnieniem ich w życiu? Są przecież małżeństwa, którym wydaje się, że to niemożliwe.

Małżeństwo jest piękne
Udało mi się spotkać tych, którzy nie tylko mówią piękne słowa o małżeństwie, ale po prostu i aż pokazują je swoim życiem. To państwo Wanda i Wacław. Historia ich wspólnej drogi zaczęła się 52 lata temu. Teraz mają trójkę dzieci i wnuki. Poznali się w pracy, dokładnie tam, gdzie pracowała pani Wanda, czyli w kuchni. Teraz pan Wacław jest po operacji strun głosowych, nadal pracuje w parafii i przyznaje, że gdyby usiadł w fotelu i nic nie robił, nie wiadomo, jak wyglądałoby jego życie. Pani Wanda ostatnio większość czasu spędza w domu, bo choruje, przeszła chemioterapię i na dodatek nie ma jednej nerki. W ich małżeństwie były bardzo trudne dni. Już na samym początku, w dniu ślubu cywilnego pan Wacław miał kłopoty z dojazdem do miejscowości narzeczonej. - Wydawało się, że już nie przyjedzie, moja mama mówiła, że go może za mało znam i co ludzie powiedzą, bo wszyscy sąsiedzi wiedzieli o ślubie - wspomina tamten dzień pani Wanda. Narzeczony przyjechał na ostatnią chwilę, po prostu spóźnił się autobus PKS. Na szczęście ślub kościelny odbył się już bez przeszkód. - To Pan Bóg nas sobie przeznaczył. Dziękuję Bogu za męża - mówi pani Wanda, kiedy tłumaczy decyzję o ślubie. Potem był też czas, że musieli mieszkać osobno. Ich życie odwróciło się w lepszą stronę, kiedy niespodziewanie wygrali samochód. Sprzedali go, kupili tańszy, a resztę przeznaczyli na zakup działki pod ich wymarzony dom, który udało się wybudować. - Nie było materiałów budowlanych, a za każdym razem, gdy coś udało się zdobyć, musieliśmy tłumaczyć się, skąd je mamy - wspomina pani Wanda trudne czasy komunistycznego PRL. Pytani o to, co jest ważne, gdy pojawiają się trudności i trzeba je pokonać, tłumaczą, że wiara w Boga, zaufanie Jemu do końca i wzajemne wsparcie. Mówią to nie ukrywając, że to bardzo trudne. - Nikt nie jest idealny, dlatego potrzeba wzajemnego przebaczenia, wyjaśniania sobie wszystkiego, potem zapominania tego, co było złe. Potrzeba czekania jeden na drugiego, kiedy ktoś wyjedzie - odpowiadają zgodnie. Pomimo choroby pani Wanda twierdzi, że teraz jest najważniejszy czas w ich małżeństwie. Ona wie, że mąż nadal ją kocha. Wystarczy jego sama obecność, trzymanie za rękę, liczy się więź małżeńska. - Pierwsza część życia to było dorabianie się, budowanie, dzieci. Więcej mogę powiedzieć o tym, co teraz jest. Teraz jest stabilizacja i miłość dojrzała. Mogę liczyć na męża w chorobie, w każdym słowie, on pociesza mnie, a ja jego. Tak powinno być. Wiem, że życie musi się kiedyś skończyć. Kto się urodził, musi umrzeć - wyznaje drżącym głosem Wanda, która nie żałuje podjętej decyzji o małżeństwie, podobnie, jak jej mąż. Dla nich życie w małżeństwie jest po prostu i aż piękne.

Tekst Renata Jurowicz



marysiaO zakochaniu i miłości małżeńskiej, dojrzałości uczuć i skarpetkach w sypialni w rozmowie z Marysią i Jarkiem, małżeństwem od 33 lat.

Jak Państwo się poznali?
Marysia: Poznaliśmy się 39 lat temu na pielgrzymce warszawskiej do Częstochowy. Oboje z mężem znaleźliśmy się na niej trochę przez przypadek, tak wtedy myśleliśmy. Jednak dla Pana Boga nie ma przypadków. Dziś sądzę, że Bóg miał dla nas plan na nasze życie już wtedy, a to miejsce było chyba najlepszym, gdzie mogliśmy się spotkać.

Skąd wiedzieliście, że to właśnie ta jedyna, ten jedyny?
Marysia: Na początku wcale nie wiedzieliśmy. Na pielgrzymce leczyłam serduszko po odejściu innego chłopaka, mój przyszły mąż też miał swoje sercowe kłopoty. Trochę pocieszaliśmy się nawzajem. To nas do siebie zbliżyło i tak zaprzyjaźniliśmy się. Przyjaźń to bardzo dobry początek udanego związku. Po kilku miesiącach byliśmy już nierozłączni i tak blisko, że nawet myśleliśmy o sobie dokładnie w tym samym czasie. Że to właśnie ten. Gdy byliśmy daleko od siebie, to tak jakby brakowało powietrza do oddychania, brakowało cząstki siebie, niewidzialnej, a jednak koniecznej do życia. Wtedy byliśmy bardzo młodzi, mieliśmy po 17 lat, ale zawsze i wszędzie byliśmy razem. Tylko nie w szkole. Po lekcjach to już tak, nawet uczyliśmy się razem. To musiał być ten jedyny, ta druga połowa jabłka.

Czy uczucia są te same w momencie ślubu i teraz? Jak się zmieniają?
Marysia i Jarek: Pobraliśmy się dopiero po przeszło pięciu latach znajomości. Kochaliśmy się wtedy bardzo, ale oboje nie byliśmy w pełni samodzielnymi ludźmi.
Marysia: Ja na trzecim roku studiów, mąż w wojsku.
Marysia i Jarek: Czy do dziś są te same uczucia? Chyba głębsze i mocniejsze. Wtedy miłość była taka świeża, trochę jeszcze szalona, ale też podszyta niepewnością, strachem przed przyszłością. Nie mieliśmy pracy, mieszkania, byliśmy tak niedoświadczeni życiowo i nadal bardzo młodzi. Moment ślubu był bardzo piękny i wzruszający, ale „... i nie opuszczę Cię aż do śmierci” to jednak bardzo długo. Dziś zastanawiamy się, kiedy przeleciały te 33 lata. Tylko dziecko tak jakoś szybko nam urosło i dziś jest dużo starsze, niż my w momencie ślubu. A kochamy się chyba jeszcze bardziej niż wtedy, uczucie jest jednak dojrzałe, doświadczone latami wspólnie pokonywanych trudności, akceptacją wzajemnych wad i słabości. I ciągle tęsknimy za sobą, gdy nie widzimy się przez kilka godzin i martwimy o siebie, gdy drugie spóźnia się po zajęciach do domu. Rankiem żegnamy się krzyżem kreślonym na czole małżonka, a po pracy witamy buziakiem.

Skąd po latach wiadomo, że mąż, żona nadal kocha?
Marysia: No przecież wyznaliśmy sobie miłość wiele lat temu. Gdyby coś się zmieniło, chyba by mi powiedział, to poważny i uczciwy człowiek. A tak poważnie, to nadal często mówimy „kocham Cię” i lubimy się przytulać.
Marysia i Jarek: Poza tym, gdy po tylu latach wspólnego życia, tylu różnych przeżytych problemach, kłopotach, zakrętach życiowych, gdy częściej było pod górkę niż z górki, jesteśmy nadal razem; wiemy, że na sobie ciągle możemy polegać, że to drugie zawsze było przy tobie i nigdy nie zawiodło, to chyba musi być miłość.

Dlaczego kochając kogoś warto wyjść za niego za mąż, ożenić się?
Marysia: Pewnie, że warto. Mój mąż słysząc to wziął Pismo Święte i przeczytał fragment „Dlatego opuści człowiek ojca swego i matkę i złączy się ze swoją żoną i będą oboje jednym ciałem” (Mk 10, 7-8). I powiedział, że my zawsze byliśmy jednym ciałem, a jak można rozdzielić jedno ciało? We dwoje zawsze jest łatwiej ciągnąć ten wózeczek życia, zwłaszcza gdy oba koniki ciągną w tę samą stronę. Gdy jeden trochę osłabnie, to drugie weźmie za rękę i trochę pociągnie. Poza tym uważamy, że bez sakramentu małżeństwa związek dwojga nawet najbardziej zakochanych w młodości osób nie przetrwałby próby czasu kilkudziesięciu lat wspólnego życia.

Co denerwuje dzisiaj w mężu, żonie?
Marysia i Jarek: Większość naszych wzajemnych wad już w dużym stopniu przestało nas denerwować, przynajmniej na tyle, że prawie nie zwracamy na nie uwagi.
Marysia: Mnie nadal trochę złoszczą brudne skarpetki przy łóżku w sypialni, a nie w koszu na pranie i ciągły bałagan w piwnicy - na szczęście rzadko tam wchodzę. Mojego męża to, że zawsze zauważę ten bałagan, a nie pochwalę porządku wtedy, gdy już go zrobi. No i cierpliwości mieliśmy kiedyś trochę więcej dla siebie niż dzisiaj i oboje nas to w sobie nawzajem denerwuje.

Jak pokonać sytuacje kryzysowe w małżeństwie?
Jarek: Sytuacje kryzysowe trzeba przegadać, ale nie przekrzyczeć.
Marysia: Mąż uważa, że recepta jest jedna - naraz może mówić tylko jedna osoba, najlepiej ta, co rozpoczęła, druga może tylko słuchać. Częściej słucha on i za to mu jestem wdzięczna. Trzeba także przemodlić, najlepiej wspólnie. Modlitwa daje ogromną pomoc w przetrwaniu kryzysów. Uważam, że jeśli Pan Bóg pobłogosławił nasze małżeństwo, to musi pomagać nam w trudnych sytuacjach, jeśli powierzymy Mu wszystkie nasze sprawy i poprosimy o pomoc. I pomaga, zawsze, chociaż czasami podsuwa rozwiązania wcale nie takie, jakich byśmy się na początku spodziewali.

Czy istnieje i jeśli tak, to jaka jest recepta na dobre małżeństwo, które przetrwa kilkadziesiąt lat?
Marysia i Jarek: Naprawiać, naprawiać i walczyć o swoje małżeństwo codziennie od nowa. Kochać i wybaczać. Małżeństwo to nie stary ciuch, który można wrzucić do kosza i kupić ładniejszy model, w którym będziesz czuć się wygodniej. Kiedyś, gdy byliśmy młodsi, wszystko, co się zepsuło, trzeba było naprawić, aby dalej służyło. Dziś wyrzuca się całkiem dobre rzeczy, gdy tylko się trochę znudzą. Niektórzy podchodzą też tak do związków, z małżeńskimi włącznie.

Proszę powiedzieć po latach doświadczeń: czym różni się zakochanie od miłości?
Marysia: Zakochanie to reakcja chemiczna w organizmie, która może zachodzić wielokrotnie, zaczyna się gwałtownie i równie gwałtownie i szybko może się skończyć. Czasami bywa początkiem miłości. Miłość to odpowiedzialność za drugą osobę, rodzinę, dzieci. Chociaż bardzo fajnie jest, gdy to zakochanie przetrwa w nas jak najdłużej. Gdy mój mąż poprosi mnie do tańca, spojrzy w oczy i przytuli, to czuję, że jestem w nim zakochana, jak przed 35 laty i dziś znów wyszłabym za niego za mąż, a on się ze mną ożenił.

Rozmawiała Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Wywiady

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 25

Opiekun nr 25(512) od 3 grudnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z kustoszem kaliskiego sanktuarium ks. prałatem Jackiem Plotą, który opowiedział o swojej osobistej relacji z Patriarchą z Nazaretu i o radościach posługi w sanktuarium.

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej