Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-04-05 10:41:49

Droga miłosierdzia

O spotkaniu ze Zmartwychwstałym, Bożym miłosierdziu i ewangelizacji mówi ojciec Krzysztof Czerwionka, zmartwychwstaniec, Misjonarz Miłosierdzia, założyciel Wspólnoty Chrystusa Zmartwychwstałego „Galilea” i dyrektor BK Szkół Ewangelizacji św. Andrzeja.

Trwa Rok Miłosierdzia, dlaczego papież Franciszek go ogłosił, skoro miłosierdzie jest stale głoszone w Kościele?

O. Krzysztof Czerwionka: Myślę, że jest to prorocze wyczucie czasu, widzenie potrzeb współczesnego Kościoła i świata. Dla nas, jako wierzących, to powrót do istoty Ewangelii, zrozumienia istoty chrześcijaństwa, którym jest miłosierdzie Ojca. On dał swojego Syna, żeby nas pojednać ze sobą. To jest wymiar miłosierdzia, który chcemy odkrywać na nowo, także miłosierdzia, które przywołuje tych, którzy się pogubili. Z Ewangelii wiemy, że tam, gdzie był Jezus, tam zawsze byli też ludzie słabi i grzeszni, którzy przychodzili do Niego. Kiedy więc głosimy Ewangelię, która jest Ewangelią miłosierdzia, a św. Paweł nazwał ją Ewangelią łaski, ona przywołuje ludzi takimi, jakimi są. Miłosierdzie jest takie, że Bóg kocha nas bez warunków, stale.

W Środę Popielcową z ponad tysiąca misjonarzy miłosierdzia z całego świata został Ojciec posłany przez papieża. Proszę wyjaśnić, kim są misjonarze miłosierdzia?

Nasze zadania są opisane w papieskim dokumencie na Rok Jubileuszowy. Chodzi o kapłanów, którzy żyją miłosierdziem, bo to oznacza, że będą głosić miłosierdzie, podejmować rekolekcje, misje ludowe, przybliżać ludziom dar miłosierdzia Boga, a więc Jego osobę, nie jakąś ideę. Ja chcę głosić miłosierdzie, które nie jest czymś wyuczonym, bo nie ma to sensu. Chcę głosić miłosierdzie, które dotyka serca, pomaga ludziom spotkać Boga i doświadczyć odnowy wewnętrznej. Inny wymiar tej posługi to sakrament pojednania. Misjonarze miłosierdzia mogą rozgrzeszać z grzechów zastrzeżonych dla Stolicy Apostolskiej, samego papieża.

O jakich grzechach Ojciec mówi?

Po pierwsze o grzechu profanacji Najświętszego Sakramentu, który może dotyczyć ludzi świeckich i innych. Pozostałe są bardziej skupione na osobach duchownych. Może być tak, że jakaś osoba duchowna spowiadała osobę jako wspólnika grzechu przeciw szóstemu przykazaniu. Chodzi też o zdradę tajemnicy spowiedzi, próbę wyświęcenia kobiety, czy też o grzech związany z fizyczną napaścią na papieża, czyli przemocą.

Misjonarzami mają być kapłani, którzy żyją miłosierdziem. Kiedy Ojciec doświadczył go po raz pierwszy?

Kiedy miałem 17 lat chodziłem do kościoła z tradycji i siadałem z kolegami w ostatniej ławce. Pewnego wieczoru, nie wiem, co ksiądz mówił, ale wtedy doświadczyłem, że Bóg mnie kocha. Nie wyszedłem z inni z kościoła, po prostu nie chciałem utracić tego doświadczenia. Wróciłem do internatu sam, z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej po raz pierwszy płakałem, bo zrozumiałem swoje grzechy. To był moment, kiedy przestałem się usprawiedliwiać. Zastanawiałem się, co dalej i znalazłem Ruch Światło-Życie. Zrozumiałem, że Bóg mnie potrzebuje dla siebie, na misje. W zupełnej wolności zrozumiałem, że zmartwychwstałem osobiście, dlatego podjąłem decyzję o wstąpieniu do zmartwychwstańców. Od tamtego momentu chciałem przeżywać Paschę jak najpełniej i tak jest do dzisiaj.

Z jednej strony słyszymy: miłosierdzie Boże nie ma granic, inni przywołują główną prawdę wiary o Bogu, który jest sędzią sprawiedliwym.

Słysząc o tym odpowiadam: słowo Boże mówi, że gniew Boży trwa przez chwilę, a Jego miłosierdzie przez całe życie. To jest trudne do pojęcia, jak pogodzić to, że Bóg jest sędzią, ale też jest miłosierdziem i miłosierdzie jest ponad prawem - tak mówi Bóg. Dla nas ludzi to jak ogień i woda. Może jest to taki wymiar, o którym mówi Jezus, że są ci, którzy zmartwychwstają do życia wiecznego i zmartwychwstają ku potępieniu, kiedy nie przyjmuję Jezusa i Jego słowa, skazują siebie na Jego sąd. Ale kiedy Go przyjmuję, wchodzę w przestrzeń miłosierdzia i o tym mówią ludzie z Ewangelii - grzesznicy, odrzucani, oskarżani przez faryzeuszy, uczonych w Piśmie i saduceuszy.

Prawda o miłosierdziu związana jest z sakramentem pojednania. Dzisiaj wiele osób nie czuje potrzeby korzystania ze spowiedzi.

Trzeba wiary, doświadczenia Boga, bo inaczej nie pójdę do spowiedzi, wszystko będzie mi przeszkadzać. Jeśli osoba ma doświadczenie miłości Boga, to nie może inaczej odpowiedzieć, jak tylko skorzystać z sakramentu pojednania, drogi miłosierdzia Bożego, w którym On nam odpuszcza grzechy, tzn. nas leczy. Gdyby tylko człowiek potrafił zrozumieć, ile ran zadajemy sobie przez grzech i potem chodzimy pokiereszowani. Bóg wie, jaka jest nasza natura, wie, że potrzebujemy to wypowiedzieć i otrzymać przebaczenie. To nie jest tylko kwestia psychologii, to jest doświadczenie łaski Bożego miłosierdzia. Jezus miłosierny mnie nie oskarża, tylko chce, jak do kobiety cudzołożnej, powiedzieć: „Nikt cię nie potępia, idź i już nie grzesz”. To jest doświadczenie wolności, którą daje Chrystus.

Młodzi ludzie, kiedy wspomina się o spowiedzi, Bożym miłosierdziu, mówią też, że mają jeszcze czas, przyjmą je, kiedy będą starsi.

Tylko, że z grzechem jest jak z nawykami. W pewnym momencie już nad nimi nie panujemy i może być tak z każdym. Życie też pokazuje, że czas szybko biegnie. Młodzi ludzie też umierają. Czy nie szkoda tracić młodego życia, w którym nie ma Jezusa, najgłębszej radości, szczęścia, wartości, które On daje? Szkoda. Moje życie naprawdę zaczęło się rozwijać w pełni od kiedy powiedziałem Jezusowi: „Zrób coś ze mną” i moja droga zaczęła się zmieniać. Mogłem potem na prymicyjnym obrazku napisać: „Bóg jest miłością”, bo tym żyłem. 

Zdarza się, że ludzie dopuszczają się ciężkich grzechów twierdząc, że Bóg i tak im wybaczy, bo przecież jest miłosierny.

Wtedy ktoś jest na skraju grzechu przeciwko Duchowi Świętemu. Ale nikogo nie można zmusić do spowiedzi. Mogę mu tylko powiedzieć, co daje Bóg, kiedy się spowiadasz, jakiego doświadczasz miłosierdzia, pokoju, pełnego szczęścia, nowego spojrzenia na życie, które sprawia, że nie żałuję decyzji, bo one są dobre i dlatego warto nie zwlekać.

Ważne jest osobiste doświadczenie Boga zmartwychwstałego i miłosiernego. Ale co ma zrobić osoba, która o Jezusie słyszała, ale tak naprawdę nigdy Go nie spotkała?

Modlić się: „Daj mi usłyszeć Twój głos, zobaczyć siebie, potrzebuję Twojego miłosierdzia”. To wystarczy. Nie trzeba specjalnych formuł modlitewnych, przecież to jest Jego dzieło. My, jako ludzie, chcielibyśmy mieć niezawodne formuły, jak to powiesz, to na pewno miłosierdzie Boże „spadnie”. Formy są pomocne, ale najważniejsze jest pragnienie osoby. Wiem, że Bóg odpowiada, bo tego doświadczyłem i widzę innych, którzy tego doświadczyli. To jest droga miłosierdzia. 

Ojciec jest założycielem „Galilei”, z którą głosi rekolekcje także o Bożym miłosierdziu.

Specyficzną formą ewangelizacji wspólnoty „Galilea” są otwarte spotkania domowe zwane Domami Zmartwychwstania, gdzie każdy może dojść, by budować relacje przyjaźni, dzielić się słowem Bożym, wielbić Boga i modlić się za siebie nawzajem. Prowadzimy też Szkolę Ewangelizacji św. Marka. Czynimy to niosąc nadzieję w Jezusie, tym, którzy Go nie znają. Być może chodzą do kościoła, ale nie odkryli osobistej relacji z Nim. Mają stać się Jego uczniami i świadkami w życiu codziennym. Stąd też, kiedy posługuję podczas rekolekcji, tak jak w sanktuarium Miłosierdzia Bożego w Kaliszu, czynię to z zespołem ludzi świeckich. Gdy ksiądz sam głosi Ewangelię, mogą powiedzieć: on tak powinien. Ale kiedy staną obok niego ludzie świeccy i mówią o swoim doświadczeniu wiary, to bardziej przekonuje. Widzę, jak Bóg posługuje się kerygmatem, kiedy go głosimy, nie dlatego, że robimy to specjalnymi technikami czy emocjami. Po prostu to jest słowo, które Bóg dał Kościołowi, więc nic piękniejszego nie możemy głosić, jak tylko Boga miłującego, Tego, który umarł i zmartwychwstał i jest naszą nadzieją.

Rozmawiałam z księdzem, który zastanawiał się, jak głosić Jezusa zmartwychwstałego, by dotrzeć również do nowych ludzi.

Pierwszym momentem jest nawrócenie księdza. Jeśli żyję Ewangelią, która jest dobrą nowiną, nie ścinam ludzi wzrokiem, słowem, relacją, wtedy Bóg ich przyciąga i oni chcą być przy kapłanie. Powoli chcą razem z nim głosić i tak powstają wspólnoty. Duch Boży wieje też oddolnie, daje przebudzenie ludziom świeckim i wtedy oni przyjdą do księdza i mówią - chcielibyśmy stworzyć grupę. Jeśli ma on serce pasterskie powie: może nie znam się, ale będę z wami.

Niektóre wspólnoty są dynamiczne na początku, później znamy się, lubimy się i tak się modlimy, że już nikt nie może wejść w grupę. Skupieni jesteśmy na sobie, chyba już nie na Jezusie, bo On zawsze był otwarty na wszystkich. Wtedy potrzebne jest nawrócenie wspólnoty, by zechciała wyjść do ludzi. Nie może też wspólnota mówić: jesteśmy otwarci i czekamy na wszystkich, którzy przyjdą. Jeśli jesteś otwarty, to ty wyjdź do ludzi. Może nie tylko przygotuj Mszę św., ale zacznij witać ludzi wchodzących do kościoła. Zróbcie coś, co służy także innym. To jest przemiana, której naprawdę potrzebujemy. Ja też ciągle się zastanawiam, czy jestem jeszcze otwarty, czy już się zamknąłem na innych.

Rozmawiała Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Wywiady

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka

Opiekun nr 21(508) od 8 października 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. rozmowa z postulatorką służebnicy Bożej z diecezji kaliskiej s. Włodzimiry.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej