Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-09-28 10:53:30

Na problemy finansowe Święty Józef
Wydawałoby się może, że nie wypada prosić Boga przez wstawiennictwo świętych o pieniądze. A jednak On sam wie, kiedy prosimy dla siebie, a kiedy z miłości i dla większego dobra. Dlatego wielu osobom dzięki Świętemu Józefowi i zaufaniu do Boga udało się rozwiązać problemy finansowe.

Zapal świeczki
Kryzys finansowy, który dotknął mojej misji w Ghanie, stał się początkiem pięknej, żywej i głęboko duchowej przyjaźni ze św. Józefem. Jestem kapłanem od 2000 roku, zaś na misji służę od 1994 roku. W 2004 roku przełożeni skierowali mnie do miejscowości Ashaiman blisko stolicy Akry, gdzie salezjanie prowadzą szkołę techniczną dla ubogiej młodzieży. Odpowiadałem za administrację w domu i w szkole, a także za prowadzenie warsztatów. Panujący wówczas kryzys ekonomiczny w USA i w Europie dotknął również nas. Jego konsekwencje odczuliśmy w latach 2007-2008. Z każdym miesiącem było coraz mniej pieniędzy, aby prowadzić szkołę. Brakowało zwłaszcza środków na wypłaty dla pracowników. Pomimo usilnych starań i zabiegów z naszej strony ministerstwo oświaty wbrew zapewnieniom odwlekało wpisanie naszych nauczycieli na listę płac z budżetu ministerstwa.
Sytuacja pogarszała się, a ja powoli miałem już dość całej sytuacji. Byłem bliski zniechęcenia, myślałem o powrocie do Polski. I wtedy spotkałem misjonarkę, która zauważyła mój smutek i przygnębienie. Zapytała o powód mojego rozgoryczenia. Po usłyszeniu wyjaśnienia z lekką pretensją zapytała, dlaczego nie wzywam pomocy św. Józefa. Powiedziałem sobie w myślach: „A co mi św. Józef pomoże w tym przypadku?”. Wówczas misjonarka opowiedziała mi o swojej przyjaźni ze św. Józefem i historii zgromadzenia, które obrało św. Józefa za patrona, który cały czas wspomaga ich misje. Oznajmiła mi: „Wiesz, ja w każdą środę palę świeczkę Józefowi, a jak jest potrzeba, to częściej. Powiedz mi, jakiej waluty potrzebujesz, a ja w intencji takiej waluty zapalę świeczkę”. Pomyślałem, że robi sobie ze mnie kpiny i odpowiedziałem na odczepnego, żeby zapaliła tyle świeczek, ile chce, a może wówczas pojawi się jakaś waluta. I tak św. Józef wszedł w moje życie. Bez żadnej przesady. W krótkim czasie sytuacja zaczęła się poprawiać. Najpierw wszystkie wspólnoty w prowincji zmobilizowały się i przyszły nam z pomocą w celu uregulowania wypłat dla nauczycieli i pracowników. Sfinansowały również inne wydatki. Następnie ministerstwo przejęło płace i koszty utrzymania naszej szkoły. Bóg Ojciec troszczy się o nas i ukazuje to poprzez świętych, którzy obcują wśród nas. Taka jest nasza wiara, którą wyznajemy w Credo. Osobiście zrozumiałem, że było to pragnienie Jezusa, abym zaprzyjaźnił się z Jego opiekunem na ziemi - Józefem. Szczególnie przez dwa ostatnie lata, kiedy studiowałem teologię dogmatyczną, św. Józef pozwalał mi odczuwać swoją troskę o mnie i moją wspólnotę. Stawiał wówczas na drodze mojego życia wielu życzliwych ludzi, którzy udzielali mnie i mojej wspólnocie pomocy. Interwencja św. Józefa w finansach była tylko progiem, przez który wszedł on do mojego życia, życia moich przyjaciół i znajomych. Bardziej bowiem od pomocy finansowej potrzebowałem pomocy duchowej i moralnej. Święty Józef uczył i uczy mnie ciągle zaufania, poświęcania się, zapierania się samego siebie, szukania woli Pana, opiekowania się człowiekiem i Kościołem, ale najbardziej kształci mnie, jak kochać Jezusa i Maryję. Jego milczenie, obecne na kartach Pisma Świętego, jest nadal aktualne, a działanie jeszcze bardziej skuteczne i precyzyjne.
Święty Józef jest teraz w niebie i stamtąd widzi jeszcze wyraźniej nas zmagających się z różnymi problemami. Wspiera nas w każdym działaniu, pod warunkiem, że osobiście zaprosimy go do naszego życia i pozwolimy mu działać. A on intensywnie działa - w sposób jemu właściwy - dla zbawienia naszej duszy.
Czasami denerwowałem się i krzyczałem na niego, aby coś zrobił i szybciej zadziałał. A on ze swoim spokojem zawsze zdążył, bo doskonale wie „jak” i „kiedy”. Święty Józef nigdy jeszcze mnie nie zawiódł. To mocarz i potężny orędownik. Naprawdę, nie wymuszajmy niczego na nim i nie wywierajmy presji. Pozwólmy mu działać. Osobiście głęboko wierzę, że XXI wiek jest czasem św. Józefa. Początek pontyfikatu papieża Franciszka i włączenie św. Józefa do modlitwy eucharystycznej jest dla mnie tego dowodem.
Głęboko zachęcam, aby każdy osobiście zaprosił św. Józefa do swojego życia, małżeństwa, rodziny, klasztoru, pracy, a sam przekona się o skutecznej obecności i jego działaniu. Jako duchowy syn ks. Bosko dziękuję Bogu, że mogłem odkryć na nowo miłość i zaufanie, jakimi św. Jan Bosko darzył tego wielkiego Świętego. Ksiądz Bosko każdą wspólnotę i szkołę poświęcał opiece św. Józefa. Zachęcał młodych ludzi do oddawania należnej czci św. Józefowi (szczególnie w marcu i w każdą środę). W wielu naszych domach i szkołach przy wejściu do budynku umieszczona jest figurka Świętego. Osobiście mam wielką radość w sercu, że wielu moich współbraci i nasze wspólnoty na nowo odkrywają i poświęcają się opiece św. Józefa. Z głębokim przekonaniem zachęcałem i zachęcam moich znajomych, przyjaciół, wiernych w czasie kazań czy rekolekcji, aby powierzali się opiece św. Józefa. Widzę, jak ten Święty działa w ich małżeństwach, rodzinach, życiu osobistym, pracy. Grono miłośników św. Józia ciągle się powiększa, a jego pomoc jest namacalna. Szczególnie w każdą środę oczekujemy jego działania. Skuteczna obecność św. Józefa w życiu moich znajomych wzmacnia moją wiarę w jego orędownictwo i motywuje mnie do szerzenia nabożeństwa do tego wielkiego Świętego. W tym roku na urodziny moi przyjaciele podarowali mi medalik św. Józefa. Niby nic w tym szczególnego, lecz dla mnie było to potwierdzenie jego miłości i przyjaźni ze mną. Przez kilka miesięcy bezskutecznie szukałem medalika w różnych sklepach. Przyjaciele kupili mi go w Krakowie. Był to jedyny egzemplarz w tym sklepie, tak jakby czekał właśnie na mnie. Święty Józiu, dziękuję ci bardzo, że poprzez kryzys finansowy wszedłeś w moje życie, ukazując mi swoją troskę obejmującą nie tylko ciało, ale także i ducha. 

ks. Krzysztof SDB
misjonarz, Ghana (zachodnia Afryka) 


Przygoda
Niegdyś św. Józef kojarzył mi się z opiekunem Pana Jezusa, oblubieńcem Maryi i stróżem czystości, czego symbolem są białe lilie, z którymi najczęściej jest przedstawiany.
Kiedy w czasie narzeczeństwa po raz pierwszy zobaczyłam mojego oblubieńca (przyszłego małżonka) w drzwiach z naręczem białych lilii dla mnie, od razu skojarzył mi się ze św. Józefem - to nobilitowało, ale też zarazem zobowiązywało.
Kilka lat później śp. matka Cecylia - karmelitanka bosa z Gdyni-Orłowa, z którą dane nam było już jako małżeństwu wejść w zażyłą relację - dzieliła się z nami niezliczoną ilością świadectw, jak to św. Józef „gospodarzył” i „zarządzał” przystanią na ul. Cumowników, gdzie niegdyś powstała nowa fundacja sióstr karmelitanek. Święty Józef zawsze był przez siostry z tego klasztoru otaczany szczególną czcią, choć jego figurka w klauzurowym klasztorze niejednokrotnie lądowała w dość ciekawych miejscach: a to na parapecie zwrócona w stronę wścibskich sąsiadów, a to w pracowni haftu, w której się zepsuła maszyna, a to na strychu zalanym przez ulewy. To jemu, jako gospodarzowi i zarządcy, siostry powierzały wszystkie trudne sprawy gospodarcze, ekonomiczne i inwestycyjne. A on nigdy nie pozostawiał bez odpowiedzi ich pokornych próśb. Świadectwa sióstr niezwykle mocno zapadły w nasze serca, a postać św. Józefa stawała się dla nas tym bliższa, im więcej trudności napotykaliśmy w naszym życiu.  Postanowiliśmy pewnego dnia „przygarnąć” św. Józefa pod nasz dach. W antykwariacie nabyliśmy figurkę sprowadzoną ze zlaicyzowanej Holandii. Był to stary odlew z mosiądzu - tym bardziej dla nas cenny, gdyż pochodził z „odzysku” i przybył do nas 2 maja - dzień po uroczystości św. Józefa Robotnika. Od tego czasu zaczęła się nasza prawdziwa przygoda ze św. Józefem.
Za ścianą mieszkał sąsiad - były górnik na emeryturze, owładnięty alkoholizmem. Tragedia się zaczęła, kiedy w wyniku przedawkowania alkoholu zmarła jego konkubina. Ten człowiek w oparach pijaństwa w dzień sprowadzał kolegów na libacje, a w nocy wył jak wilk z rozpaczy. My w tym czasie spodziewaliśmy się pierwszego dziecka i nie wyobrażaliśmy sobie, żeby w takim sąsiedztwie wytrzymać z małym dzieckiem. Niejednokrotnie wzywaliśmy stróżów prawa do zaprowadzenia porządku, ale policja była bezsilna. Postanowiliśmy wówczas umieścić figurkę Świętego przy ścianie graniczącej z jego mieszkaniem. Codziennie modliliśmy się za wstawiennictwem św. Józefa w intencji wyjścia z nałogu i znalezienia sensu życia dla pana Staszka. Droga ta nie była łatwa, ale przyszedł dzień, kiedy ten wrócił do świata trzeźwości i normalności. Bez wątpienia stał za tym św. Józef. Pewnego razu doszliśmy do wniosku, że przyszedł czas na założenie własnego biznesu większego niż jednoosobowa firma, której mąż już był właścicielem. Obliczyliśmy, że na uruchomienie spółki potrzebowalibyśmy niedużo i niemało - sto tys. zł. Jako że taką sumą nie dysponowaliśmy, a wydatki w bieżącej działalności nie były w stanie zagwarantować w krótkim czasie adekwatnych oszczędności, wiedzieliśmy, że potrzebujemy „zastrzyku” gotówki znikąd. Do kogóż mieliśmy się udać z prośbą, jak nie do św. Józefa? Tym razem napisaliśmy do niego list życzeniowy z konkretną prośbą o kwotę stu tysięcy złotych. Przy tej okazji na liście znalazło się kolejnych dziewięć punktów związanych z naszymi bieżącymi sprawami biznesowymi. Zwinięty liścik umieściliśmy w otworze odlewu figurki św. Józefa i przy każdej okazji prosiliśmy go w tych intencjach. Niewiarygodne było to, że św. Józef po kolei i dosłownie wypraszał nam poszczególne łaski.  W krótkim czasie w naszej dotychczasowej firmie wygraliśmy przetarg na usługę za kwotę dokładnie stu tysięcy złotych netto. Dzięki temu mogliśmy powołać do życia spółkę. Osoby i sprawy polecane w kolejnych punktach na liście były ewidentnie objęte opieką św. Józefa i znajdowały swoje szczęśliwe rozwiązanie dosłownie zgodnie z listą. I tak: relacje z partnerami się prostowały, trudni pracownicy znajdywali inne miejsce zatrudnienia, a na ich miejsce przyjmowaliśmy nowe osoby zupełnie nie z przypadku. Przy pomocy św. Józefa staliśmy się właścicielami biura w odległości pięciu minut od miejsca zamieszkania.
Doszliśmy do wniosku, że św. Józef lubi konkretne i wytrwałe prośby. I na pewno nie lubi się nudzić w niebie. Dzisiaj ze św. Józefem są mocno zaprzyjaźnione także nasze dzieci, które zawsze na czas wieczornej modlitwy w procesji i z pieśnią „Święty Józefie, patronie nasz” przenoszą figurkę zawsze tam, gdzie spotykamy się na wspólnej modlitwie. na problemy finansowe Święty Józef 

Natalia i Witold, Kraków

Teksty z książki "Cuda świętego Józefa" Katarzyny Pytlarz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Święty Józef

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej