Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-31 12:30:30

Niezawodny orędownik

Każdy, kto doświadczył pomocy od św. Józefa wie, że jest to potężny orędownik, którego szczególną obecność można odczuć w jego kaliskim sanktuarium. Tutaj nieustannie z całej Polski płyną świadectwa i podziękowania wpisywane do Księgi Łask i Cudów.

Udana operacja
Katarzyna i Teodor, 2005 roku
W 1990 roku byliśmy na pielgrzymce u Pani Jasnogórskiej w Częstochowie i w drodze powrotnej wstąpiliśmy do kościoła - bazyliki św. Józefa w Kaliszu. Byliśmy na Mszy Świętej, po której siostra zakrystianka opowiadała nam o Świętym Józefie i o cudach, które za przyczyną św. Józefa otrzymują ludzie.
Mąż chorował przez 10 lat na prostatę i często przebywał w szpitalu. W 1992 roku zaistniała konieczność przeprowadzenia u niego zabiegu operacyjnego. Zamówiłam listownie Mszę Świętą w Kaliszu z prośbą o szczęśliwa operację ufając, że Święty Józef nie odmówi swej pomocy. Rzeczywiście wszystko dobrze się skończyło. W tym roku mija już trzynaście lat, od czasu, kiedy odbyła się jego operacja i mąż jest zdrowy, nic mu nie dokucza. Wierzymy mocno, że pomoc Boża płynęła z Kalisza od Świętego Józefa, dlatego chcemy podziękować niezawodnemu Świętemu Józefowi za jego opiekę i wstawiennictwo.

Upragnione potomstwo
Anna i Andrzej, 2010 roku
Pobraliśmy się w roku 2004 i byliśmy zgodni, że chcielibyśmy mieć większą rodzinę, chcielibyśmy potomstwo. Jednak przez dwa lata czekaliśmy i niestety nie otrzymaliśmy takiej łaski, dlatego zwróciliśmy się o pomoc medyczną.
Trwało to około pół roku. Przechodziliśmy badania, wspomaganie farmakologiczne. Jednak cały czas nie było tego pozytywnego rezultatu. Potem skierowano nas do jednostki specjalistycznej, gdzie znowu przechodziliśmy badania. Zastosowano różne metody wsparcia. Co jakiś czas pojawiał się temat in vitro i im dłużej nie było rezultatów, którymi ten ośrodek mógłby się pochwalić tym natarczywiej podsuwano nam tę metodę. W momencie, gdy nie chcieliśmy zgodzić się na takie rozwiązanie byliśmy traktowani przynajmniej jako dziwne osoby, niedzisiejsze, które zwracają się o pomoc i w momencie kiedy jest ona nam przedstawiana to my ją odrzucamy. Było to bardzo obciążające psychicznie. Ciągłe próby, nadzieje i rozczarowania.
To trwało gdzieś do wiosny roku 2007. Spotkaliśmy ks. Bogumiła z Kalisza. Zaczęliśmy rozmawiać o tej naszej sprawie, o naszym pragnieniu, problemie. Wtedy ks. Bogumił powiedział: ale nie ma czym się martwić, trzeba się zwrócić do św. Józefa. Ja będę szedł na pielgrzymkę, wezmę waszą sprawę jako intencję, trzeba tylko ufać, w sierpniu będzie wszystko jasne. Wtedy Ania do ks. Bogumiła mówiła: ale jak to w sierpniu, jak można takie ultimatum dawać św. Józefowi? A ks. Bogumił mówił: tak trzeba konkretnie ze Świętym Józefem jak do faceta, 1 sierpnia ma być i będzie.
My może nie byliśmy do końca przekonani, ale cały czas podświadomie mieliśmy to w pamięci, ponieważ planując jakieś rzeczy na następny rok, wyjazdy cały czas powtarzał się ten temat. Nie możemy wyjechać, ponieważ akurat będzie to termin porodu albo nie będzie można jechać z małym dzieckiem tak daleko.

Pewnego dnia Ania przybiegła do mnie z testem ciążowym i mówi: co widzisz? Ja tak popatrzyłem i mówię: nie wiem co widzę. Widzisz jedną czy dwie kreski? Nie wiedziałem co powiedzieć, bo z jednej strony powiem tak widzę wszystko. Tak, test pozytywny i wtedy rozbudzę nadzieję, która po raz kolejny może okazać się płonna. A jeśli powiem nie, nic tutaj nie widzę to z drugiej strony gaszę tą iskierkę nadziei, która zabłysła. Powiedziałem prawdę, że coś widzę, ale to tylko tak majaczy. Ania zrobiła test krwi i okazało się, że jest w ciąży. Ten dzień to był właśnie 1 sierpnia.
Jeszcze wspomnę tylko, że po rozmowie z ks. Bogumiłem przerwaliśmy tę kurację w instytucie, bo byliśmy zbyt tym zmęczeni i stwierdziliśmy, że powrócimy jesienią. Ale już nie trzeba było wracać, ponieważ ciąża przeszła bezproblemowo i poród też. Chociaż w pewnej chwili personel medyczny bardzo się zdziwił, ponieważ przy oględzinach już poporodowych okazało się, że było wielkie zagrożenie krwotokiem i wtedy zbiegli się lekarze, żeby patrzeć jako na ewenement, że nie było tego krwotoku. Więc jeszcze raz byliśmy pod opieką św. Józefa i w kwietniu urodził się nasz syn Michał. Chociaż wiele osób mówiło nam, że życie przewróci nam się do góry nogami, że standard życia się pogorszy, to jest to cudowne dziecko i każdy wspólny dzień jest dla nas szczególny.
Święty Józefie, dzisiaj w Twoim sanktuarium chcemy Ci podziękować za Twoje wstawiennictwo, za to, że wysłuchałeś naszych modlitw, za dar poczęcia i narodzin Michałka. Chcemy Ci również dziękować za każdy dzień z Michałem, za każdą nieprzespaną noc. Prosimy wspieraj nas w naszym rodzicielstwie i prosimy naucz nas kochać miłością Bożą, taką jaką kochała się rodzina z Nazaretu. A jeśli taka wola Boża to wyproś nam łaskę rodzeństwa dla Michałka.

Św. Józef znalazł mi męża
Nina, 2014 roku
Odkąd pamietam zawsze miałam dużo kolegów - ale żaden z nich nie nadawał się na jakiegoś porządnego chłopaka. Miałam iść z kim do kina i na imprezy, nie brakowało mi też propozycji „łóżkowych”, ale żadna z tych znajomości nie była tą właściwą znajomością - wiecie taką, która poderwie serce, dusze i wszystkie wnętrzności. Zaczaruje mi świat i sprawi, że będę umierać po nocach z miłości do kogoś. Nie - nie było czego takiego. Zero iskry Bożej, zero romantycznych uniesień ciągle tylko nudna - cenna oczywiście, ale nudna w tym sensie, że ciagle tylko – przyjaźń. Koleżanki powychodziły za mąż, znajdowały swojej drugie połówki jabłek i pomarańczy, a ja nic… Niby nie samotna, bo otoczona wianuszkiem adoratorów, ale jednak w głębi serca sama… Miałam 29 lat i już straciłam nadzieję… Wtedy moja babcia podsunęła mi pewną modlitwę do św. Józefa i obrazek i poleciła się modlić. Na początku wydało mi się to oczywiście śmieszne – całe życie szukam tego jedynego, a tu nagle jakiś Święty z obrazka miałby mi pomagać. Niemniej postanowiłam spróbować – choćby po to, żeby udowodnić babci, że nie ma już żadnej nadziei i że w mojej sytuacji to „i święty Boże nie pomoże”. Odmawiałam tę modlitwę dzień w dzień rano i wieczorem… przez pół roku. I oto stało się. Byłam na wakacjach z koleżanką w Chorwacji i poznałam Rafała. I rzeczywiście było w końcu trzęsienie ziemi w moim sercu i miłość od pierwszego spojrzenia. Cztery miesiące po spotkaniu już wychodziłam za mąż. Dzisiaj po dwóch latach jestem nadal bardzo szczęśliwa i mamy już nawet owoc naszej miłości - roczną córeczkę. Możecie się ze mnie śmiać, ale ja jestem przekonana, że dzięki modlitwie do Świętego Józefa jestem dziś tak szczęśliwa, jak jestem. Wszystkim poszukującym polecam tę modlitwę - warto jej zaufać...

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Święty Józef

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 17(504) od 13 sierpnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. reportaż z pierwszych dni pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, o reanimacji tradycji robienia bukietów na uroczystość Matki Bożej Zielnej oraz pomaganiu dzięki podróżowaniu rowerem.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej