Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-01-04 09:32:41

Będę wysławiać imię św. Józefa

Święty Józef oręduje za nami w różnych sprawach, najczęściej pomaga w problemach rodzinnych. Tym razem publikujemy świadectwa bezpośrednio z Księgi łask i cudów kaliskiego sanktuarium św. Józefa.


Cud narodzin
Czcicielka z Jedlca, 2014 roku

Pragnę podzielić się moim świadectwem związanym ze św. Józefem Kaliskim. Podczas rekolekcji adwentowych w 2012 roku zakupiłam książkę „Kaliskie sanktuarium Świętego Józefa”. Po przeczytaniu tej książki zapoznałam się z przykładami różnych cudownych łask, jakich doznawali ludzie za wstawiennictwem Świętego Józefa.
Na początku stycznia 2013 roku córka i nasz zięć oznajmili, że spodziewają się dziecka, jednak zaraz potem zaczęły się różne problemy zdrowotne, zarówno córki, jak i jej dziecka. Zaczęłam modlić się za nich - o łatwy poród i zdrowie dla obojga za wstawiennictwem Świętego Józefa. Gdy przyszedł czas rozwiązania - 2 września 2013 roku - córka urodziła w dwie godziny, bez żadnych komplikacji. Od tamtej pory proszę Świętego Józefa o codzienne wstawiennictwo i dziękuję mu za wszelkie dobro, jakie otrzymałam. Proszę też o dalsze błogosławieństwo dla całej naszej rodziny.

Dar macierzyństwa
Jadwiga z Zawiercia, 2010 roku

Pragnę gorąco podziękować Świętemu Józefowi za wstawiennictwo i uproszenie daru macierzyństwa dla córki Justyny. Rok temu przed marcową uroczystością pisałam do św. Józefa z prośbą o ten dar dla córki, jej również poleciłam, by przez okres nowenny modliła się do św. Józefa. Dokładnie miesiąc później, bo 19 kwietnia otrzymałam wiadomość telefoniczną, że najprawdopodobniej córka jest w stanie błogosławionym, a 4 maja oglądałam już wnuka na zdjęciu z USG. Dominik, bo tak ma na imię wnuczek, przyszedł na świat w piękne święto poświęcone Matce Bożej, 8 grudnia. Za to dziękuję Bogu, Matce Bożej, św. Józefowi i błogosławionemu Stanisławowi Papczyńskiemu.
Pragnę również serdecznie podziękować za przywrócenie męża do pracy. W styczniu otrzymał decyzję o zwolnieniu i miał pracować do końca czerwca, jednak w maju dostał pismo, że zostaje przywrócony do pracy na tych samych warunkach, co poprzednio. Dziękuję Świętemu Józefowi za wszystkie otrzymane łaski i polecam dalszej jego przemożnej opiece całą naszą rodzinę.

Czekanie na miłość
Monika z Poznania, 2010 roku

Dawno temu, a może wcale nie tak dawno, koleżanki ze scholi lednickiej zorganizowały wyjazd do Kalisza, by w sanktuarium św. Józefa modlić się o dobrego męża. Bardzo mocno w to wierzyłam. Modliłam się w tej intencji już wcześniej, miałam nawet pod poduszką modlitwę o dobrego męża, którą wydrukowała mi mama. Modliłam się, prosiłam, czekałam, czekałam, i nic. Myślałam, że pewnie św. Józef ma pilniejsze „zlecenia”, jednak nieustannie prosiłam. Przez całe studia byłam sama, nie miałam nikogo, z kim mogłabym iść na spacer, czy do kina. Moje koleżanki były już częściowo zaręczone, cieszyły się byciem z kimś bliskim, a ja na spacer niestety musiałam chodzić sama. Zaakceptowałam tę samotność, stwierdziłam, że celowo jest mi dany ten czas, bym mogła poukładać sobie pewne sprawy, bym bardziej polubiła siebie. Jednak cały czas się modliłam, błagałam zastanawiając się jednocześnie, gdzie ewentualnie można poznać dobrego męża.
Na ostatnim roku studiów podjęłam pracę. Starałam się łączyć obowiązek nauki z pracą, którą polubiłam. Po dwóch miesiącach do zespołu pracowników dołączył pewien chłopak. Zupełnie mi się nie podobał, jednak urzekło mnie jego wnętrze, dobro, ciepło. Początkowo były rozmowy po godzinach pracy, potem odprowadzał mnie do domu. Były spacery, kino, pierwsze kwiaty i spojrzenia - nasza miłość rodziła się każdego dnia i wiedziałam już, że będzie wspaniałym mężem i kochającym ojcem. Po rocznej znajomości poprosił mnie, bym spędziła z nim życie, a w sierpinu 2007 roku przysięgaliśmy sobie, że będziemy się kochać i szanować.
Dziś jestem szczęśliwsza niż w dniu ślubu, bo nasza miłość jest każdego dnia silniejsza i piękniejsza, a mąż jest moim najlepszym przyjacielem i wsparciem. Po roku małżeństwa urodził się nam syn - Jan Józef - drugie imię nadaliśmy mu na cześć św. Józefa, bo to przecież dzięki niemu jesteśmy tacy szczęśliwi, dzięki niemu mogliśmy się odnaleźć.
W modlitwie obiecywałam, że jeśli „dostanę” dobrego męża, to będę wysławiać imię św. Józefa. Opowiadam więc o tym swoim koleżankom, niektóre nawet się z tego śmieją, jednak każdego dnia będę to czynić, bo nie jestem w stanie do końca mojego życia podziękować za dar i skarb, jaki otrzymałam.

Odnaleziony syn
Katarzyna, 2010 roku

Chcemy podziękować św. Józefowi za wysłuchanie naszych modlitw i pomoc w odnalezieniu syna Mateusza, który w maju 2010 roku wyszedł z domu i nie wrócił. Byliśmy zrozpaczeni, syn do tej pory nie sprawiał żadnych kłopotów. Studiował, miał szereg zainteresowań (żeglarstwo, sport, szkoła muzyczna) i grono przyjaciół. Nie stosował żadnych używek, nie miał żadnych podejrzanych kontaktów. Zaangażowaliśmy wszelkie dostępne środki (policja, detektyw, ogłoszenia, znajomi), jednak bezskutecznie. Cały czas gorąco się modliliśmy. Prosiliśmy wszystkich znajomych księży o odprawianie Mszy św. w intencji jego odnalezienia. Jeden z nich - ks. prałat Jan Stanisławski zalecił gorącą modlitwę do św. Józefa. Tak też uczyniliśmy, a po kilku kolejnych dniach syn się odnalazł w bardzo dziwnych okolicznościach, można powiedzieć, że cudem się odnalazł i jesteśmy przekonani, że to właśnie św. Józef nam pomógł.
W sierpniu udaliśmy się do Kalisza, by podziękować. Ks. Stanisławski odprawił Mszę św., do której jako lektor służył nasz kochany syn. Od tego momentu powierzamy św. Józefowi wszystkie troski rodzinne i stale czujemy jego opiekę. Jako wotum dziękczynne przyjęliśmy zobowiązanie wspierania pracy misyjnej.

Duża pomarańcza
Jerzy z Rydułtowów, 2011 roku

W kwietniu 2010 roku zdiagnozowano u mnie raka płuca lewego wielkości dużej pomarańczy. Następstwem tego był zanik głosu, a lekarze jednoznacznie stwierdzili, że nie będę już mógł go odzyskać. Po chemioterapii straciłem włosy i byłem w stanie beznadziejnym. Dzięki modlitwie za wstawiennictwem Świętego Józefa i Matki Bożej zanoszonej przez moich bliskich, wielu przyjaciół, a szczególnie przez rodziny Jadwigi i Wojciecha Suchorskich z Kalisza stopniowo przychodziłem do zdrowia. W październiku 2010 roku, po wykonaniu niezbędnych badań stwierdzono, że guz zmniejszył się do 3, 5 centymetra, co było wielki sukcesem. Wbrew zapowiedziom lekarzy odzyskiwałem również głos. Następnie była radioterpaia, którą zakończono w grudniu i mój stan znacznie się poprawił, co „widać” po moim samopoczuciu. Obecnie oczekuję na końcowe wyniki badań w maju bieżącego roku, które potwierdzą mój stan zdrowia.

opracowanie AN

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Święty Józef

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej