Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-08-23 13:04:59

Oddać się Bogu na przepadłe

s. Sancja

Możdżanów, Kuźnica Czeszycka i Ostrów Wielkopolski - te wydawałoby się różne miejscowości naszej diecezji mają ze sobą wiele wspólnego. Łączy je osoba Janiny Szymkowiak, w zgromadzeniu serafitek s. Sancji. Dokładnie 15 lat temu na krakowskich Błoniach beatyfikował ją Jan Paweł II.

O s. Sancji kilka miesięcy temu opowiedziała mi Urszula Ratajczak, która zadzwoniła do redakcji. Po raz pierwszy pani Urszula „poznała” serafitkę w czasie beatyfikacji. Z tego dnia pozostały jej w pamięci słowa Błogosławionej: „Jak się oddać Bogu, to oddać się na przepadłe”, bo s. Sancja bezgraniczne ufała Bogu i szukała Jego woli.
Zacznę od Możdżanowa, bo właśnie tam przyszła na świat mała Janka. W tym czasie był on  położony w granicach zaboru pruskiego, a w pobliskich miasteczkach i wsiach mieszkali głównie protestanci. Jak pisze w niedawno wydanej książce „Anioł Dobroci” Mikołaj Wełnic, Szymkowiakowie byli jedną z nielicznych rodzin polskich i katolickich, które tam mieszkały. Ojciec Janiny, Augustyn z zawodu borowy ze względu na pracę często razem z rodziną zmieniał miejsce zamieszkania. Mama Marianna, jak mogła pomagała mężowi, obydwoje pragnęli, by dzieci miały co najmniej średnie wykształcenie. Janina urodziła się 10 lipca 1910 roku w leśniczówce, w której mieszkała rodzina Szymkowiaków. Trzy tygodnie potem została ochrzczona w kościele w Kuźnicy Czeszyckiej otrzymując imiona Janina Ludwika. Miała czterech braci. Wszyscy razem co niedzielę jechali do oddalonego dziewięć kilometrów kościoła w Kościelnej Wsi na Mszę Świętą.
Kiedy podrosła, Janina - szczupła blondynka o szaroniebieskich oczach, najpierw uczyła się w niemieckiej szkole elementarnej w Szklarce. Rodzice dbali, by dzieci poznały literaturę i historię Polski i o ich religijne wychowanie. Sami odznaczali się wielką miłością do Ojczyzny i brali udział w walce o wytyczenie zachodniej granicy Polski. W odpowiedzi na to z 3 na 4 lipca 1919 roku Grenzschutz wrzucił do ich mieszkania granat ręczny. Groźba rozstrzelania zmusiła Szymkowiaków do opuszczenia Możdżanowa, w końcu trafili do pałacu Kazimierza Lipskiego z Górzna.
Teraz w Możdżanowie dzięki życzliwości obecnych właścicieli leśniczówki można zajrzeć  do jej wnętrza, a przed domem stoi dębowa figura przedstawiająca Błogosławioną. To miejsce narodzin przyciąga wielu pielgrzymów i turystów.

Czas na gimnazjum
Jesienią 1919 roku Janka rozpoczęła naukę w ostrowskim Liceum i Gimnazjum Humanistycznym przy ul. Wrocławskiej. Zamieszkała najpierw u wujostwa Kotowskich, potem przeniosła się do domu nauczyciela Hermana przy ul. Koszarowej 22. Zaprzyjaźniła się z córką państwa Hermanów - Ireną, która tak po latach wspominała: „Jej przeniesienie się do nas bardzo przeżyłam, bo zżyłyśmy się ze sobą jak siostry. Była moją najlepszą i najbliższą przyjaciółką. Miałyśmy jednakowe poglądy. Kontakt utrzymywaliśmy długo zarówno w okresie gimnazjalnym, jak i studenckim”. W 1921 roku Janina zamieszkała na krótko u państwa Niklewiczów, bo jej rodzice kupili dom z ogrodem przy Kościelnej 10. Obecnie przypomina o tym pamiątkowa tablica na kamienicy. Mieli siedem pokoi, więc Janka dostała swój i znów mieszkała z rodziną. Szymkowiakowie zdecydowali się na kupno domu, bo poprawiła się ich sytuacja materialna. Augustyn Szymkowiak pracując u Lipskiego objął też stanowisko nadleśniczego w Przygodzicach w majątku księcia  Radziwiłła.
W gimnazjum Janina okazała się pilną uczennicą, miała zdolności językowe i humanistyczne, ale matematyka sprawiała jej trudności. Wyróżniała się wzorowym zachowaniem i pobożnością, należała do kółka geograficznego i Ligi Ochrony Powietrznej Państwa. W 1921 roku przystąpiła do I Komunii w ostrowskiej farze, obecnie konkatedrze. Dwa lata później przyjęła sakrament bierzmowania udzielony przez ks. kard. Edmunda Dalbora, Prymasa Polski. Teraz w konkatedrze zobaczymy portret przedstawiający s. Sancję, a w sanktuarium Miłosierdzia Bożego oprócz wizerunku znajdują się jej relikwie. Janka należała do Sodalicji Mariańskiej w sekcji Eucharystycznej, a także do Stowarzyszenia św. Wincentego a Paulo. Na pewno wpływ na życie duchowe jej i innych młodych w Ostrowie miał proboszcz ks. Kazimierz Rolewski, teraz sługa Boży. Przed maturą pielgrzymowała z klasą na Jasną Górę. Jedna z jej koleżanek Wilhelmina Urzędowska tak wspominała ten wyjazd: „Po przyjeździe na miejsce, mimo zmęczenia Janka uklękła i modliła się przed udaniem się na spoczynek. Ja chciałam odmówić leżąc, ale zachęcona przykładem Janki odmówiłam pacierz klęcząc. Modląc się Janka była bardzo skupiona, a podczas Mszy św. prawie cały czas klęczała”.
Ważnym wydarzeniem w rodzinie Szymkowiaków były święcenia kapłańskie Eryka, brata Janki. Mszę św. prymicyjną odprawił w farze 5 lipca 1927 roku. Rok później Janka zdała maturę i stanęła przed wyborem, co dalej. Rodzicie chcieli, by wyszła za mąż, ona pragnęła studiować. Na prośbę mamy udała się do majątku Lipskich w Górznie, by uczyć się prowadzenia domu.

Od oblatek do serafitek
W końcu Janinie udało się przekonać rodziców i jesienią 1929 roku rozpoczęła studia na Wydziale Prawa Uniwersytetu Poznańskiego, szybko jednak przeniosła się na romanistykę. W czasie nauki uzyskała wykształcenie pedagogiczne, a humanistyczne wykraczało poza standardy programowe. W Janinie odzywał się coraz bardziej głos powołania. Dzięki koleżance Marii Matuszczak poznała Zgromadzenie Oblatek Serca Jezusowego. Założone we Francji rozwijało się w Polsce, dlatego siostry zapraszały do swojego domu młode Polki. Kiedy Janina spotkała się z nimi, postanowiła wstąpić do ich zgromadzenia, została przyjęta w 1934 roku. Po kilku miesiącach niezadowolona z decyzji rodzina rozpoczęła starania, by ściągnąć ją do Polski. Kiedy im się udało, zamieszkała u rodziców, ale na ile to było możliwe, prowadziła życie według reguły zakonnej. Rodzice widząc to zrozumieli, że pójście do klasztoru jest nieuniknione. Matka postawiła jej warunek - ma wybrać zgromadzenie w Polsce. Zastanawiając się nad wyborem wyjechała do brata Eryka, który objął parafię w Drobninie. Tam spotkała serafitki, razem z nimi chodziła do chorych i pomagała w zajęciach wychowawczych w szkole ludowej.

Anioł Dobroci
W 1936 roku wstąpiła do Zgromadzenia Sióstr Serafitek w Poznaniu. Jako motyw przyjścia do zgromadzenia podała pragnienie wynagrodzenia Bożemu Sercu za grzechy świata. Bliska jej była także droga duchowego dziecięctwa św. Teresy od Dzieciątka Jezus i osoba św. Franciszka. Pierwsze śluby zakonne złożyła 30 lipca 1938 roku, po których została skierowana do Poznania - Naramowic, gdzie siostry prowadziły przyoddziałową ochronkę i zajmowały się kościołem. S. Sancja zajmowała się 40 dziećmi w grupie średniaków. Po roku powróciła do Poznania i wysłano ją na kurs aptekarski, który przerwał wybuch II wojny światowej. Niemcy nałożyli na siostry areszt domowy, potem zakazali noszenia stroju zakonnego, co dla s. Sancji było dużą ofiarą, którą przyjęła jako okazję do umartwienia. We wrześniu 1939 roku dotarła do niej smutna wiadomość o śmierci brata - ks. Eryka, który zginął od odłamka bomby w Warszawie.
Wojna nie była łatwym czasem dla sióstr, gestapo ciągle przeprowadzało u nich rewizje. W maju 1940 roku życzliwy Niemiec zarejestrował klasztor w Urzędzie Kwaterunkowym jako dom noclegowy, miały więc pracę. Rok później klasztor zajęli żołnierze Wermachtu i stał się on Domem dla Pracowników Wojska. S. Sancja pracowała wtedy w kuchni i stołówce, zmywała i sprzątała. Kiedy Niemcy przyprowadzali jeńców angielskich i francuskich do pracy w ogrodzie została ich tłumaczem. S. Sancja dodawała im odwagi, okazywała współczucie, a oni bardzo ją cenili. To oni nazwali ją Aniołem Dobroci.
W czasie okupacji zachorowała, pierwszym widocznym, a właściwie słyszalnym jej znakiem była chrypka. Lekarze postawili diagnozę - gruźlica gardła, medycyna była bezradna. W klasztorze brakowało środków przeciwbólowych, dlatego w czasie bezsennych nocy modliła się. Kiedy już nie mogła wstawać z łóżka, na dźwięk klasztornego dzwonka nadal chciała zrywać się i iść do kaplicy. Nawet wtedy często odprawiała Drogę krzyżową klękając i całując ziemię. Dokładna w najdrobniejszych sprawach, czasami była odbierana przez inne siostry jak dziwaczka. Nazywano ją „chodzącą regułą”. W czasie choroby wielką radością były dla niej odwiedziny rodziców, bo mogła przygotować ich na swoje odejście.
S. prowincjalna Bernarda Nege ze względu na stan zdrowia postanowiła, że s. Sancja wcześniej złoży śluby wieczyste. Umierając mówiła do przełożonej: „ja pragnę być posłuszną i po śmierci, niech siostra przełożona mi rozkazuje, a ja u tronu Bożego załatwię wszystko, bo umieram z miłości, a Miłość miłości niczego domówić nie może”. Zmarła 29 sierpnia 1942 roku, pogrzeb odbył się 2 września. Jeńcy już wtedy mówili o niej „święta”. Po latach 18 sierpnia 2002 roku Jan Paweł II ogłosił ją błogosławioną w czasie swojej ostatniej pielgrzymki do Polski. Została uznana za patronkę romanistów i młodzieży uczącej się.

Tekst Renata Jurowicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Święci i błogosławieni

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 17(504) od 13 sierpnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. reportaż z pierwszych dni pieszej pielgrzymki na Jasną Górę, o reanimacji tradycji robienia bukietów na uroczystość Matki Bożej Zielnej oraz pomaganiu dzięki podróżowaniu rowerem.

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej