Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2016-08-25 13:04:27

Przyszliśmy na świat aby pozostawić ślad

SDM

„Błogosławieni miłosierni” - te słowa i dźwięki hymnu Światowych Dni Młodzieży rozbrzmiewały w różnych językach świata i pozostaną w duszach, a także sercach wszystkich tych, którzy uczestniczyli w tym szczególnym festiwalu wiary i święcie radości.

Tymi słowami - „Błogosławieni miłosierni” - woła nas Jezus. Jego wezwanie jest wezwaniem nie tylko do młodych, ale do nas wszystkich, byśmy nie bali się „wejść do gry” w głoszenie Jego imienia na całym świecie. - Jezus Chrystus jest tym, który sprawia, żebyśmy nie zadowalali się byle czym i dawali to, co w nas najlepsze. To Jezus Chrystus stawia nam wyzwania, zachęca i pomaga nam, by powstać za każdym razem, kiedy uważamy siebie za przegranych - mówił papież Franciszek. Czy znacie kogokolwiek, kto potrafi zgromadzić wokół siebie tylu młodych ludzi ze wszystkich stron świata? Czy jest jakiś piosenkarz, aktor czy inny celebryta tak wielki, jak sam Jezus Chrystus. Zapewne trudno jest znaleźć taką osobę. Nie zapominając oczywiście o osobie Papieża. Ojciec Święty Franciszek dziękował św. Janowi Pawłowi za inicjatywę tych dni mówiąc, że cieszy on się patrząc z nieba, jak młodzi ludzie podążają za Chrystusem, szukają wiary i nadziei. Jak stwierdził papież Franciszek, miłosierdzie ma zawsze młode, radosne oblicze. Serce miłosierne potrafi stworzyć atmosferę domu i rodziny.

Od młodych powinni uczyć się dorośli
Nie należę już do młodzieży, ale dane mi było uczestniczyć w tym niesamowitym wydarzeniu. Najpierw na etapie diecezjalnym, potem podczas kulminacji w Krakowie. I powiem szczerze, tego nie da się opisać. Zresztą to nie jest tylko moje zdanie. Po odebraniu akredytacji prasowych w centrum Krakowa ruszyłyśmy z koleżankami w drogę na Campus Misericordia pod Wieliczkę. Pomyślałam, że to strasznie daleko, (ok. 12 km) ale żwawym krokiem przemierzałyśmy trasę wśród tysięcy młodych ludzi z różnych stron świata. Wśród nich także rodziny z maleńkimi dziećmi i to nie tylko z Polski. Nad głowami trzepotały nam flagi, wokół wszechogarniająca panowała radość wyrażana tańcem, śpiewem i oklaskami. Gdy jedna osoba kichnęła, zaraz tłum reagował w swoim języku. To było niczym fala płynąca na kulminacyjne spotkanie z Ojcem Świętym. Nikt nie narzekał, że daleko, długo, gorąco itp. panowała braterska atmosfera i „Boży” hałas, o który prosił Franciszek. I tak w radości, przy słowach chwalących Boga i wyznaniu wiary dotarliśmy na Campus. Ten olbrzymi teren o powierzchni ok. 250 hektarów został podzielony na sektory, do których grupy udawały się bez żadnego problemu. Nad wszystkim górował ogromny ołtarz. Jego wymiary to 93 metry szerokości i 50 m głębokości - to na jego schodach przybyli mogli obejrzeć spektakl i koncert. Obok ołtarza stanął krzyż wyrzeźbiony przez wielickich górników. Do ołtarza przylegała scena dla chóru i orkiestry oraz scena, na której prezentowane były wydarzenia Festiwalu Młodych. Wszędzie były rozstawione telebimy, więc każdy mógł uczestniczyć w tym, co działo się bezpośrednio przy ołtarzu. 

Czuwanie z papieżem Franciszkiem
Gdy już wszyscy znaleźli swe miejsce, nie myślcie sobie, że padli ze zmęczenia. Choć niektórzy odpoczywali, to inni grali w różne gry, nawet w piłkę, no i oczywiście śpiewali i tańczyli chwaląc Boga. Wszyscy czekali na przyjazd Ojca Świętego i czuwanie wraz z nim.
W planie czuwania znalazł się m. in. ekumeniczny koncert i inscenizacja teatralna. Radosne okrzyki i brawa oznajmiły przyjazd Papieża. On też w towarzystwie reprezentantów wszystkich kontynentów przeszedł do „strefy 0” blisko ołtarza, w pobliżu której stanęła Brama Miłosierdzia. Przejście przez nią nawiązywało do trwającego Jubileuszu Miłosierdzia. - Ojcze Święty, młodzi są nadzieją Kościoła i świata trzeciego tysiąclecia. To oni przejmą odpowiedzialność za losy swoich narodów, wspólnot i rodzin. To oni będą głosić Ewangelię pokoju nowym językiem, z nową wrażliwością, z nową nadzieją. Przygotuje ich do tego również to wszystko, co już przeżyli i co przeżywają podczas Światowego Dnia Młodzieży 2016 w Krakowie - powiedział kard. Stanisław Dziwisz witając wszystkich zgromadzonych, a przede wszystkim Franciszka.
Wieczór stał się niezapomnianą lekcją z kolejnym przesłaniem papieża Franciszka. W pierwszej części spotkania obejrzeliśmy inscenizację „Droga do źródła miłosierdzia”, przygotowaną w oparciu o modlitwę ŚDM i zawarte w niej wezwania, które mówią o tym, byśmy umieli nieść wiarę wątpiącym, nadzieję zrezygnowanym, radość smutnym, przebaczenie winnym i miłość oziębłym.
Drugą część stanowił dialog Franciszka z młodzieżą. Ojciec Święty wysłuchał świadectw trzech  młodych ludzi z Polski, Syrii i Paragwaju. Ich przejmujące wyznania ukazały, że bez względu na to, w jakich okolicznościach się znajdziesz, zawsze masz szansę na odnalezienie drogi duchowej, drogi do Boga. - Miłosierdzie Boga jest żywe i działa dzisiaj. Jestem tego świadkiem i tego samego życzę każdemu z was - powiedziała Natalia Wrzesień z Polski. Drugie, poruszjące świadectwo wygłosiła Rand Mittri z Aleppo w Syrii wyznając, że kiedy w jej kraju wychodzą z domu, ogarnia ich strach, czy po powrocie zastaną swoje rodziny i dom w takim stanie, w jakim go zostawili. W jej życiu nie brakowało zwątpienia. - Boże, gdzie jesteś? Dlaczego nas zostawiłeś? Czy to możliwe, że to już koniec, że urodziliśmy się, żeby umrzeć w bólu? A może jednak dane nam będzie mieć życie, i to życie w obfitości? - wołała 26-letnia Rand Mittri. Teraz stojąc przed tyloma ludźmi wyznała: „Dziękuję wam wszystkim i gorąco proszę, żebyście się modlili za nasz ukochany kraj, za Syrię”. 34 letni Miguel z Paragwaju pochodzi z licznej rodziny, miał dziesiątkę rodzeństwa, ale nie było jednak między nimi bliskości, a zupełnie obcym było dla nich wspólne zasiadanie do stołu. Przez 16 lat, od 11. roku życia zażywał narkotyki, trafił do więzienia. Przełom w jego życiu nastąpił, gdy pogodził się z bratem, a uzdrowienie przyniosło ze sobą słowo Boże. Obecnie jest odpowiedzialny za dom „Quo Vadis?” we wspólnocie „Fazenda de la Esperanza” w Cerro Chato w Urugwaju. Świadectwa młodych były wplatane w teatralne sceny.

Paraliż naszych czasów
Wielu ludzi mylnie pojmuje szczęście. Wydaje im się, że wygody dnia codziennego to już jest „to”, a przecież jest tyle rzeczy do zrobienia dla siebie i innych. - Pan, jak w dniu Pięćdziesiątnicy, chce dokonać jednego z największych cudów, jakiego możemy doświadczyć: sprawić, aby twoje ręce, moje ręce, nasze ręce przekształciły się w znaki pojednania, komunii, tworzenia. Pragnie On twoich rąk, by nadal budować dzisiejszy świat. Światu nie są potrzebni młodzi kanapowi, z wlepionymi oczami w monitory komputerów, telewizji czy komórek. Kochani młodzi, nie przyszliśmy na świat po to, aby wegetować, aby wygodnie spędzić życie, żeby uczynić z życia kanapę, która nas uśpi - wołał Franciszek. - Sądzimy, że abyśmy byli szczęśliwi, potrzebujemy dobrej kanapy. Kanapy, która pomoże nam żyć wygodnie, spokojnie, całkiem bezpiecznie. Kanapa, jak te, które są teraz, nowoczesne, łącznie z masażami usypiającymi, które gwarantują godziny spokoju, żeby nas przenieść w świat gier wideo i spędzania wielu godzin przed komputerem. Kanapa na wszelkie typy bólu i strachu. Kanapa sprawiająca, że zostajemy zamknięci w domu, nie trudząc się ani też nie martwiąc. „Kanapaszczęście” jest prawdopodobnie cichym paraliżem, który może nas zniszczyć najbardziej; bo po trochu, nie zdając sobie z tego sprawy, stajemy się ospali, ogłupiali, otumanieni, wczoraj mówiłem o młodych, którzy idą na emeryturę w wieku 20 lat, podczas gdy inni, może bardziej żywi, ale nie lepsi, decydują o naszej przyszłości - zaznaczył Ojciec Święty. Odwołując się do świadectwa młodej Syryjki, która znalazła się w trudnej sytuacji, która wydaje się odległa dopóki nas samych nie dotknie, papież zaznaczył, że dziś wojna w Syrii jest bólem i cierpieniem wielu osób, wielu ludzi młodych i choć istnieją rzeczywistości, których nie rozumiemy, ponieważ widzimy je tylko przez jakiś ekran, to nie powinniśmy pozostać obojętnymi na nie. Zachęcił też młodych do wspólnej modlitwy. -  Teraz nie zabierzemy się do wykrzykiwania przeciw komuś, nie zabierzemy się do kłótni, nie chcemy niszczyć. Nie chcemy obrażać. Nie chcemy pokonać nienawiści większą nienawiścią, przemocy większą przemocą, pokonać terroru większym terrorem. A nasza odpowiedź na ten świat w stanie wojny nazywa się przyjaźnią, nazywa się braterstwem, nazywa się komunią, nazywa się rodziną. Świętujemy fakt, że pochodzimy z różnych kultur i łączymy się, żeby się modlić. Niech naszym najlepszym słowem, naszym najlepszym przemówieniem będzie zjednoczenie w modlitwie - wołał Papież.
Sobotnie czuwanie zakończyła modlitwa Koronką do Bożego miłosierdzia i adoracją Najświętszego Sakramentu. Każdy etap adoracji poprzedzony był intencją przedstawianą przez pielgrzymów z różnych krajów. Na zakończenie Papież pobłogosławił wszystkich Najświętszym Sakramentem. Na koniec wszyscy zaśpiewali Apel Jasnogórski po łacinie, jako nawiązanie do modlitwy Jana Pawła II w 1991 roku na Jasnej Górze. Tak zakończyło się czuwanie z Franciszkiem, ale nie czuwanie samej młodzieży. Kolejnym akcentem wieczoru był koncert w wykonaniu artystów chrześcijańskich z całego świata.
Gdy nadeszła noc, jedni siedzieli z zapalonymi świecami, w zadumie nad tym, co usłyszeli, a zwłaszcza nad tym, że trzeba nauczyć się życia razem mimo różnorodności. Papież apelował, by stworzyć most łączący ludzi. Najpierw symbolicznie przez podanie sobie rąk, potem wprowadzając to w życie. Można powiedzieć, że i te słowa zostały wprowadzone w czyn natychmiast. W tych dniach wszyscy stanowili jedną wielką rodzinę, pomagali sobie nawzajem, nie było kłótni, przepychanek, nawet w długiej kolejce do toalet panowała życzliwość, wymiana zdań, a nawet śpiew. 

Tak, Panie, Ty wiesz, że Cię kocham
To nie tylko słowa piosenki, ale przesłanie dla młodych, by pamiętali, że Jezus kocha każdego, bez względu na to, kim jest. Byśmy nie bali się manifestować wiary i miłości do Niego. - Dla Jezusa, pokazuje to Ewangelia, nikt nie jest gorszy i daleki, nie ma człowieka bez znaczenia, ale wszyscy jesteśmy umiłowani i ważni! A Bóg liczy na ciebie z powodu tego, kim jesteś, a nie z powodu tego, co masz: w Jego oczach nic nie znaczy, jak jesteś ubrany, czy jakiego używasz telefonu komórkowego; dla Niego nie jest ważne, czy podążasz za modą, liczysz się ty! - wskazywał Franciszek podczas homilii wieńczącej Światowe Dni Młodzieży.
Przyjazd Papieża na Campus Misericordiae, gdzie sprawowana była Msza św. z udziałem tysięcy koncelebransów i ponad 2, 5 miliona pielgrzymów, oznajmił dźwięk Dzwonu Miłosierdzia. Franciszek przejechał ok. 3, 5 km między sektorami, by pozdrowić młodzież, która mimo nieprzespanej nocy, witała Go gromkimi brawami i radosnymi okrzykami. Tego dnia oczom całego świata ukazało się morze młodych ludzi. Młodych ze słuchawkami na uszach, z tym, że tym razem nie słuchali muzyki, a słuchali tłumaczenia słów papieża Franciszka. Słuchali i żywo reagowali, choć mówił o sprawach trudnych. - Drodzy młodzi, przybyliście do Krakowa na spotkanie z Jezusem. A Ewangelia mówi nam dziś właśnie o spotkaniu między Jezusem a pewnym człowiekiem, Zacheuszem w Jerychu (Łk 19, 1-10). Jezus nie ogranicza się tam tylko do głoszenia nauki, czy pozdrawiania kogoś, ale - jak mówi Ewangelista - chce przejeść przez miasto (por. w. 1). Innymi słowy, Jezus pragnie przybliżyć się do życia każdego człowieka, przebyć do końca naszą drogę, aby Jego życie i nasze życie spotkały się naprawdę - zaznaczył na wstępie papież Franciszek. Wskazując, że także i dzisiaj może nam grozić, że będziemy stali z daleka od Jezusa, bo mamy złą opinię o sobie. Jest to wielka pokusa, która dotyczy nie tylko samooceny, ale dotyka również wiary, a przecież ona mówi nam, że jesteśmy dziećmi Bożymi i rzeczywiście nimi jesteśmy. Jezus nasze człowieczeństwo uczynił swoim, a Jego serce nigdy nie oddzieli się od nas. Jesteśmy umiłowanymi dziećmi Bożymi - zawsze nimi jesteśmy. - Rozumiecie zatem, że brak akceptowania samych siebie, życie w niezadowoleniu i myślenie w sposób negatywny oznacza brak uznania naszej najprawdziwszej tożsamości: to jakby odwrócić się w inną stronę, kiedy Bóg chce, by na mnie spoczęło Jego spojrzenie, i to jakby chcieć zgasić marzenie, jakie Bóg żywi wobec mnie. Bóg nas miłuje takimi, jakimi jesteśmy, i żaden grzech, wada czy błąd nie sprawi, by zmienił swoje zdanie.   Papież namawiał, by co rano mówić w modlitwie: „Panie, dziękuję Ci, że mnie kochasz; spraw bym zakochał się w moim życiu!”. - Nie w moich wadach, które muszą być poprawione, ale w życiu, które jest wielkim darem: jest ono czasem, aby kochać i być kochanym. Drodzy młodzi, nie wstydźcie się zanieść Mu wszystkiego, a zwłaszcza słabości, trudów i grzechów w spowiedzi: On potrafi was zaskoczyć swoim przebaczeniem i pokojem. Nie bójcie się powiedzieć Mu „tak” z całym entuzjazmem serca, odpowiedzieć Mu wielkodusznie, pójść za Nim! Nie dajcie sobie znieczulić duszy, ale dążcie do pięknej miłości, która wymaga również wyrzeczenia i mocnego „nie” dopingowi sukcesu za wszelką cenę i narkotykowi myślenia tylko o sobie i swojej wygodzie - mówił Papież. Dalej wskazywał, że trudno jest naprawdę przyjąć Jezusa, trudno zaakceptować „Boga bogatego w miłosierdzie”. - Mogą się z was śmiać, bo wierzycie w łagodną i pokorną moc miłosierdzia. Nie bójcie się, ale pomyślcie o słowach tych dni: „Błogosławieni miłosierni, albowiem oni miłosierdzia dostąpią” (Mt 5, 7). Mogą was osądzać, że jesteście marzycielami, bo wierzycie w nową ludzkość, która nie godzi się na nienawiść między narodami, nie postrzega granic krajów jako przeszkody i zachowuje swoje tradycje bez egoizmu i resentymentów. Nie zniechęcajcie się: z waszym uśmiechem i otwartymi ramionami głoście nadzieję. Jesteście błogosławieństwem dla jednej rodziny ludzkiej, którą tutaj tak dobrze reprezentujecie! - wołał. Ojciec Święty zaznaczył też, że każde imię jest drogie Jezusowi, każdy jest zapisany na Jego twardym dysku. - Spróbujmy teraz także i my naśladować wierną pamięć Boga i strzec dobra, które otrzymaliśmy w tych dniach. W milczeniu wspominajmy to spotkanie, podtrzymujmy pamięć obecności Boga i Jego słowa, rozbudzajmy w sobie głos Jezusa, który wzywa nas po imieniu. W ten sposób pomódlmy się w milczeniu, dziękując Panu, który tutaj zechciał się z nami spotkać - zakończył papież Franciszek.
Ja też dziękuję Panu, że mogłam w tych pięknych chwilach uczestniczyć, a młodzi z tego, co mi wiadomo, docenili organizację Światowych Dni Młodzieży. Niektórzy mówili, że Campus Misericordiae w Brzegach to największa i najlepiej przygotowana infrastruktura w historii ŚDM. Doceniono także zaangażowanie strony państwowej i kościelnej oraz wolontariuszy w to, aby jak najlepiej przyjąć młodych z całego świata. 

ŚDM - piękny czas dla młodych ludzi, którzy znaleźli lub jeszcze poszukują wiary. Papież Franciszek mówił do młodych, że Jezus chce być blisko, chce spotkać każdego tak zwyczajnie. Obserwując młodych podczas uroczystości na Campusie Misericordiae widziałam ludzi skupionych na modlitwie, przepełnionych radością, miłością, życzliwością dla bliźniego, rozśpiewanych, grających, tańczących, rozmawiających ze sobą. Tworzyliśmy jedną, wielką rodzinę uczniów Jezusa. W moim sercu zapala się iskierka, gdy wspominam czas spędzony na Campusie - chwile modlitwy, zamyślenia i świadectwa wiary tej ogromnej liczby ludzi uczestniczących w ŚDM. Młodzi są fantastyczni, piękni i szczerzy w tym, co mówią i robią. Dla mnie było to kolejne świadectwo wiary w Jezusa.

Ewa

Kiedy słuchałam słów Papieża podczas niedzielnej Mszy Świętej, okazało się, że wiele poruszanych problemów dotyczyło mojej osoby. Szczególnie utkwiły w mojej pamięci słowa odnoszące się do naszej niskiej samooceny: „Kiedy w życiu zdarza nam się, że mierzymy nisko, zamiast wysoko, może nam pomóc ta wspaniała prawda: Bóg jest wierny w miłości względem nas, a nawet nieustępliwy”. Duże wrażenie wywarło również na mnie, gdy Papież wskazał, że Bóg „kocha nas bardziej, niż my kochamy samych siebie, że wierzy w nas bardziej, niż my wierzymy w siebie (...)”. Uświadomił nam, że Jezus Chrystus  „zawsze czeka na nas z nadzieją, nawet gdy zamykamy się w naszych smutkach, rozpamiętując doznane krzywdy i przeszłość”. Współuczestniczenie z młodymi z całego świata w spotkaniu z Papieżem stało się wydarzeniem, którego z pewnością nie zapomnę! Co więcej, będę sięgać do niego w pamięci szczególnie w momentach zawahania.        

Małgorzata

Wraz z 20 osobami ze skalmierzyckiej parafii wyruszyłam na niezwykłe spotkanie młodych z całego świata. Co mnie poruszyło najmocniej? Oczywiście sama obecność Ojca Świętego była czymś, co dodawało wyjątkowości tym dniom. Ponadto jego słowa, zwłaszcza niedzielna homilia o Zacheuszu, czyniły istotnie „wewnętrzny raban” we mnie i jak sądzę - w wielu innych sercach. Campus Misericordiae był autentycznym doświadczeniem Miłosierdzia. Drobiazgi, które były uczynkami miłosierdzia względem braci. Oddanie komuś swojej karimaty. Troska o siebie nawzajem. Bracia ze wspólnot neokatechumenalnych śpiewający, że „Zmartwychwstał Pan” i tańczący do późnych godzin nocnych. A to jedna z sytuacji, która poruszyła mnie chyba najmocniej. Wracaliśmy z campusu po zakończonej niedzielnej Eucharystii.  Zaczęło padać. Nie wszyscy jeszcze wyciągnęli płaszcze przeciwdeszczowe. Śledziliśmy „flagę rozpoznawczą”, by się nie zagubić. Obok Portugalczycy, Amerykanie. Wielu innych. Tłum ludzi. Nie zdążyłam zacząć narzekać, jak to w takich sytuacjach zwykle bywa. Dziwne. Ale łaska działa. Wszyscy już przemoczeni. Padało coraz mocniej. I nagle usłyszałam, jak jeden z młodych chłopaków krzyczy: „Viva Cristo Rey!” („Niech żyje Chrystus Król!”). Tłum z całą mocą odpowiada: „Viva!” („Niech żyje!”). Refleksja? Refleksja jest wbrew mnie samej, bo ja tak nie potrafię i mam w zwyczaju buntować się, kiedy słyszę o chwaleniu Boga w trudnych doświadczeniach. Ale jak widać - można. Można chwalić Boga w deszczu; wtedy, kiedy nie jest po naszej myśli, kiedy pada i jest beznadziejnie.

Paulina

Światowe Dni Młodzieży w Krakowie na pewno nam, uczestnikom pozostaną w pamięci do końca życia. Trzy obrazy zabraliśmy do domu z tego spotkania. Przede wszystkim papież Franciszek. Jest inny niż Jan Paweł II, ale też jest postacią charyzmatyczną. W Krakowie przez młodych ludzi był przyjmowany z entuzjazmem. Wszystkich cieszyło i cieszy Jego nieustanne nauczanie o potrzebie miłosierdzia wobec najsłabszych. Następnie w pamięci zapadł obraz młodych katolików, radosnych, pełnych entuzjazmu, z najdalszych zakątków świata, głęboko wierzących. Młodzi Polacy mogli zobaczyć, że w podążaniu za Jezusem nie są osamotnieni, ale że na całym świecie jest wielu młodych ludzi, dla których Jezus jest najważniejszy. I trzeci obraz. Niesamowita liczba policji i wojska oraz snajperzy obecni na nabożeństwie. Mundurowi przypominali nam smutną rzeczywistość, w której żyjemy w dzisiejszej Europie. Bez wątpienia ŚDM w Krakowie były czasem łaski Pana dla nas wszystkich.

ks. Krystian


Galeria fotografii

Przeglądaj galerię wersji Flash

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Światowe Dni Młodzieży

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej