Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-09-07 09:59:36

Nie mając nic, mieliśmy wszystko

neo

Członkowie wspólnot neokatechumenalnych z całego świata, w tym także neokatechumeni z diecezji kaliskiej,
na dziesięć lipcowych dni zostali misjonarzami. Bez pieniędzy, kart płatniczych, kanapek, termosów i telefonów komórkowych ruszyli tam, gdzie, dosłownie rzucił ich los. Z jednym z nich – ks. Łukaszem, rozmawia Aleksandra Polewska.

A. Polewska: Nosiliście jednak ze sobą mały bagaż. Skoro nie było w nim kanapek, termosu, portfela i komórki, to co w nim było?
Ks. Łukasz: Biblia, brewiarz i różaniec. Dużo się modliliśmy. Odmawialiśmy jutrznię, modlitwę w ciągu dnia, nieszpory, ale prócz tego, nasi katechiści zachęcali nas do modlitwy zwłaszcza na różańcu. Więc odmawialiśmy Różaniec. Po misji niektórzy żartowali, że w życiu nie odmówili tylu Różańców.

Ile osób z diecezji kaliskiej wzięło udział w misji?
Jeśli się nie mylę, to 10 osób. Pięciu prezbiterów i pięć osób świeckich. Najpierw pojechaliśmy na konwiwencję do Puław, gdzie odbyło się losowanie. Najpierw losowano miejsce, do którego miała udać się misja, a później do tego miejsca dolosowywano osoby. Zasada była taka, że w misję posyłano pary, po dwóch mężczyzn albo dwie kobiety. Rozesłano w sumie 800 osób, czyli 400 par.

Wiem, że chętnych do misji było około 2000 osób, ale zapotrzebowanie było na te 800. W jakim wieku i jakiego stanu byli misjonarze?
Właściwie w każdym wieku, począwszy od studentów, a na dość sędziwych księżach skończywszy. Bo wśród misjonarzy byli księża, zakonnicy, małżeństwa i osoby samotne. Ja byłem w parze z Adamem, który był studentem z Poznania. Pewną część ekip wysłano za granicę np. do Niemiec czy na Łotwę. Większość została rozesłana po Polsce. Moja ekipa, która w sumie składała się z czterech mężczyzn miała głosić Ewangelię na odcinku Ełk - Olecko. Dotarliśmy do Ełku przed wieczorem. Pomodliliśmy się za jego mieszkańców, uczyniliśmy egzorcyzm nad miastem i otworzyliśmy Ewangelię. Otworzył się fragment o tym jak Jezus uciszył burze na jeziorze. A burza miała się wkrotce rzeczywiście zacząć!

W dodatku w Ełku jest jezioro
Poszliśmy do najbliższej z parafii. Zbliżała się 18.00 więc trafiliśmy na Mszę, w trakcie której mogliśmy się przedstawić, powiedzieć o naszej misji i o Panu Bogu rzecz jasna. Ludzie słuchali, niektóre kobiety płakały wzruszone. Po Mszy wyszliśmy na zewnątrz i okazało się, że nie mamy ani gdzie spać, ani co jeść. Zapadał zmrok. Robiło się zimno.

Naprawdę nie mieliście paru złotych nawet na bułki?
Nie. Każdy z misjonarzy dostał pieniądze na podróż, a to co nam zostało z tych pieniędzy, dotarłszy na miejsce oddawaliśmy biednym albo wrzucaliśmy do kościelnej skarbony. Mówiono nam w Puławach, że misja zacznie się tak naprawdę dopiero wtedy kiedy zostaniemy bez jakichkolwiek pieniędzy. No i zostaliśmy. Poszliśmy do ośrodków Caritasu, żeby może tam znaleźć nocleg i coś do jedzenia, ale w żadnym nie mogliśmy zostać ani się pożywić. Poszliśmy więc na dworzec. Byliśmy strasznie zmęczeni po podróży z Puław. Z dworca wyproszono nas o 23.30, bo go zamykali. Więc poszliśmy do parku, znaleźliśmy dwie wolne ławki i położyliśmy się na nich. Obudziło nas zimno, strasznie ciągnął chłód od jeziora, nie dało się spać. Było 7 stopni. A przecież nie mieliśmy kurtek. Poszliśmy szukać dalej jakiegoś dachu nad głową. Przy dworcu był hostel. O dziwo, miał otwarte drzwi. Weszliśmy. Nikogo nie było w recepcji. Dochodziły do nas różne odgłosy, np. chrapania, ale poza tym żywego ducha. Na końcu korytarza było coś w rodzaju kanapy. Usiedliśmy na niej i przespaliśmy noc. O siódmej rano wyszliśmy. Wróciliśmy pod jeden z ośrodków Caritasu, stali przed nim bezdomni. Zapytaliśmy, czy możemy wejść tylko by się umyć, ogarnąć jakoś. A bezdomni rzucili nam: „To nie szalet miejski!” (Śmiech.) Ostatecznie jednak pozwolili. Ruszyliśmy w stronę katedry ełckiej. Obok było seminarium. Tam przyjęto nas bardzo ciepło i właściwie od tego momentu wszystkie drzwi zaczęły się przed nami otwierać.

„Burza” zaczęła cichnąć?
We wakacje wiadomo, część księży jest na urlopach, więc ci co zostają na parafiach mają więcej pracy. Trafiliśmy na pewnego ks. Marka, który miał anginę. Zaproponowaliśmy mu, że mu pomożemy. Tzn. głównie ja, jako ksiądz. I w tej parafii głosiliśmy Ewangelię również w kościele. Po pierwszej Mszy, z naszym świadectwem, przyszedł do nas jeden z uczestników i zapytał czy mamy gdzie spać. Kiedy usłyszał, że nie bardzo, wręczył nam klucze do swojego mieszkania. Właśnie wyprowadził się z żoną do nowego domu, a starego mieszkania jeszcze nie sprzedał. Powiedział, że możemy tam zostać do końca pobytu w Ełku. Dodam, że w mieszkaniu, bardzo fajnym skądinąd, była lodówka pełna jedzenia. Pan Bóg naprawdę WSZYSTKO przewidział, wszystko przygotował sam.

A co z Oleckiem?
Między Ełkiem a Oleckiem poruszaliśmy się autostopem. Trafiliśmy też do tamtejszego klasztoru sióstr karmelitanek i co ciekawe, spotkaliśmy w nim braci z neokatechumenatu. Nie brali akurat udziału w tej wakacyjnej, że tak powiem, misji, ale też byli misjonarzami. To była rodzina w misji. Zostali tam wysłani przez papieża. Przybyli do klasztoru, by tam modlić się o rozeznanie związane z misją w Chinach. My z Adamem udaliśmy się tam, by prosić Pana Boga o światło na tę naszą misję. Ojciec rodziny w misji miał na imię Marcin. W czasie rozmowy, a rozmawialiśmy też o mocy modlitwy, zapytał nieoczekiwanie czy chcę broń długą czy krótką. Zaraz potem wyciągnął z szerokim porozumiewawczym uśmiechem dwa sznury różańca, jeden długi, a drugi krótszy. Różaniec uważał za broń przeciw demonowi. Wkrótce potem zabrał nas na stopa emerytowany żołnierz. Snajper. Brał udział w misjach wojskowych m.in. w Afganistanie, Iraku, w Afryce Północnej. Snajper, wiadomo, kwiatków nie rozdaje. Strzela do ludzi. Nie wiadomo ile osób on akurat zabił. Jedziemy i mówimy mu o Dobrej Nowinie, trochę o naszej misji, a on mówi do nas, że nawet sobie nie wyobrażamy ile dobra robimy przez tę misję. Że ludziom tego potrzeba. To było niezwykłe spotkanie, niezwykła rozmowa. Otworzył się, ale nie mogłem go wyspowiadać, był w drugim związku małżeńskim, cywilnym. Kiedy jednak się żegnaliśmy powiedzieliśmy mu, że chcemy by wiedział, że Chrystus go kocha, że oddał za niego życie, że będzie w niebie, tylko żeby teraz zawalczył trochę o Pana Boga. Jego reakcja na te słowa była niesamowita. Błysnęły mu oczy. Kiedy podał mi rękę na pożegnanie, była jak ręka dziecka.

A po misji wróciliście do Puław
Przed wyjazdem, kiedy nas rozsyłano, już wtedy czuliśmy wielką jedność, ale kiedy wróciliśmy to już była mega-jedność. Pamiętam jak podeszła do mnie jedna z katechistek i powiedziała: „Łukasz to jest niesamowite, wszyscy są jak po zmartwychwstaniu, wszyscy radośni”. Dzieliliśmy się oczywiście doświadczeniami i choć każde z nas miało swoje i bardzo osobiste i indywidualne i w związku z tym bardzo różne doświadczenia, wszyscy doświadczyliśmy też wspólnych rzeczy. Przede wszystkim tego, że Bóg jest, że jest naprawdę. Że się o nas troszczy. Że nie mając niczego, mieliśmy wszystko. Doświadczaliśmy wspólnie na przykład tego, że o cokolwiek poprosiliśmy Boga w czasie misji, dawał nam to. Włącznie z takimi drobiazgami jak puszka Sprite’u. Ktoś opowiadał, że był upalny dzień i marzyła mu się właśnie taka puszka, a pamiętajmy, że nie mieliśmy pieniędzy i za chwilę zobaczył, że stoi jedna pod ławką, w środku miasta. Trochę tylko napoczęta. Inna dziewczyna opowiadała, że była strasznie już głodna i ani ona, ani jej towarzyszka nie miały nic do jedzenia. Przechodziły obok pizzerii i weszły do niej jakimś bocznym wejściem. Dały świadectwo pracownikom, a oni nagle zapytali je czy nie są głodne. Bo upiekli właśnie ogromną pizzę, ale zrobiła się dziura w środku i nie mogą jej sprzedać. Ta dziewczyna zresztą, była uczulona na gluten i mówiła też, że doświadczała w czasie misji jak spełniało się Słowo o tym, że kiedy głosi się Ewangelię, to nawet gdy się je zatrute, to nie szkodzi. Jej gluten nie zaszkodził. I takich historii usłyszałem w Puławach całą masę.

Rozmawia Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Stowarzyszenia i ruchy

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej