Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-02-22 10:55:08

Rozkochana w drewniepasjonaci

Żona i mama czwórki dzieci. Na co dzień mieszka w Jastrzębiu-Zdroju. Pracuje w Radiu Rodzina. Z wielką pasją tworzy rzeczy ze starego drewna, dedykowane do wystroju wnętrz.

Pani Magdo, od wielu lat współpracuje Pani z Radiem Rodzina Diecezji Kaliskiej. Jak wygląda ta współpraca i jak to jest pracować na odległość?
Magda Olszewska: Tak. Od samego początku istnienia radia. To już 20 lat. Spory kawałek czasu i sporo doświadczeń. Kiedyś na miejscu w studiu i w terenie - teraz już na odległość. Od 2009 roku, od momentu mojego wyjazdu do Jastrzębia-Zdrój - gdzie mieszkam - praca zmieniła nieco charakter. Obecnie jestem już właściwie głosem lektorskim rozgłośni, ponieważ moja praca polega głównie na nagrywaniu i obróbce dźwięku. Cały czas utrzymuję kontakt z radiem. Okazuje się, że odległość nie jest straszna i nawet z dalekiego krańca Polski można być w Kaliszu. Jedynym tego mankamentem jest brak bezpośredniego kontaktu ze słuchaczem. A to właśnie kontakt - bezpośredni odbiór - nadaje sens tej pracy. Cieszę się jednak, że mogę to robić, że jestem potrzebna.

Od pracy przy mikrofonie, a także często z aparatem fotograficznym w terenie, do pracy w drewnie to chyba daleka droga. Jak to się ma jedno do drugiego?
(śmiech) Właśnie. Może na pierwszy rzut oka trudno połączyć jedno z drugim. Praca przy mikrofonie i praca z aparatem, to czasy kaliskie. Wyjazd zmienił wiele. Wiele z tego, co robiłam po prostu się skończyło. W to miejsce przyszła rodzina, gromadka dzieci. To już sporo (śmiech) – z pewnością jeśli myślimy o obowiązkach. Jest jednak coś w tym, że im więcej ma się dzieci, tym więcej jesteśmy w stanie zrobić, bardziej się zorganizować. Myślę, że gdzieś podskórnie szukałam czegoś, co da mi odskocznię od codzienności, czegoś innego niż tylko dom. To takie szukanie swojej niszy. I chyba znalazłam. Okazuje się, że można pracować na różnych płaszczyznach - nie wykluczając żadnej z nich. A szczerze mówiąc, wiele z doświadczenia nabytego w pracy radiowej wykorzystuję do prowadzenia moich drewnianych poczynań. Będąc firmą jednoosobową, zajmuję się wykonaniem, promocją, marketingiem, fotografowaniem etc. Z pewnością kontakt z ludźmi czy przykładowo praca z aparatem, które były moją codziennością w czasach radiowych, teraz bardzo się przydają. Tego nauczyłam się właśnie wtedy.

Na swojej stronie internetowej ma Pani hasło: „Klimaty pisane drewnem”? Skąd pasja do tworzenia w drewnie?
Od momentu mojego zamieszkania w Jastrzębiu wiele się wydarzyło. Ze względu na powiększanie się naszej rodziny przez te wszystkie lata, kilkakrotnie musieliśmy się przeprowadzać. Obecnie to nasze trzecie miejsce zamieszkania. Kilka lat temu kupiliśmy stary - blisko 60-letni - dom. Oczywiście z naszym małżeńskim temperamentem i pasją do urządzania - zdecydowaliśmy od razu, że będziemy go przebudowywać. A remont odkrył pokłady starego drewna. I tak ta miłość się zaczęła. Stare deski, stare belki poruszyły jakąś strunę we mnie. Z tego, co pamiętam pierwsze były lampy ze starych beli… Takie początki – to już ponad trzy lata temu.

Jak sama Pani mówi, tworzy proste, jednostkowe rzeczy. Wykorzystując starannie wyszukane kawałki starego drewna. Jakiego drewna najczęściej Pani używa tworząc przedmioty, które jak widać mają „duszę”?
Miło, że Pani to dostrzega. Tak. To właściwie serce tego, co robię - tworzenie przedmiotów jednostkowych z wykorzystaniem starannie wyszukanego materiału. Dzisiaj świat zarzucony jest przedmiotami masowymi, które można kupić w każdym markecie. Nie ujmując oczywiście tym produktom - są często naprawdę ładne i estetyczne. Ale w mojej działalności chodzi zupełnie o coś innego. Mam świadomość, że to, co robię, nie trafia do mas ludzi. To produkty niszowe. Kierowane do osób, które szukają „czegoś więcej”, czegoś, co znajdzie się tylko u nich. Poza tym, one wykonywane są ręcznie, co nadaje im szczególnego charakteru - można nazwać to „duszą”. Wiem, że jest ogrom ludzi, którzy chcą mieć coś niespotykanego. I do nich właśnie kieruję to, co robię. Podstawą do stworzenia niepowtarzalnego przedmiotu jest również dobór materiału. Ja rozkochałam się w starym drewnie. I chyba najbardziej pociągnęło mnie drewno dębowe. Ale dodatkowo łączę je z innymi materiałami, przykładowo z betonem. To też bardzo ciekawe.

Kocha Pani drewno, szczególnie stare z historią. Gdyż to ono stanowi podstawę Pani pasji. Jak je Pani znajduje?
Szukanie drewna - pięknego, z historią - to naprawdę już spora część pracy. To wielkie wyzwanie. Takie drewno trzeba sobie po prostu „upolować”, wyszukać. Przez te lata moje drewniane upodobania ewoluowały. Na początku pracowałam na materiale, który był w zasięgu ręki. Potem jednak gusta się zmieniały i – jak wspominałam - bardzo polubiłam stare drewno dębowe. Dodatkowo, żeby nadać niepowtarzalności wykonywanemu przedmiotowi, musi ono mieć swoje znaki szczególne. I tu znaczącą rolę odgrywają sęki, piękne usłojenie - to właśnie nadaje charakteru moim rzeczom. Jest wiele miejsc, gdzie takie drewno czeka na wykorzystanie. Często pozyskuję je z rozbiórek. Takie drewno ma wówczas sto, dwieście lat.

zegar

W kolekcji znajdują się lampy, zegary, świeczniki, dekoracje, dodatki kuchenne itd., ale wykonanie których przedmiotów sprawia największą trudność, a które przyjemność? Skąd czerpie Pani inspirację?
Są przedmioty, które wykonuję na zamówienie, takie jak zegary ze starych desek, lampy dębowe ze specjalnie dla nich projektowanymi abażurami z wykorzystaniem naturalnych materiałów, deski kuchenne i różnego typu dekoracje. Są też takie przedmioty, które pojawiły się tylko raz i nie da się ich powtórzyć, ze względu na brak tego typu materiału. Każda rzecz, pomimo powtarzalności, różni się od pozostałych. Właściwy dobór drewna sprawia, że nie ma dwóch jednakowych przedmiotów. Skąd czerpię inspirację? Często patrząc na kawałek drewna wiem, co chcę z niego zrobić. Robię rzeczy, które sama lubię. Często też realizuję indywidualne zamówienia. Ktoś pisze z pytaniem, czy jestem w stanie wykonać dla niego konkretną rzecz. A ja nie umiem odmawiać (śmiech). I tak oto wchodzę na drogę rozwoju, bo staję na głowie, żeby zamówieniu sprostać. I śmiało powiem, że nawet te przedmioty, które sprawiają największą trudność, dają w rezultacie sporą przyjemność.

Wyczytałam na Pani stronie, że w pracowni nie liczy pani czasu, że bawi się jak dziecko, czyniąc widocznym to, co w duszy gra. Czy zatem pracę i pasję można połączyć?
Jak najbardziej. I oby każdy mógł tak powiedzieć. Mam świadomość oczywiście tego, że nie zawsze tak jest. Że często praca traci swój smak albo po prostu trzeba nam robić coś, w czym nie do końca się czujemy. Trzeba przecież z czegoś żyć. Ja miałam to szczęście znaleźć się właśnie w takim miejscu na mojej życiowej drodze. Odkryłam coś, co mnie pociągnęło i postanowiłam to wykorzystać. Nie jest też do końca tak, że w tym, co robię nie napotykam trudności. Przeciwnie. Jest ich ogrom. Począwszy od zaplecza materialnego, wyposażenia pracowni, warsztatu, umiejętności, które trzeba zdobywać często samemu, braku pomocy ze strony innych osób. I najbardziej na braku czasu skończywszy. Nawiasem mówiąc - z tym liczeniem czasu, to stuprocentowa prawda. Często pracuję w nocy - kiedy już wszyscy śpią, a ja mogę zająć się już tylko drewnem (śmiech).

Jest Pani matką czwórki dzieci, jak znajduje Pani czas na swoją pasję? A może któreś z nich już przejawia zdolności po mamie?
O tak, najbardziej najmłodsza córeczka - dwuletnia. (śmiech). A poważnie… Staram się łączyć różne płaszczyzny w tym, co robię. Grunt, to znaleźć rytm. Chociaż często przy dzieciach trudno o to. Często okupuję to zmęczeniem. Jednak jedno wiem - pasja rodzi pasję. To myśl, która zawsze mi towarzyszyła. Doświadczałam tego na własnej skórze i sama chcę to przekazać własnym dzieciom. Trudno by było mi w pewnym momencie mojego życia zdać sobie sprawę, że dzieci postrzegają mnie jako osobę, która nie ma pasji, którą nic nie pociąga. I wiem, że dzięki temu łatwiej jest w nich zapalać pasję do wielu rzeczy. Pozytywnym skutkiem mojej pracy jest to, że uczymy się tworzyć, stwarzać przedmioty z pozornie już niepotrzebnych materiałów. Uczymy się odnawiać, „dawać” drugie życie - a nie tylko wymieniać na nowe. To jest cenne. Poza tym lubię aktywność, lubię widzieć efekty swojej pracy - w tym, co robię, jest to możliwe. 

Z Magdaleną Olszewską rozmawiała Arleta Wencwel

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Społeczeństwo

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 12

Opiekun nr 13(526) od 17 czerwca 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in
relacja z 22. Spotkania Młodych na Lednicy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej