Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-09-07 10:09:55

Z potrzeby serca

pasjonaci

Poprzez pielgrzymowanie wyrażamy przywiązanie do wiary i szacunek do wielkich religijnych symboli. Pielgrzymujemy pieszo lub korzystając z różnych środków lokomocji i zazwyczaj grupowo choć bywają i pojedynczy pielgrzymi. Właściwie pielgrzymują wyznawcy wszystkich religii. Czyzatem pielgrzymowanie można nazwać obowiązkiem czy może pasją?

Mając możliwość obserwowania przez kilka lat naszą diecezjalną pielgrzymkę nie sposób nie zauważy osób, które uczestniczą w niej od lat. Idą dumnie na czele grupy często niosąc krzyż. I mimo widocznego już zaawansowanego wieku to oni nadają tempo wszystkim, którzy podążają za krzyżem. I tak w grupie niebiesko-różowej na czele „peletonu” dziarskim krokiem szło trzech panów. Pan Józef niosący krzyż z uśmiechem na twarzy, wojskowym krokiem prowadził rozśpiewana grupę. Niektórzy stwierdzili, że właśnie on, wraz z dwoma innymi osobami, tworzy swoistą straż przy krzyżu. Przygotowania do wyjścia rozpoczynają sie już kilka miesięcy wcześniej, chociażby poprzez rozchodzenie butów. Im trasa nie sprawia większych kłopotów, znają ją od kilkudziesięciu lat. I mają co wspominać, bo kiedyś nie było tak sielsko jak teraz. Wiele przeszkód spotykali na swym pątniczym szlaku. Ale nigdy się nie poddawali, bo wierzyli, że Matka Boża na nich czeka i pomoże w każdej sytuacji. Są wdzięczni Bogu, że mimo swoich lat mogą wyruszać na pątniczy szlak. Nie uważają chodzenia na pielgrzymkę za swoistą pasję, ale też nie wyobrażają sobie nie pójść dopóki zdrowie pozwala. To jest po prostu potrzeba serca.

Z kilkudziesięcioletnim stażem
Jednak nie wszystkim tym, którzy przez lata chodzili było dane w tym roku iść. Od wspomnianych panów dowiedziałam się o panie Lucjanie, który kilkadziesiąt razy kroczył w kaliskiej pielgrzymce. - W tym roku nie dane mi było wyruszyć na szlak pielgrzymkowy, bardzo chciałem, ale rodzina w trosce o mnie odradziła – oznajmił pan Lucjan, który mając ponad 80 lat chętnie by jeszcze poszedł. W swoją pierwszą pielgrzymkę wyruszył będąc dzieckiem. Miał wówczas 10 lat. Ojciec nie chciał się początkowo zgodzić, ale pod opieką dwa lata starszej siostry wyruszyli.
- Dawniej nie mówiło się, że idzie pielgrzymka tylko, że idzie kompania. Kompanie szły z różnych stron, z Dobrzeca, Chełmc, Godziesz. No i oczywiście najliczniejsza z Kalisza. Wszystkie łączyły się po drodze w jedną całość. Tak jak to jest dzisiaj – wspomina pan Lucjan. Ostatni raz poszedł w 2014 roku. Przez wiele lat pielgrzymowania zdobył liczne doświadczenia, poznał każdy zakątek, wiedział gdzie można pójść na nocleg. Wiele osób trzymało się jego, bo mówili „przy panu Lucjanie nie zginiemy”. Przez kolejne lata wręcz był witany w poszczególnych miejscach jak swój. Miejscowi wyczekiwali na niego, by go ugościć. 
- W pamięci mam wiele pielgrzymek, ale żeby o każdej coś powiedzieć to ciężko, bo z wiekiem umykają z głowy. Przed każdą pielgrzymką obowiązkowo szedłem do spowiedzi. I po Mszy św u św. Józefa ruszaliśmy w drogę. Jako młody chłopiec służyłem do Mszy św., potem byłem porządkowym, kwatermistrzem, itd. Ponadto pamiętam, że mieliśmy dyżury przy dzwonkach, to znaczy chodziliśmy przez wieś i dzwonkiem oznajmialiśmy wszystkim, że czas do wyjścia. Bywało, że niektórzy zaspali i nas musieli potem doganiać – mówi z uśmiechem pan Lucjan. Dalej wspomina, że wyjścia były o 2 czy 3 w nocy, czasami ze względu na prześladowania w czaszach komunizmu a innymi laty ze względu na upały w ciągu dnia. No i nie było kiedyś takich udogodnień jak teraz, że przyjeżdża catering z obiadem czy jeżdżące toalety. Ponadto pan Lucjan wspomina, że kiedyś każdy miał swoje jedzenie w plecakach. Były to niekiedy słoiki z masłem, ze smalcem, czy serek topiony i ogóreczki. Nie było możliwości by sobie coś kupić. Nie było tylu sklepów i nie było zaopatrzenia w nich. A w czasach komunistycznych to wręcz był nakaz zamykania sklepów kiedy przechodzili pielgrzymi. Pielgrzymom na trasie towarzyszyły wozy konne z budami, przystrojone kwiatami, na których jechały tobołki.

Z kłodami pod nogi
W czasach, gdy Polska była państwem PRL-owskim, opartym na zasadach marksistowskich  pielgrzymowanie do Częstochowy było odważną manifestacją przywiązania do Kościoła i liczącej tysiąc lat tradycji. Wówczas piesze pielgrzymki na Jasną Górę były wyrazem sprzeciwu wobec ograniczeń nakładanych przez władze, które negowały sens wiary. - W czasach komunistycznych spotykały nas rożne nieprzyjemności ze strony Urzędu Bezpieczeństwa. Inwigilowali całe grupy, wypytywali kto jest prowodyrem takiej akcji, księża bali się chodzić. Byli szykanowani. A właściwie nawet im zabraniano chodzić w takim zgrupowaniu – wspomina pan Lucjan. - Grupy prowadziły kobiety. Pamiętam panie: Loretańską, Janowiecką czy Mariańską. Chodziliśmy rozproszeni po kilka osób i tylko na noc łączyliśmy się w grupy. Ludzie w tamtych czasach chowali nas, pielgrzymów po domach przed funkcjonariuszami służb - dodaje. Kolejnym trudnym okresem dla pielgrzymowania był stan wojenny. Wówczas nawet dostawało się mandaty do zapłacenia za udział w pielgrzymce. Dodatkowo trzeba było się meldować w urzędzie, że się wychodzi. W roku 1986, kiedy do Polski przyjechał papież Jan Paweł II i w Częstochowie odbywały się Światowe Dni Młodzieży, to była bardzo duża pielgrzymka. Wówczas bez grup promienistych, bo tylko szła pielgrzymka kaliska, grupa liczyła ponad dwa tysiące uczestników.

7 piasków, 7 lasków
Tak większość drogi do Częstochowy określali starsi pątnicy, zdradził pan Lucjan. A to dlatego, że kiedy wyszli z Brzezin to do samych Krzepic szli po lasach, po polnych drogach. Często padało, więc i po błocie. Butów nie było do wyboru jak teraz, w większości pielgrzymi szli w trampkach, czy sandałach, które przemakały. Ale jak już pojawiły się drogi asfaltowe to wiele osób zaczęło dostawać tak zwanej asfaltówki, uczulenia. - Kiedyś pielgrzymka szła cztery dni w jedną stronę i również w cztery dni wracała. Kiedyś śpiewało się więcej pieśni maryjnych, chyba było mniej takiego luzu. Dziewczęta w dawnych czasach szły tylko w spódnicach czy sukienkach. Nie było mowy by szły w spodniach. Nasze pokolenie było pokoleniem maryjnym. Szło więcej osób starszych, panował pobożny nastój, wyciszenie - wspomina doświadczony pątnik dodając, że nie mówi tego dlatego, że teraz jest gorzej. jest po prostu inaczej. - Jeśli tak można powiedzieć w ogóle życzliwość ludzi była ogromna. Mieszkańcy wiosek, w których zatrzymywaliśmy się na nocleg przychodzili pod świątynie gdzie mieliśmy Mszę św. i zabierali po kilka osób na nocleg. Bywało, że spaliśmy po kilkanaście osób w jednej izbie na materacach w pokojach czy w kuchni. Często spało się po stodołach- mówi dalej.

Jak wilka do lasu
- Każdego roku czekałem na sierpień, by wyruszyć na trasę. Po prostu ciągnie jak wilka do lasu. Nie wiem czy mogę to nazwać pasją, to coś więcej, to potrzeba serca. To wdzięczność Matce Bożej. Każdego roku miałem za co dziękować i o co prosić. Wiem, że Matka Boża zawsze mnie i moją rodzinę wspierała i wspiera. Dziś już nie chodzę, bo rodzina nie pozwala bym nie robił kłopotu innym. Ale zawsze lubiłem tą „poniewierkę” - jak to mówi moja żona. Za każdym razem kiedy po trudach pielgrzymowania dochodziłem do kaplicy Matki Bożej, to aż serce chciało wyskoczyć z piersi z radości. Dziś mogę tylko pożegnać pielgrzymów przed wyruszeniem w trasę i powitać kiedy wracają - mówi pielgrzym.

Nie pamiętam który raz idę, ale chyba 17. W pierwszą pielgrzymkę udałam się z „wielkimi” intencjami, a kolejne już jako pielęgniarka. Teraz wiem, że jest mi to potrzebne, Wyruszanie na trasę pielgrzymki stało się już potrzebą serca. Nie wyobrażam sobie roku bez pójścia do Matki Bożej i oddania jej swoich intencji, a przy tym podziękowania za przeżyty rok. Pomimo przebytego udaru i w tym roku wyruszyłam. Pierwszy dzień był ciężki, ale kolejne już coraz lepsze. Idąc jako pielęgniarka mam dużo pracy, wieczorem bywa, że przez kilka godzin udzielamy pomocy, tym, którym pojawiły się pęcherze, asfaltówka, odbicia itd. Słowa wdzięczności ludzi, że gdyby nie pomoc to dalej nie mogli by pójść dodają siły. To mi pomaga, to mi daje to daje radość w moim życiu. Teresa, lat 73

Jestem już na pielgrzymim szlaku 15 raz, bez przerwy,każdego roku. To wciąga jak narkotyk, człowiek nie może przestać. I mimo, że mam już swoje lata (77) i wszczepiony rozrusznik serca to nie przestanę dopóki Bóg pozwoli. Mam dwa serca, więc idę ostro i cieszę się, że mogę jeszcze chodzić na pielgrzymkę. Każdego roku niesie mnie inna intencja. W ubiegłym roku modliłam się o zdrowie syna, który chorował na raka. Wyszedł z tego i wierzę, że właśnie dzięki pielgrzymce i nowennie pompejańskiej. Z każdym rokiem jest coraz lepiej, coraz lepsza organizacja, a motywacji mi nie brakuje – zdradza pątniczka.


Tekst i zdjęcia Arleta Wencwel

Zdjęcie: Pan Sławomir i pan Józef z grupy
niebiesko - różowej są wdzięczni Bogu, że mogą pielgrzymować mimo swojego wieku

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Społeczeństwo

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej