Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-02-23 10:29:28

Protezy i łyżwy

promyk

Ostatnim razem opowiedzieliśmy sobie, jak mały szlachcic, Adaś Chmielowski, który w przyszłości miał zasłynąć jako św. brat Albert, został cudownie uzdrowiony z ciężkiej choroby. Niestety, kiedy chłopiec wyzdrowiał poważnie zaczął chorować na płuca jego tatuś Wojciech Chmielowski.

A ponieważ pan Wojciech był jedynym żywicielem rodziny, im dłużej trwała jego choroba tym dłużej nie pracował i zarabiał. Wobec tego pewnego dnia, mama Adasia zdecydowała, że sprzeda dworek w Czernicach, w którym mieszkali. W ten sposób chciała uchronić swych najbliższych przed biedą. Rodzina Chmielowskich przeprowadziła się do Warszawy. Jednak krótko później tatuś Adasia zmarł. Adaś był najstarszy z rodzeństwa i zbliżał się czas, w którym powinien być posłany do szkół. Gdy miał 12 lat wybrał dla siebie szkołę kadetów w odległym od Warszawy Petersburgu. Musicie wiedzieć, że w czasach kiedy Adaś był dzieckiem Polski nie było na mapach. Był to taki smutny w naszej historii okres, kiedy ziemie naszego państwa zostały podzielone między Niemcy, Rosję i Austrię i włączone w ich granice. Ta część Polski, w której leżała Warszawa należała wówczas do Rosji, więc stąd u Adasia szkoła kadetów w Petersburgu. Chłopiec nie uczył się jednak w niej długo. Po roku mama ściągnęła go do domu, bo sama dotkliwie chorowała i czuła, że może go już nie zobaczyć. I rzeczywiście, wkrótce także ona zmarła osierocając czwórkę dzieci. Gdy Adam miał 17 lat mieszkający pod rosyjskim zaborem Polacy postanowili walczyć o swój kraj i wzniecili powstanie znane dziś jako Powstanie Styczniowe. Był to rok 1863, a nasz młodziutki bohater zdecydował, że również weźmie w nim udział. W czasie walki został ranny w nogę. Rana była niebezpieczna, wdało się do niej zakażenie i by ocalić go od śmierci, trzeba było chłopcu część nogi amputować. Operację przeprowadzano w polowych warunkach, bez znieczulenia. Mimo, że Adam został dotknięty kalectwem w tak młodym wieku, wcale się nie załamał. Kilka lat później rozpoczął studia artystyczne w Monachium, gdzie zimą z wielkim upodobaniem jeździł na łyżwach. Tak! Jedną z łyżew zakładał na nogę, drugą, na drewnianą protezę i jeździł tak wspaniale, że brawa bił mu nawet sam król bawarski! CDN

Aleksandra Polewska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Promyk Radości

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 24

Opiekun nr 24(511) od 19 listopada 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in. "Brat naszego Boga" - pożegnanie ze św. Albertem oraz artykuł o niedawno otwartej Pustelni Salezjańskiej "Ognisko Miłosierdzia"

Zamów prenumeratę

 

kwartlanik

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 2(10) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii.
W najnowszym numerze o św. Józefie

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej