Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2017-04-27 10:15:54

Nadzieja dla kościoła

II Niedziela Wielkiego Postu jest obchodzona w Polsce jako niedziela misyjna „Ad Gentes - Dzień Modlitwy, Postu i Solidarności z Misjonarzami”. W tym roku hasłem przewodnim jest „Gdzie Misjonarze - Tam Nadzieja”.

W tym roku szczęśliwie się złożyło, że w ramach rekolekcji szkolnych naszą parafię św. Stanisława BM w Kobylinie odwiedziły osoby, które są w sposób szczególny związane z misjami - ks. Maciej Będziński, sekretarz krajowy Papieskiego Dzieła Rozkrzewiania Wiary i Papieskiego Dzieła św. Piotra Apostoła oraz s. Monika Juszka RMI Misjonarka Klaretynka, na co dzień pracująca w Papieskiej Unii Misyjnej w Polsce.

Szczególnie ucieszyło mnie to spotkanie, gdyż osoby te są bezpośrednio zaangażowane w przedsięwzięcia, z którymi i ja się identyfikuję, poprzez udział w PDMD, czyli Papieskich Dziełach Misyjnych Dzieci. Od kilku lat działam w ognisku misyjnym ŻariKo w Kobylinie.

Czym dla Księdza są misje, tak prywatnie, bo definicje możemy znaleźć w źródłach?
Ks. MB:  Dla mnie słowo „misje”, a bardziej słowo „misja” łączy się przede wszystkim z tym, jakim człowiekiem mam być, bo wiem, że może być misja nie do wykonania, jakaś misja wojskowa, dla mnie misja to przede wszystkim głoszenie Pana Jezusa i czasem, gdy pracowałem jako ksiądz na parafii zastanawiałem się, czy jestem rzeczywiście misjonarzem, czy na przykład ja jako ksiądz na parafii jestem gorszym księdzem  niż ci, którzy wyjeżdżają na misje. Zapytałem o to ks. prof. Bogumiła Gackę, który jest personalistą, który wykładał nam misjologię i on mi powiedział, że tak naprawdę misja i misje to jest uczestnictwo w życiu Jezusa. Co to znaczy? Czy ja jestem w Kobylinie, czy w Warszawie, czy w Radomiu na tyle, ile jestem zaprzyjaźniony z Panem Jezusem, jestem misjonarzem. Ciągle jednak pozostaje moim marzeniem wyjechać na takie misje Ad Gentes, bo mimo iż byłem tam i widziałem, na czym polega ta praca, to chciałbym tam wrócić, gdyż doświadczam tam takiej prostoty Kościoła, wszystko jest poukładane i proste. Ludzie potrzebują księdza i czekają na niego, jest wiele serdeczności i właśnie tak sobie wyobrażam, że tak jak teraz jest na misjach w Azji czy w Afryce, jak żyją misjonarze i pracują z ludźmi, tak 2000 lat temu Jezus założył Kościół.

A dla Siostry?
S.MJ: Dla mnie misją jest wszystko to, co robię, jeżeli to jest z posłania Pana Jezusa i jeżeli ja na to posłanie odpowiadam. Jeśli ja odpowiadam i zgodnie z Jego wolą robię to, do czego on mnie wzywa, to już jest misja. I zawsze misją jest głoszenie słowa Bożego, to jest zresztą charyzmat mojego zgromadzenia i to niekoniecznie tak, że ja wychodzę na ambonę, tylko we wszystkim, co robię, kiedy ja głoszę słowo Boże, kiedy ja żyję Ewangelią - to jest misja. 

A skąd wiadomo, do kogo wysłać pomoc?
S.MJ: W przypadku Papieskiej Unii Misyjnej są dwa źródła. Z jednej strony prywatne prośby misjonarzy, którzy do nas piszą o pomoc, przedstawiając sytuację, z drugiej (częściej) - dostajemy projekty od naszego biura z Watykanu, przez Kongregację ewangelizacyjną. To znaczy, wszystko to, co my zbieramy, jakąkolwiek pomoc, przeznaczamy na takie właśnie projekty. Główne biuro w Stolicy Apostolskiej posiada najdokładniejsze dane na temat potrzeb na terenach misyjnych, dlatego wspieramy wyznaczone projekty.

Co to znaczy?
Ks. MB: Każdego roku Ojciec Święty w Watykanie wraz z kardynałem prefektem Fernando Fellonim określają, jaki kraj, jaki region ma jeszcze za mało księży, kościołów, jaki region jest za mało „świadomy”. Wydaje się że cała Ameryka Pd. jest terytorium misyjnym, a to nieprawda, bo tylko Amazonia i niektóre diecezje wysoko w Andach są terytorium misyjnym, a inne są samowystarczalne. Ojciec Święty ma wyznaczniki, co do określania, czy dane terytorium jest misyjne czy nie - przede wszystkim musi być odpowiednia ilość księży, parafii, diecezji.

Czy taka pomoc jest chętnie przyjmowana w krajach misyjnych, czy zdarzały się też takie sytuacje, że niechętnie ją przyjmowano?
Ks. MB: Trzeba wiedzieć, w jaki sposób pomagać, bo nie sztuką jest komuś pomóc, tylko trzeba wiedzieć, jak tego człowieka nie zranić. Śmieszną pomocą byłoby, gdybyśmy my z Polski wysłali kontener obuwia zimowego do Afryki. Najlepiej pomagamy wtedy, kiedy pytamy, jaka pomoc jest potrzebna - jedni nie potrzebują ubrań, czy środków chemicznych, ale potrzebują pieniędzy na budowę kościoła, albo odwrotnie. Jest kościół, a nie mają na przykład osoby, która by ich uczyła. Dlatego wysyłamy wolontariuszy, misjonarzy. Często wysyłamy osoby, które wykonują konkretny fach. Na przykład murarzy, mechaników samochodowych - takie zawody i takie sprawności, których tam nie ma. Myślę, że nie zdarza się tak, by ta pomoc była odrzucana, bo my kierujemy się projektami, czyli tym, o co dana osoba lub misjonarz nas prosi. Jeśli mamy problem z przekazaniem takich materialnych darów, to najczęściej wysyłamy pieniądze.
S.MJ: No chyba, że w grę wchodzi polityka, jakieś dyktatury, które są przeciwne Kościołowi, misjonarzom i najchętniej chcieliby zagarnąć te dary, czy pieniądze dla siebie.

Czy spotkaliście się na misjach z sytuacją zagrożenia życia, osobiście albo przez osoby z bliskiego otoczenia?
Ks. MB:  Dużym problemem jest podróżowanie, osobiście zdarzyło mi się podróżować w Afryce w porze deszczowej, kiedy droga zamieniała się momentami w rwącą rzekę. Było niebezpiecznie. W wielu miejscach najbardziej to dotyka Amerykę Południową, górskie drogi są kręte i kiedy przyjdzie ulewa, zalewa ją i można stracić życie lub ulec wypadkowi. Ostatnio mój przyjaciel, który wyjechał na Wybrzeże Kości Słoniowej miał wypadek, bo miejscowi nie przestrzegają przepisów! Ponadto misjonarze jako osoby z Europy, są postrzegani jako ludzie zamożni, dlatego często są narażeni na napaści, jak choćby przypadek naszej wolontariuszki Heleny, która zginęła w napadzie rabunkowym. Poza tym zagrożeniem są egzotyczne choroby: malaria, denga, trzeba też uważać na wściekliznę i na choroby przenoszone drogą pokarmową.

Można się przed tym zabezpieczyć?
Ks. MB:  Tak, bierze się szczepionki na żółtą febrę, jeśli się uda, to na żółtaczkę, na tężec, na dur brzuszny. Oczywiście trzeba dbać o siebie, nie pić wody z niewiadomych źródeł, bo można się narazić na zakażenie pasożytem, amebą, lub czymś na co Afrykańczycy czy Azjaci są odporni, a my jako Europejczycy już nie. Pomaga przestrzeganie higieny i zasad ostrożności na nieucywilizowanych terenach - np. odpowiednie ubrania i obuwie czy choćby spanie pod moskitierą, by nie narażać się na ukąszenia owadów. Pomocne są też podstawy medycyny tropikalnej - jakimi lekami sobie pomóc, jeśli w pobliżu nie ma fachowej opieki.

Jak długo trwają przygotowania do wyjazdu na misje?
Ks. MB: Przyjmuje się, że pobyt w centrum formacji misyjnej w Warszawie to 9 miesięcy. To jest czas, kiedy studenci, księża, siostry zakonne, osoby świeckie, które chcą wyjechać na misje, mają wykłady z misjologii i uczą się języka. Tylko, że języka miejscowego plemiennego nauczysz się na miejscu, na kursach albo z ludźmi, ale musisz znać jeden z podstawowych języków, którym mówi się na misjach, a więc hiszpański, portugalski, francuski lub angielski. Ci, którzy wyjeżdżają do Kazachstanu, do terenów za Uralem uczą się rosyjskiego, ale te podstawowe to języki nowożytne. W centrum misjologii uczymy się także teologii, duchowości misyjnej, podstaw medycyny tropikalnej, poznajemy też kraj, do którego jedziemy. Po szkoleniu podpisuje się kontrakt na 2-3 lata, a po tym okresie albo nowy kontrakt albo wraca się do kraju, więc nie wyjeżdża się na całe życie, nie ma się co bać ;-)
S.MJ: My klarytynki, jako zakon misyjny przygotowujemy się tak naprawdę przez całe życie zakonne do wyjazdu na misje i kiedy zachodzi potrzeba, to jesteśmy gotowe.

Jak są przyjmowani ci, którzy wyjeżdżają na misje przez tamtejszych mieszkańców?
Ks. MB:  Oni są tamtejsi, my zawsze jesteśmy gośćmi. Chociaż czekają na nas i wiedzą, że możemy im dużo pomóc, dużo przynieść, to nigdy nie wolno z Afryki, czy Azji robić małej Europy. To się nazywa inkulturacja, czyli szanujemy ich kulturę, in culture - wchodzimy w ich kulturę z Ewangelią. Ojciec Święty Jan Paweł II w swojej encyklice misyjnej Redemptoris Missio - powiedział, że każda kultura jest godna, żeby głosić jej Ewangelię, każda kultura i człowiek żyjący w tej kulturze - więc jeśli ja jadę do ludu Tonga, czy do Indii, albo na Filipiny to ja z szacunkiem idę do tych ludzi. Szanuję ten kraj, tę kulturę, w której oni się wychowali i dopiero głoszę im Chrystusa. Pięknie powiedział mój kolega, który pracował w Kamerunie, kiedy przyszli do niego ludzie i mówią: „Ojcze, ty przyjechałeś głosić nam Boga, ale my mamy Boga!”. A on im odpowiada tak: „Wy macie Boga! Wy jesteście wierzący! Ale ja przyszedłem powiedzieć wam, jak wasz Bóg ma na imię - to jest Jezus Chrystus”. I właśnie tak postępują misjonarze: z ogromnym szacunkiem, z pokojem serca.
S.MJ: To prawda. Ludzie, do których jedziemy, zawsze przyjmują nas z życzliwością, nigdy nie spotkałam się z niechęcią, wręcz przeciwnie, zawsze starają się jak najlepiej nas ugościć.
Co prawda, ja jako misjonarka nigdy nie byłam na misjach Ad Gentes, ale jako klarytynka.
Jak się naucza ludzi z obcego kraju i jak im wytłumaczyć to wszystko, jeśli nie znają Boga?
Ks. MB: Na pewno nie rozpoczyna się od mówienia o Ewangelii, o Panu Jezusie. Najpierw trzeba z tymi ludźmi być, ludzie muszą się do nas przekonać, obdarzyć zaufaniem. Najczęściej misjonarze najpierw żyją z tymi ludźmi, zakładają szkołę, świetlicę, przychodnie, dopiero potem budują kościół. Kiedy są rok z tymi ludźmi i do nich się przyzwyczają, wiedzą, że mogą na nich liczyć, zaczynają im głosić Ewangelię. Opowiadać i czytać im słowo Boże, bardzo ważne jest, żeby robić to w ich języku, żeby przetłumaczyć Pismo Święte na język miejscowy.

I najważniejsze pytanie, co skłoniło Księdza do tego, żeby udzielać się w Papieskich Dziełach Misyjnych?
Ks. MB: Trudno powiedzieć, że jest to moje hobby, ale rzeczywiście jeśli praca staje się hobby, to jest dobrze. Posługiwanie i odwiedzanie misjonarzy i krajów misyjnych, przynosi mi wiele satysfakcji. Co mnie skłoniło? Nigdy nie myślałem, że będę pracował w PDM, ale zawsze to było ogromnym moim marzeniem i spełniło się ono w 2014 roku. Niedługo będzie cztery lata, jak zaczynałem pracę w PDM i ciągle przynosi mi to ogromną radość. To, że mogę tu na miejscu w Polsce, w czasie różnych rekolekcji, wyjazdów, spotkań opowiadać ludziom o pracy misyjnej i o tym, jak ogromną szansą rozwoju naszego Kościoła, rozwoju parafii, rozwoju grupy ministrantów, grupy różańcowej, jak ogromną szansą jest ten duch misyjny, jeżeli my mamy w sercu ducha misyjnego to jesteśmy radośni, chce nam się pracować, chce nam się wyjść do ludzi, nie dzielimy ludzi na lepszych i gorszych tylko codziennie do nich idziemy i głosimy.

A czym dokładnie się Siostra zajmuje, bo biuro to kojarzy się tylko z „papierkami”?
S.MJ: Można powiedzieć, że są takie trzy dziedziny, w których działam - po pierwsze przygotowujemy materiały formacyjne dla sióstr, kleryków i księży związanych z misjami - artykuły, konferencje czy strony internetowe; po drugie jestem tłumaczem z języka hiszpańskiego i włoskiego - przekładam wszystkie potrzebne materiały dla całego biura - artykuły, książki, wywiady; no i po trzecie najprzyjemniejsza część pracy to wyjazdy na zaproszenia parafii albo seminariów czy nowicjatów - na rekolekcje, na katechezy misyjne i różnego typu spotkania.    
Bardzo dziękuję za rozmowę i przybliżenie nam działalności Papieskich Dzieł Misyjnych i życzę dalszych sukcesów w misjach.

rozmawiała Ada Paluszkiewicz

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Polecane

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola

Opiekun nr 9(496) od 23 kwietnia 2017

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in "Łaska i miłosierdzie" czyli objawienia siostry Łucji z Fatimy o miłosierdziu Bożym.

Zamów prenumeratę

 

Kwartalnik "Opiekuna" -
Okno Wiary 1(9) 2017

w którym pragniemy rozmawiać z naszymi Czytelnikami o wierze, Kościele, rodzinie i historii

ARCHIWUM KWARTALNIKA

banner

Padre gotuje humor26330

Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej