Autorzy Archiwum Galeria Polecane Kontakt Ogłoszenia

2018-04-18 09:01:00

Miłosierdzie od siebie
Miłosierny to taki nieosiągalny, mistyczny, doskonały Bóg. Trudno mi było jakkolwiek wyobrazić sobie, że jako zwyczajny człowiek stąpający po ziemi, mogłabym mieć w sobie chociaż ziarno tej boskości. We mnie, w grzesznej byłby cień miłosierdzia? Dlaczego miałabym mieć serce otwarte i pełne przebaczenia dla tych, którzy mnie krzywdzą? Oni mają za nic moje uczucia, łzy, ból i cierpienie.

Bardzo trudno jest mi ich zaakceptować, a co dopiero miłować. Kochać kogoś, kto nie ma dla mnie szacunku? Niewykonalne. Bardzo wyraźnie oddzielałam tych, co byli warci uwagi od tych, których należy omijać szerokim łukiem. Nie umiałam życzyć im dobrze, czasem wręcz odwrotnie. Po jakimś czasie zrozumiałam, kto w tym układzie tak naprawdę bardziej krzywdzi.

Odpuściłam. Są istoty ludzkie, które popełniają błędy, kierują się nie tymi wartościami, co powinni. Są totalnie zaślepieni i nie myślą o konsekwencjach, które ich dotkną za jakiś czas. A ja zamykałam się w złości i żalu, trzymałam się negatywnego nastawienia, by czasem nie zapomnieć, że się na nich gniewam. Przecież gdybym się na nich nie gniewała, to byłoby wobec mnie samej niesprawiedliwe. I tu popełniłam największy błąd. Niezmierzone ilości myśli poświęconych na żal, nic mi nie przyniosły. Czułam się jedynie zmęczona i nieszczęśliwa. Serce mnie bolało. Postanowiłam zmienić coś. Przebaczyłam. Poczułam cudowne uczucie wolności i szczęścia. Widocznie doznałam łaski miłosierdzia i dane mi było odkryć jego moc. Oczywiście to cholernie trudne! Znaleźć w sobie miłosierne serce dla wroga, to wyzwanie i walka z samym sobą. Jeszcze trudniej było mi okazać miłosierdzie samej sobie. Dlaczego? Przeszkadzała mi w tym ambicja. Dużo łatwiej mi było tłumaczyć innych niż siebie. Nie mam w zwyczaju użalania się nad sobą, nieczęsto proszę o pomoc i uważam się za silną kobietę. Zatem lubię radzić sobie ze wszystkim sama i jak coś jest nie po mojej myśli, odczuwam to jako porażkę. Porażek nie lubimy! Po każdym nieprzyjemnym zdarzeniu, gdzie nie spełniłam oczekiwań od samej siebie, długo to przeżywałam. Może sama od siebie za dużo wymagałam i sama dla siebie byłam najbardziej surową osobą? Tak bardzo chciałam być perfekcyjna, że straciłam miłość do siebie. Wszyscy byli przed, potem długo, długo nic i ja. Najważniejsze przykazanie: kochaj bliźniego swego jak siebie samego. Jak kochać brata, skoro do samego siebie nie masz otwartego serca? Pułapką było to, że gdy otoczenie zauważyło, jak wiele od siebie wymagam i jak dużo umiem poświęcić, zaczęli to wykorzystywać. Dziś mówię dość. Kocham siebie, dbam, szanuję i wybaczam sobie. Jestem człowiekiem niedoskonałym, popełniam błędy. Dążę do bycia lepszą, ale po drodze spotkają mnie porażki i jestem z tym faktem pogodzona. Miłuję siebie, zaczynam od siebie. Kocham i odpuszczam. Nie chcę już nigdy tracić ducha na bezsensowny żal. Teraz dopiero wiem, że przebaczenie daje możliwość pójścia do przodu, ruszenia z miejsca. Złość jest jak ołowiana kula u nogi, która trzyma wciąż w tym samym punkcie. Tego bardzo nie chcę, więc czas najwyższy się jej pozbyć.

Katarzyna Smolińska

Dodaj komentarz

Aby dodać komentarz, prosimy o przepisanie wyrazów z obrazka. Wyrazy muszą być oddzielone spacją.

Okiem młodych

Pozostałe kategorie
komentarz redaktora
w słowie bożym
prawo kanoniczne
meandry czwartej wladzy
sacrum w muzyce
nauka spoleczna kosciola
okladka 8521

Opiekun nr 8(521) od 8 kwietnia 2018

Zapytaj w parafii o nowego "Opiekuna", a w nim m.in artykuł z "Misją wśród trędowatych" czyli studenci śladami św. Matki Teresy

Zamów prenumeratę

 

baner
banner
figazmakiem
Drewniane kościólki Jasna i ta druga strona 25 lat diecezji

Ta strona używa plików Cookies. Dowiedz się więcej o celu ich używania i możliwości zmiany ustawień Cookies w przeglądarce. Więcej